Od Orawy do Malawi

Jeść, pić, kochać – to nie tylko liryczny refren piosenki o małych radościach życia, śpiewanej na bis przez Andrzeja Sikorowskiego i Maję Sikorowską podczas sobotniego koncertu inaugurującego piętnastą Orawę Dzieciom Afryki. Jeść, pić, kochać – to po to ponad setka wolontariuszy SWM przyjechała do Jabłonki 4 i 5 czerwca.

I choć dwa okrągłe stoły z jodłowymi parasolami uginały się od orawskich rarytasów i egzotycznych potraw rodem z Azji i Afryki a przepyszny napój kusił imbirowo-hibiskusowym aromatem, byliśmy po raz piętnasty w Jabłonce, by dać jeść, pić i kochać potrzebującej młodzieży z Malawi.

W tym roku podczas Orawy Dzieciom Afryki zebraliśmy: 60 933,52 zł, 396,25 €, 6,00 $, 6,00 £. Pieniądze zebrane podczas tegorocznej akcji zostały przeznaczone na projekt Grace – malawijskiej wolontariuszki, która wspólnie z Salezjanami opiekuje się trzydzieściorgiem najuboższych sierot, a te z kolei mają często na utrzymaniu własne rodziny. Dając im pieniądze na edukację czy kursy zawodowe, dajemy jeść, pić i pokazujemy, że kochamy nie tylko podopiecznych Grace, ale też ich liczne rodzeństwo.

Ale Orawa Dzieciom Afryki to nie tylko zbiórka pieniędzy. To także, a może przede wszystkim, przeżycia duchowe i artystyczne. Te zapewnił wszystkim już sobotni wieczór. Jubileuszowa, piętnasta Orawa Dzieciom Afryki stała się okazją do wspomnień i wzruszeń. Ksiądz Adam Parszywka podziękował panu wójtowi Jabłonki za wielkie serce i wkład w rozwój akcji charytatywnej. Kiedy pomysłodawczyni Orawy Dzieciom Afryki Jadwiga Karlak drżącym głosem dziękowała rodzicom i rodzinie za wsparcie jej pracy misyjnej, z pewnością niejeden wolontariusz myślami był przy swoich, wspierających lub jeszcze przeciwnych ich powołaniu, rodzicach. Wielu wrażeń dostarczył koncert Andrzeja Sikorowskiego, który zaśpiewał przeboje sprzed lat, a także z córką Mają zaprezentował utwory łączące muzyczne tradycje polskie i greckie. Nogi rwały się do tańca przy skocznej zorbie, a chwilę później poetyckie słowa ballad wyciskały łzy z oczu.

Wspomnienia przywołały nie tylko znane piosenki. Na zakończenie wieczoru, już po emocjonującej licytacji rękodzieł z Czarnego Lądu, publiczności zgromadzonej w Orawskim Centrum Kultury został zaprezentowany film podsumowujący piętnaście lat akcji Orawa Dzieciom Afryki. Krótkie fragmenty z poprzednich festynów, koncertów i aukcji były jak podróż w czasie aż do tegorocznej edycji. Autorzy filmu przybliżyli także widzom sytuację dzieci w Malawi oraz ideę projektu, który wspieraliśmy podczas sobotniego wieczoru i niedzielnego festynu.

Aby Orawa Dzieciom Afryki mogła mieć miejsce, na długo przedtem cały sztab ludzi wkładał pracę i serce organizując sobotni koncert, dojazd i noclegi dla wolontariuszy, pakując w walizki rzeczy do sklepików misyjnych, przedmioty na aukcje i konkursy, fanty na loterię, jedzenie i puszki na ofiary, pamiętając o tysiącu ważnych i drobnych rzeczy. W końcu biały „dostawczak” z kartką przypominającą, że „mięso w lodówce” został załadowany po brzegi i ruszył spod siedziby SWM w imię Boże nieść radość i dobro.

W niedzielę od samego rana byliśmy obecni w 11 parafiach Orawy dzieląc się świadectwem pracy misyjnej, a także dziękując za otwartość mieszkańcom tak hojnie wspierającym ofiarą i modlitwą dzieci Afryki.

Na stadionie w Jabłonce tradycyjnie w godzinach popołudniowych rozpoczął się festyn połączony z Orawskim Dniem Dziecka. Mimo niepewnej aury przybyło wiele rodzin. Na dzieci czekały atrakcje w postaci nadmuchiwanych zjeżdżalni, toru wyścigowego i stoisk ze słodyczami. Jednak największą popularnością cieszył się kącik dziecięcy SWMu, gdzie chętni kolorowali obrazki o tematyce misyjnej, lepili plastelinowe figurki, a niemal każde dziecko odważyło się na pomalowanie twarzy. W tym roku królowały kotki, bohaterowie kreskówek oraz fantazyjne wzory kwiatowe.

Pod sceną można było potańczyć podczas występów zespołów Małe Podhale i Promyczki Dobra, a później obowiązkowo przybiec po jeden z wielu kolorowych baloników, aby na słowo „Alleluja” puścić sznurek i tym samym wysłać dobre myśli do Afryki.

Bajka „Warkocz królewny Wisełki” przedstawiana przez teatr Art-Re miała dodatkowe efekty specjalne – deszcz i burzę, ale dzieci z zainteresowaniem śledziły fabułę spod parasoli.

Rodzicom i dziadkom też niestraszne były kaprysy pogody, a chroniąc się pod dachem namiotu mogli pooglądać i kupić prace konkursowe uczniów: ręcznie robione zabawki nawiązujące wzornictwem do lokalnej tradycji ludowej, a formą do kultury Czarnego Lądu. Obok był również sklepik misyjny i stoisko z etiopską kawą. Kupując hebanową żyrafę czy bransoletkę z nasion z krajów misyjnych, Orawianie wspierali dzieci Afryki. Sporo pracy miała grupka wolontariuszy pracujących przy loterii fantowej. Emocje podczas sprawdzania wygranej udzielały się również im. Uwijali się przynosząc fanty z zaplecza, a jednak z każdym dzieckiem czy dorosłym zamienili kilka słów, zaprosili do Krakowa do Wiosek Świata lub opowiedzieli o trudnej sytuacji dzieci w Malawi.

Po burzy wyszło słońce, a z nim dwie odsłony aukcji charytatywnej. Oprócz ręcznie wykonanych rzeźb z drewna i obrazów, atrakcją licytacji był między innymi niebieskonogi kogut i piłka z autografem Jerzego Dudka. Zabawa była przednia dzięki wspaniałym prowadzącym: księdzu Janowi Hańderkowi i Orawskiemu Janosikowi (w tej roli Jan Świdroń), który bogatym zabierał by dawać biednym.

Zakończenie z folkowym przytupem zapewnił koncert zespołu Megitza Trio a potem scenę opanowali wolontariusze w żółtych koszulkach SWMu, by zrobić sobie wspólne pamiątkowe zdjęcie. Tak, byliśmy jak puzzle wspólnie tworzące piękną układankę, miłą Bogu i ludziom.

Monika Laurowska

Facebook