Peru: Amazońskie refleksje wokół betlejemskiej stajenki

Jak wyglądają przygotowania do Bożego Narodzenia w dżungli? Już w listopadzie we wszystkich sklepach i hotelach w mieście pojawiły się choinki, a na targu duży wybór kolorowych, migoczących, a nawet grających lampek. Większość asortymentu w pasmanteriach i sklepach papierniczych stanowią dekoracje bożonarodzeniowe i elementy szopki. Szopka bowiem, poza choinką, jest…

Jak wyglądają przygotowania do Bożego Narodzenia w dżungli? Już w listopadzie we wszystkich sklepach i hotelach w mieście pojawiły się choinki, a na targu duży wybór kolorowych, migoczących, a nawet grających lampek. Większość asortymentu w pasmanteriach i sklepach papierniczych stanowią dekoracje bożonarodzeniowe i elementy szopki. Szopka bowiem, poza choinką, jest tutaj nieodzownym elementem Świąt. Może dlatego, że żywego świerka czy jodełki w dżungli nie uświadczysz. A może dlatego, że ta piękna chrześcijańska tradycja nie została wykorzeniona przez zlaicyzowane i skomercjalizowane zwyczaje świąteczne, zimowe piosenki i ozdoby bałwankowo-gwiazdkowe.

Już pod koniec listopada dzieci z naszej parafii, które przychodzą bawić się do tutejszego oratorium, chciały dekorować salę zabaw i rozkładać szopkę. Nie było łatwo wytłumaczyć im, dlaczego jeszcze nie jest odpowiedni moment, skoro we wszystkich sklepach Święta już na całego.

Szopki robi się z rozmachem. Nikt nie zadowala się namalowaną na kartce sceną Narodzenia, wepchniętą gdzieś między renifera z czerwonym nosem a śnieżynkę. W wielu domach i lokalach figurki Świętej Rodziny, ludzi ubranych w tradycyjne stroje z różnych regionów Peru i zwierząt występujących w tym  kraju zajmują sporą przestrzeń w centralnym miejscu. I skłaniają do refleksji…

W tym roku Boże Narodzenie świętowałam między innymi z mieszkańcami odległej dzielnicy San Lorenzo, w ich skromnej kaplicy. Jest to niewielkich rozmiarów budynek zbity z desek i pokryty blaszanym dachem. Tylna ściana, której widok przywodzi na myśl spore drewniane drzwi spichlerza czy stodoły, wewnątrz przyozdobiona jedynie prostym krzyżem zrobionym z dwóch listewek. Z boku regał ze śpiewnikami. Przed regałem niewielki stolik. Z drugiej strony ława i ławki z surowego drewna, potrzebne do zajęć w oratorium. Między deskami tworzącymi ścianę a metalowym dachem może trzydziestocentymetrowy dzwon ze sznurkiem. Na bocznych ścianach ozdobami są sfatygowane już nieco kartki papieru z tekstami pieśni religijnych z jednej, i pięcioma warunkami dobrej spowiedzi z drugiej strony. Po podłodze, jak to określiła siostra katechetka, chodzi się jakby miało się zawroty głowy: spękane po dawnych deszczach gliniane podłoże stworzyło swoją własną mozaikę – trójwymiarową mapę z górami i kotlinami, bez śladu równin czy nizin.

Podczas Mszy świętych za ołtarz robi nieduży stolik przykryty obrusem z jedną zapaloną świeczką. Ta „kaplica –szopa”, jak początkowo nazwałam ją w myśli, jest miejscem niezwykłego wydarzenia – prawdziwego Cudu Eucharystii! Będąc tam po raz pierwszy pomyślałam, że w Europie w takim budynku w dzisiejszych czasach nikt nie chciałby nawet trzymać zwierząt. Nawet za zbity naprędce składzik na narzędzia przy budowie by się nie zdała. Za mało elegancka i luksusowa. A tu… przychodzi właśnie Pan Jezus! Do takiej „szopy”: ani czystej, ani pachnącej, ani eleganckiej.

I wtedy zdałam sobie sprawę, że to nie Panu Jezusowi robi różnicę, gdzie przychodzi, tylko nam. Przecież Jezus od samego początku ziemskiego życia przebywał właśnie w takich miejscach. Właśnie w skromnej i zakurzonej szopie przyszedł na świat. A mógł sobie wybrać inne, bardziej luksusowe miejsce. Dlaczego teraz, przychodząc do nas w Eucharystii, Jego uwielbione Ciało i Krew miałyby się brzydzić miejsca, które jest poświęcone i w którym Jego lud gromadzi się na modlitwę? Dla wielu ludzi ta kaplica nie odbiega od normy, oni żyją często w  podobnych warunkach. I to do nich przychodzi Jezus. Jezus – Bóg-Człowiek, który bez wyjątku wszystkich umiłował i wybrał, i który znał wszystkie boleści i problemy człowieka.

Robił więcej! Wybrał sobie uczniów spośród prostych ludzi – rybaków, grzeszników – brudnych, biednych, niewykształconych. Jadał z celnikami, prostytutkami, otaczał się tym, co proste, skromne, biedne i brudne. A mógł przecież wybrać sobie za przyjaciół ludzi z bogatych domów, z marmurowymi posadzkami i pić ze złotych kielichów. Ale szukał tych najprostszych i najbiedniejszych.

A my? Mamy Go naśladować. A co myślimy o biednych? O naiwnych? O niewykształconych? Co myślimy o żyjących w nędzy? Omijamy ich z daleka, jakbyśmy bali się od nich zarazić jakąś chorobą – ubóstwem? Jeśli pomagamy, to czystymi rękami – wrzucając monetę do puszki – niech inni coś im kupią, a już na pewno niech inni im to dostarczą. „Ja nie chcę tego oglądać; boli mnie serce, jak to widzę; tak im współczuję!” Jezus nie okazywał fałszywego współczucia – On wchodził do domu bez podłogi, po prostu był, po prostu rozmawiał. Idź i ty czyń podobnie!