Peru: naucz się doceniać to, co masz!

Nie pomyliłem się. Czas w Limie płynie bardzo szybko i nim się spostrzegłem, minęły cztery miesiące. Przez ten okres udało się sporo zrobić. Przede wszystkim jednak zrozumiałem, w jaki sposób funkcjonuje miejsce, do którego zostałem posłany. W Casa Acogida Don Bosco w Limie przebywa obecnie ponad pięćdziesięciu młodzieńców mających szansę…

Nie pomyliłem się. Czas w Limie płynie bardzo szybko i nim się spostrzegłem, minęły cztery miesiące. Przez ten okres udało się sporo zrobić. Przede wszystkim jednak zrozumiałem, w jaki sposób funkcjonuje miejsce, do którego zostałem posłany. W Casa Acogida Don Bosco w Limie przebywa obecnie ponad pięćdziesięciu młodzieńców mających szansę na dobry start w dorosłe życie. Na następne osiem miesięcy pozostało mnóstwo planów i pracy do wykonania. Pracy, która bez pomocy Bożej się nie uda, a którą należy wykonywać na chwałę Bożą. O tym nie wolno mi nigdy zapominać.

Zostałem tu posłany wraz z moim kolegą Łukaszem do pracy wśród chłopaków, którzy wkraczają w dorosłość, bądź stawiają w niej pierwsze kroki. Tak można określić wiek, w jakim się znajdują. Są podzieleni na trzy grupy. W pierwszej z nich, najliczniejszej, znajduje się ponad trzydziestu chłopaków w wieku 13-18 lat. Uczęszczają oni do czteroletniego colegio – odpowiadającego gimnazjum czy też klasom 5-8 szkoły podstawowej. W drugiej grupie chłopców (w wieku 17 -21 lat) znajdują się absolwenci colegio, którzy poszli do instytutów – czyli szkół zawodowych lub techników. Obecnie jest ich niespełna dwudziestu: planują w przyszłości zarabiać jako kucharze, pracownicy szpitala, mechanicy samochodowi, księgowi i pracownicy administracji.

Współpraca z chłopakami zawsze sprawia mi wiele radości i śmiechu :)

Ostatnią, najmniej liczną grupę stanowią chłopcy, którzy ukończyli instytuty i mają okazję zostać w domu na czas podjętych praktyk i obrony dyplomu w swoim zawodzie. Całość układa się w naprawdę dobrze ułożony plan wsparcia i pomocy dla młodzieńców, których dzieciństwo było trudne, często naznaczone brakiem rodziców i odpowiedniego wsparcia z ich strony. Zamiast tego musieli zmierzyć się z odrzuceniem, brakiem zrozumienia i niejednokrotnie życiem w skrajnych warunkach. Dom, w którym obecnie się znajdują, daje im możliwość przebywania we wspólnocie, gdzie wspólnie z wychowawcami i wolontariuszami mogą czuć się jak w jednej wielkiej rodzinie. Mają zapewnione wszystko, co potrzebne jest do normalnego życia. Nie brakuje jedzenia, ubrań czy innych niezbędnych środków do codziennego funkcjonowania, mogą uczyć się tego, co pragną, ale przede wszystkim nie brak im możliwości rozmowy z drugim człowiekiem, który jest otwarty na ich potrzeby i służy pomocą.

Wraz z Łukaszem zostaliśmy przydzieleni do opieki nad drugą grupą chłopaków. W większości są oni pełnoletni, wszyscy ukończyli colegio i obecnie uczęszczają do szkół zawodowych bądź techników. Praca z tą grupą jest wymagająca, ale daje mnóstwo satysfakcji i dużo radości.

Chłopcy uwielbiają grać w piłkę nożną, która jest narodowym sportem Peru.

Każdego dnia od poniedziałku do piątku o 6:30 rano mamy wspólną modlitwę w jadalni. O tej godzinie wszyscy mają znajdować się w tym miejscu. Następnie podopieczni mają czas, aby wykonać swoje officio – każdego miesiąca każdy z nich ma przyporządkowane jedno zadanie do wykonania na terenie całego domu: np. zmywanie naczyń, zamiatanie patio czy też czyszczenie łazienek. Trzeba ich przy tej pracy przypilnować, bo niektórzy z nich lubią sobie o niej zapomnieć, bądź wrócić do swoich pokojów i poleżeć w oczekiwaniu na śniadanie, które zaczyna się o siódmej. Po porannym posiłku większość chłopaków z naszej grupy udaje się do swoich szkół, aby tam zdobywać wiedzę. Pozostali, którzy mają zajęcia w godzinach popołudniowych, bądź wieczornych, odrabiają swoje zadania czy też pomagają w innych pracach, które są do wykonania na miejscu.

Niemal wszyscy stawiają się na obiedzie o godzinie 14. Jest to po śniadaniu, druga znakomita okazja, aby wspólnie ze sobą porozmawiać i lepiej się poznać. Nie brakuje wtedy śmiechu i radości, wzmożonych przez nasze potknięcia w języku hiszpańskim. Po obiedzie grupa 5-6 chłopaków udaje się do oddalonej niespełna 5 min. od naszego domu jadalni funkcjonującej przy Salezjańskim Colegio San Francisco de Sales, gdzie pomagają przy zmywaniu i porządkowaniu jadalni. Niektórzy z nich uczęszczają tam też rano, aby pomagać przy przygotowaniu posiłków. Otrzymują za to miesięczne kieszonkowe, które mogą przeznaczyć na swoje potrzeby. Pozostali po obiedzie biorą udział w rekreacji: razem gramy w piłkę nożną, siatkówkę i koszykówkę. To kolejna okazja, aby razem z nimi przebywać, współzawodniczyć i móc poświęcić swój czas we właściwy sposób.

Następnie nasi podopieczni mają czas wolny, aż do godziny 18:30, gdy przychodzi pora na indywidualną naukę w estudio. Po godzinie 18 w domu zostaje tylko nasza grupa, gdyż najmłodsi idą do colegio. Panuje więc duży spokój i cisza w całym domu. Chłopaki mają czas, aby pogłębiać swoją wiedzę. Ja też staram się im pomagać, jak potrafię. Niejednokrotnie miałem już możliwość podzielić się swoją wiedzą z zakresu matematyki, gdy tylko była taka potrzeba. Z paroma z nich, którzy mają trochę większe ambicje i chęci, rozpocząłem naukę języka angielskiego, z czym naprawdę wiążę duże nadzieje. Pozostało jeszcze niecałe osiem miesięcy, więc jest spore pole do popisu. Mam nadzieję, że gdy będę stąd wyjeżdżał, ich poziom będzie dużo wyższy… Godzina 20:30 to czas na kolację, a więc trzeci i chyba najlepszy moment, aby pobyć razem i lepiej się poznać. Jest to czas, gdy w jadalni znajdują się tylko moi i Łukasza podopieczni oraz nieliczni chłopcy z ostatniego etapu. Posiłek kończymy wspólną modlitwą, podczas której przepraszamy Pana Boga za nasze niedoskonałości oraz zanosimy do Niego nasze prośby. Dzień kończy się czasem wolnym – część chłopców udaje się na odpoczynek, inni korzystają z internetu, bądź przygotowują swoje prace do szkoły. 23 to graniczny czas, by położyć się spać i przygotować na następny dzień.

Tak pokrótce jak wygląda nasz tydzień roboczy. W trakcie weekendu zawsze jest do wykonania generalne sprzątanie domu, a poza tym jest dużo czasu na sport oraz niedzielną mszę świętą i wspólny różaniec. Chłopcy odwiedzają także swoje rodziny. Jest to dobry czas, by zregenerować siły na nadchodzący tydzień.

Tydzień z życia w Casa Acogida jest wypełniony różnymi rodzaju aktywnościami i obowiązkami, jednak to co dla mnie najważniejsze, to możliwość przebywania i rozmowy z chłopakami, którzy zmagają się z codziennym życiem, którzy przeżywają swoje osobiste porażki i zwycięstwa. Mogę się od nich sporo nauczyć: przede wszystkim – doceniać w życiu to, co mam i dziękować za to Panu Bogu. Iluż z nas ma pod dostatkiem jedzenia, ma dom, czy kochającą rodzinę, a nie potrafi za to być wdzięcznym Bogu. Czas w Limie jest dla mnie kolejną szansą od Boga, by lepiej Go poznać i zawsze patrzeć na drugiego człowieka z miłością.