100%
Zebrano: 236923 zł cel: 200000 zł

Zbudujmy dom dla dzieci w Kenii

30 podopiecznych ośrodka pomocy dzieciom ulicy Karinde Childlove żyje w starym, przeciekającym baraku, w którym ciężko im się pomieścić. Zbudujmy im prawdziwy dom!

Tym razem chcemy pomóc trzydziestu dzieciom mieszkającym w slumsach stolicy Kenii, podopiecznym Centrum Pomocy Dla Dzieci Ulicy Karinde Childlove, które wspieramy już od osiemnastu lat w ramach programu Adopcja Miłości. Obecnie dzieci mieszkają w przeciekającym blaszaku, w fatalnych warunkach sanitarnych. Nauka i zabawa są tam więc bardzo utrudnione.

Ja to się zaczęło?

W 1997 roku Joseph Muigai mieszkający na obrzeżach Nairobi uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. Trzy dni przebywał w śpiączce, po przebudzeniu niewiele pamiętał z tego, co się stało. Jego świat zawalił się w jednej sekundzie. Był to czas, kiedy intensywnie wołał do Boga wierząc, że może go uzdrowić. Mimo bólu, nie wsiadł na wózek inwalidzki, lecz próbowałem chodzić o kulach. Z Bożą pomocą w pełni wrócił do sprawności, choć z  medycznego punktu widzenia wydawało się to niemożliwe. Wówczas zaczął zastanawiać się, jak może podziękować Stwórcy za dar uzdrowienia. Nagle przyszła mu do głowy myśl, aby zatroszczyć się o dzieci żyjące na ulicach Nairobi, które tak często mijał podczas swoich wędrówek, ucząc się na nowo chodzić. Pewnego dnia nawiązał rozmowę z chłopcami, których spotkał na ulicy. Dowiedział się, że nie chodzą do szkoły, bo ich rodziny nie mają na to pieniędzy. Bez zastanowienia zaproponował, że nauczy ich czytać i pisać. Tak zaczęła się jego przygoda z wychowywaniem chłopców z ulicy. Przygoda, a raczej misja, która trwa do dziś. Pewnego dnia na jego drodze, zupełnie przypadkiem, pojawił się ksiądz Henryk – salezjanin z Polski. Joseph opowiedział mu o swojej działalności i nawiązali współpracę, a potem skontaktował go z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym. Tak narodziła się idea stworzenia programu Adopcja Miłości, który pomaga w sposób długofalowy, pokrywając koszty edukacji dzieci z ubogich środowisk. Karinde Childlove było naszą pierwszą „adopcyjną” placówką.


Jesteśmy Waszymi rękami tu, na tych ruchliwych ulicach Nairobi. Modlimy się za Was każdego dnia. To dzięki Wam, wielu chłopców ukończyło szkoły, zdobyło wykształcenie, ruszyło w dorosłe życie z bagażem nie tylko złych doświadczeń, ale i tych pięknych, dających siłę do tego, by walczyć o swoją przyszłość.

Joseph Muigai


Dom gościnny

Karinde Childlove nie ma możliwości, aby przyjąć wolontariuszy. Jednak kiedy wolontariusze, czy pracownicy SWM przebywają na salezjańskich placówkach w Nairobi przy okazji realizacji różnych projektów, zawsze chętnie odwiedzają Karinde.

Przez trzy lata z rzędu miałam szczęście koordynować projekty realizowane w ramach programu MSZ Polska Pomoc w salezjańskiej szkole technicznej Don Bosco Boys Town w Nairobi. Wyjazdy nie były długie, zwykle dwutygodniowe, czasu niewiele, harmonogram napięty, dopinanie projektu i całej dokumentacji. Jednak za każdym razem wizyta w Karinde była obowiązkowym punktem. Spotkania z panem Josephem i jego podopiecznymi były zawsze czymś wyjątkowym. Bez odwiedzenia ich nie mogłabym wyjechać z Nairobi. Kilka godzin wspólnej zabawy, śmiechu, tańca, śpiewów, grania w piłkę i rozmów – bezcenne.

Ostatnim razem wraz z Anią, z którą realizowałyśmy projekt rozbudowy działu mechaniki samochodowej w szkole zawodowej Don Bosco Boys Town wymyśliłyśmy, żeby zabrać do Karinde kilkoro uczniów. Zaczęłyśmy przygotowania, opowiedziałyśmy im o tym miejscu i zaproponowały zrobienie upominków. Już kilka tygodni wcześniej Ania zaczęła z uczniami wspólną produkcję gier planszowych z materiałów recyklingowych – domino, plansze do młynka i Chińczyka z kartonu, z kamyczkowymi pionkami. Pięcioro najbardziej zaangażowanych uczniów pojechało z nami do Karinde. Wspaniale było patrzeć z jakim zaangażowaniem tłumaczyli młodszym zasady gier, których jeszcze niedawno sami się uczyli.

Na jeden z wyjazdów do Karinde zaprosiłam brata Francisa – dyrektora szkoły Boys Town. Był zachwycony tym miejscem, niebywałą wytrwałością i oddaniem pana Josepha, a przede wszystkim podopiecznymi, których też skradł serce swoją spontanicznością i wspólnym śpiewaniem.

Dominika, koordynatorka projektów misyjnych w SWM


Co chcemy zrobić?

Niedawno pan Joseph zwrócił się do nas z prośbą o pomoc w prowizorycznym remoncie budynków centrum. Budynki to klika blaszaków z dziurawym dachem, prowizoryczne toalety z dziurą w ziemi, oraz przestrzeń między budynkami zadaszona kawałkiem blachy, gdzie głównie gromadzą się dzieci na zabawę i naukę. Doszliśmy do wniosku, że on i jego podopieczni, którym poświęcił długie lata swojego życia, zasługują na konkretniejszą pomoc. Poprosiliśmy zaufanego brata Francisa o pomoc w koordynacji projektu. Po jego pozytywnej odpowiedzi wiemy, że już tylko krok dzieli nas od realizacji tego pięknego dzieła – godnego miejsca zamieszkania dla młodych ze slumsów Nairobii.



Chcemy wybudować porządny, murowany dom z kuchnią, toaletą i zbiornikami dostarczającymi stały dostęp do czystej wody.

Wierzymy, że nowy dom który dostaną po raz kolejny udowodni tym młodym, że dobry Bóg czuwa nad nimi i że są na świecie ludzie, którym naprawdę zależy na ich dobru.

Bądź jednym z nich!