Czy święta bez wielkanocnego koszyczka, to w dalszym ciągu święta? Czyli Wielkanoc w Peru.

Te święta wielkanocne miały dla nas wyjątkowy wymiar, po raz pierwszy przeżywaliśmy je z dala od naszych rodzin, od naszej tradycji i od tego co znamy i z czym kojarzy nam się przeżywanie tego okresu. Nikt tutaj nie maluje pisanek, nikt nie święci pokarmów, nikt nie leje się wodą. Jedno natomiast pozostało niezmienne, podobnie jak w Polsce, tak i tutaj po raz kolejny na nowo przeżywaliśmy Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Mimo, że liturgia i tradycje towarzyszące Triduum wyglądały inaczej – co nie znaczy gorzej – bez wątpienia te święta zostaną w naszej pamięci na długo. 

Warsztat robienia palmy pod opieką Asi

Już Niedziela Palmowa miała w sobie coś wyjątkowego. Z racji tego, że klimat, w którym żyjemy bardziej przypomina ten z Ziemi Świętej, mogliśmy wspólnie z dziewczynami z internatu przygotować palmy z prawdziwych liści palmowych. Przy tym zadaniu w szczególny sposób wykazać się mogły dziewczynki pochodzące z dżungli, które bardzo sprawnie potrafią zaplatać liście w różne wzory i chętnie dzieliły się tą umiejętnością z pozostałymi. W pewnym momencie, nasz dom zamienił się w jeden wielki warsztat palm wielkanocnych. Następnie, z całą parafią wspólnie przeszliśmy kolorową procesją ulicami miasteczka, kończąc w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Quebradzie, prowadzonym przez Salezjanów.

Asia, pobierająca lekcję zaplatania
Ksiądz Pablo Trang – salezjanin z Wietnamu, pracujący w Quebradzie, święcący palmy
Konkurs na najpiękniejszą palmę
Peruwiańskie palmy
Dziewczynki prezentujące swoje palmy
Dziewczynki przed wyjściem na procesję z palmami

W Wielki Czwartek, Łukasz z Tadziem towarzyszyli księdzu Domingo w wyjeździe do niewielkiej społeczności żyjącej ok. godziny drogi od naszego miasteczka, gdzie w niewielkiej salce, która od czasu do czasu służy również jako kaplica, ksiądz odprawiał liturgię, częściowo w języku hiszpańskim, a częściowo w quechua (*lokalny język, którym posługiwali się Inkowie jeszcze przed przybyciem Hiszpanów, i który wciąż jest obecny w tym regionie; w wielu społecznościach górskich jest to wciąż główny język, a czasem jedyny, którym posługują się ludzie – zwłaszcza starsi). Spotkania z lokalnymi społecznościami, to dla nas zawsze wyjątkowe przeżycie; choć rzadko mamy przestrzeń na dłuższe konwersacje, sama wymiana uśmiechów i serdeczności jest bardzo pozytywnym doświadczeniem. W czasie, kiedy chłopaki byli na wyjeździe, Asia z dziewczynkami przygotowywały wystrój ołtarza, przy którym odbywała się adoracja ciemnicy i grobu pańskiego, oraz uczestniczyły w liturgii wielkoczwartkowej w parafii w Quebradzie.

Maluchy, pomagające w sprzątaniu kościoła przed Triduum – zawsze chcą być tam, gdzie dziewczyny
i robić to, co one
Adoracja Najświętszego Sakramentu w Wielki Czwartek

Wielki Piątek i Wielką Sobotę przeżywaliśmy osobno, poza spotkaniami w czasie obrzędów, ponieważ Łukasz podczas nieobecności wychowawców przejął obowiązki opiekuna nad chłopakami w internacie w Monte Salvado, natomiast Asia z dzieciakami towarzyszyły dziewczynom z internatu w Quebradzie. Głównym wydarzeniem Wielkiego Piątku była prawie 3 godzinna Droga Krzyżowa ulicami miasteczka, zakończona liturgią wielkopiątkową w kościele. Droga krzyżowa, choć długa, była naprawdę szczególnym przeżyciem. Każda stacja została starannie przygotowana, bądź to przez konkretną rodzinę, czy zakład pracy (np. warsztat mechanika, sklep czy piekarnię). Swoją stację zrobili także policjanci z lokalnego posterunku, szkoła podstawowa i gimnazjum, a także nasz internat. Tradycją tutaj jest przygotowanie małego ołtarzyka oraz tak zwanego dywanu, z kwiatów, piasku lub farbowanych trocin drewna. Wielki drewniany krzyż nieśli na zmianę chłopcy i dziewczynki z internatu oraz lokalna młodzież. Podczas odprawy, przed wyjściem na drogę krzyżową, mieliśmy z chłopakami krótką pogadankę na temat tego czym dla nich jest droga krzyżowa, kim dla nich jest ten Człowiek, który niesie krzyż; dlaczego to robi, dlaczego akurat w ten sposób obmyślił swój plan zbawienia? Każdy miał choć przez chwilę zatrzymać się i zastanowić nad tym tematem, spróbować poszukać własnej odpowiedzi. Długie obrzędy kościelne nie są łatwe, ani specjalnie atrakcyjne dla nastolatków, dlatego tym bardziej ważne jest, aby pokazać im w nich trochę sensu z ich punktu widzenia i spróbować przełożyć je choć trochę na ich język i sposób widzenia świata. Dzień zakończyliśmy z chłopakami w internacie wieczornym seansem „Pasji” Mela Gibsona, który jeszcze bardziej wprowadził nas w atmosferę Wielkiego Piątku.

Łukasz z maluchami prowadzący samochód z nagłośnieniem podczas drogi krzyżowej
Stacja drogi krzyżowej przygotowana przez Asię i dziewczyny z internatu
Chłopcy z internatu w Monte Salvado jako pierwsi zgłosili się do niesienia krzyża
Ksiądz starannie święcił każdą stację drogi krzyżowej oraz rodzinę, która ją przygotowała – ich dom
i miejsce pracy
Stacja drogi krzyżowej przygotowana przez posterunek policji
Kolejna stacja drogi krzyżowej oraz rodzina, która ją przygotowała
Droga krzyżowa kończyła się już po zmroku
Po drodze krzyżowej, chłopcy sprawnie pomagali uprzątnąć z drogi „dywany” z ziemi i kamyków
Asia i dzieciaki, podczas Drogi Krzyżowej

Sobota upłynęła nam pod znakiem porządków i dbania o farmę i zwierzęta podczas nieobecności pracowników (w Peru wolne zaczyna się od Wielkiego Czwartku i trwa do niedzieli). Robiliśmy więc wielką świąteczną kąpiel świniom i małym prosiakom, oraz zaganialiśmy krowy po kilku-hektarowym sadzie pomarańczowym. W tym czasie Asia z częścią dziewczynek malowały woskiem i farbowały pisanki, w ten sposób choć trochę nawiązując do naszej polskiej tradycji wielkanocnej. Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się w kościele, na świętowaniu Paschy wielkosobotniej zwieńczonej fajerwerkami i słodkim poczęstunkiem.

W Wielką Sobotę nie wszyscy odpoczywali – chłopaki z internatu sami musieli zająć się zwierzętami na farmie
Dziewczynki bardzo się starały nad swoimi pisankami, mimo że robiły je po raz pierwszy w życiu

Niedzielny poranek był dla nas szansą na połączenie się w świątecznej atmosferze z rodzinami w Polsce, i podzielenie się radością ze Zmartwychwstania Pańskiego. Od południa zaczęły się już powroty dziewczynek do internatu (połowa z nich wyjechała na święta do domu) i wszystko zaczęło wracać do normalności, a raczej do ciągłej krzątaniny i radosnego chaosu, który jest nieodłącznym elementem domu, w którym mieszka ponad 50 nastolatek.

Okresy świąteczne i wakacyjne, to nasze ulubione momenty pobytu w Peru. Nie dlatego, żebyśmy mieli wtedy więcej czasu na odpoczynek – wprost przeciwnie – właśnie wtedy, kiedy nasi podopieczni mają wolne od szkoły i odrabiania lekcji, mamy szansę spędzać z nimi dużo więcej czasu i to takiego naprawdę wartościowego, w mniejszych grupach, bez napiętego grafiku, często przejmując obowiązki etatowych wychowawców, a nawet na moment całkowicie przejmując stery nad jednym bądź drugim internatem. Każda chwila spędzona z którymś z naszych wychowanków jest wyjątkowa, nawet jeśli nie trwa długo i z pozoru nie jest żadną wielką rzeczą, ale dla nas zawsze jest radością i nadaje szczególnego sensu naszej obecności tutaj.

Pozdrawiamy!