Wielki Tydzień w Peru

Wspomnienia Wolontariuszki Martyny:

Peruwiańskie obchody Wielkiego Tygodnia niewiele różnią się od tych, które znamy. Wszystko zaczyna się w Niedzielę Palmową, z tą drobną różnicą, że palmy nie powstają z bukszpanu i kolorowej bibuły, lecz z prawdziwych liści palmy.

Dzieci same wspinają się na drzewa, z maczetą w ręku odcinają liście, a potem splatają je w najróżniejsze kształty. Każda palma wygląda inaczej. Wszystko zależy od cierpliwości, wprawy i od tego, co uda się znaleźć w buszu. Ozdobą może być właściwie wszystko: liście, gałązki, kwiaty.

Nasza polska palma została przyjęta raczej z lekkim zdziwieniem. I nic w tym dziwnego skoro te peruwiańskie są takie piękne, naturalne, pachnące i pełne słońca (jak zresztą całe święta w przeciwieństwie do naszych z wiecznie wątpliwą pogodą ;)).  

Niestety tak się złożyło, że właśnie w czasie Triduum Paschalnego odbywały się rekolekcje dla młodzieży. Dzieciaki miały bardzo dużo zajęć, modlitwy, spotkania, różne aktywności, pzez co trudno było im naprawdę się zatrzymać i wyciszyć. A jednak był to czas bardzo ważny. Może niełatwy, może trochę zbyt intensywny, ale na pewno przybliżył im tę wielką tajemnicę, którą niesie ze sobą Wielki Tydzień.

Dużo pomogło też przygotowane przez nas Misterium Męki Pańskiej. Młodzi ubrani w proste stroje, odegrali według scenariusza sceny z Ewangelii. Od ostatniej wieczerzy, aż po krzyż i Zmartwychwstanie. Nie było w tym wielkiego rozmachu ani teatralnej przesady, raczej młodzieńcza naturalność, prawda i ogrom włożonej pracy.

Dla mnie jednak najważniejszym momentem całego Triduum i jednym z najpiękniejszych momentów w całym Piśmie Świętym pozostaje obrzęd Mandatum, czyli obmycie nóg. W Wielki Czwartek, w kościołach na całym świecie, kapłani pochylają się nad wiernymi i obmywają im stopy. W naszym małym, skromnym kościółku w Quebrada Honda było tak samo.

Ale ksiądz misjonarz zrobił coś, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nie wybrał burmistrza, nie zaprosił najważniejszych osób z miasteczka, nie wybrał współpracowników ani wolontariuszy. Zaprosił chłopców z Monte Salvado. Wybrał właśnie tych, do których został posłany. Najmniejszych, najcichszych, najbardziej bezbronnych. I nagle ten prosty gest przestał być tylko symbolem. Stał się czymś bardzo konkretnym: miłością i służbą, które naprawdę kosztują.

Ten moment od razu przywołał we mnie inne wspomnienie. Nasze posłanie misyjne. Dzień przed głównymi uroczystościami ówczesny prezes, ksiądz Marcin, zaprosił nas do kaplicy. Nic nie wiedzieliśmy. Był półmrok, cisza i światło świec. I wtedy, zupełnie bez słów, obmył nam stopy, żebyśmy zapamiętali, że od tej chwili to my mamy służyć.

Dlatego właśnie Wielki Czwartek wzruszył mnie najmocniej. I mam wrażenie, że dla młodzieży z Monte Salvado ten moment również miał ogromne znaczenie. 

Święconki i śniadania wielkanocnego niestety nie było ale za to był piękny świąteczny obiad, mango i papaja!

Oby święta u Państwa w domach były zdrowe, spokojne i pełne dobra.

Niech Zmartwychwstanie Chrystusa przyniesie Państwu i Waszym bliskim dużo pokoju, nadziei i Bożego błogosławieństwa.

Feliz Pascua! (Szczęśliwej Paschy!)