Tydzień wdzięczności, a raczej 3 miesiące wdzięczności – czyli podsumowanie pierwszego kwartału misji w Peru!
Niedawno w Colegio Monte Salvado zakończyliśmy Tydzień Wdzięczności (Semana de la Gratitud). Był to czas, w którym wszyscy podkreślali, jak ważne jest okazywanie wdzięczności Bogu oraz ludziom, z którymi żyjemy. Dziękowaliśmy za to, co nas spotyka i co nas otacza. W tym szczególnym tygodniu uczniowie mieli zmieniony rytm zajęć: połowę czasu zajmowały lekcje, a drugą połowę – aktywności artystyczne i sportowe: taniec, śpiew, scenki teatralne. Każdy dzień przynosił coś innego, ale zawsze niosącego przesłanie wdzięczności, miłości, braterstwa i duchowości salezjańskiej.
Dla nas również był to moment refleksji – przypomnienia sobie, jak wiele dobra spotyka nas w życiu, zwłaszcza tutaj. Czasem wydaje się, że nie ma za co dziękować: dzień był trudny, nic nie poszło tak, jak chcieliśmy. A jednak, kiedy na chwilę się zatrzymamy i pomyślimy o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia – najlepiej wychodzi nam to podczas wieczornej modlitwy – od razu dostrzegamy mnóstwo powodów do wdzięczności, za które od razu możemy Bogu podziękować.
W zeszłym tygodniu zakończyło się także pisanie listów świątecznych do darczyńców z programu „Adopcja Miłości”. Każdy z podopiecznych objętych programem pisał do swojej „matki chrzestnej” lub „ojca chrzestnego” – osoby która wspiera ich pobyt w placówce finansowo i modlitewnie; co prawda do świąt daleko, ale listy muszą być napisane odpowiednio wcześnie, by dotrzeć na czas do każdego z darczyńców. Dzieciaki włożyły w to zadanie naprawdę mnóstwo serca, opowiadały w listach o swoich doświadczeniach w placówce, szkole, o swojej rodzinie, a często także o historii swojego życia, o tym jak ważny jest dla nich pobyt tutaj i jak dużo zmienił w ich życiu. Adopcja Miłości to piękna inicjatywa, która odmienia życie wielu dzieci i jest realnym wsparciem dla placówek takich jak nasza.



i młodzieży w przy parafii
w Quebradzie

i obejście domu




A co słychać u nas? Intensywnie. Każdy dzień jest napchany różnymi aktywnościami od rana do wieczora, co sprawia, że dni mijają nam w mgnieniu oka, 3 miesiące tutaj, wydają się być kilkoma tygodniami. W ostatnim czasie sporą część naszego dnia i energii pochłania praca w sklepiku szkolnym w Colegio Monte Salvado, które prowadzą Salezjanie i w którym uczą się dziewczynki i chłopcy z naszych domów oraz młodzież z wioski. Przygoda ze sklepikiem zaczęła się od pomocy w sprzedaży jedzenia w trakcie przerw lekcyjnych, a przerodziła się we wzięcie pełnej odpowiedzialności za sklepik, kiedy odpowiedzialna za niego pani Sylvia rozchorowała się i jej leczenie przedłużyło się do prawie miesiąca. Od tego czasu, cała nasza rodzina od samego rana przygotowuje posiłki, przysmaki, owoce, lody i napoje dla dzieciaków z Colegio. Głównym zadaniem sklepiku jest dożywianie uczniów przyjeżdżających z wioski (Colegio jest oddalone od Quebrady i od najbliższego sklepu o ok. 20 min jazdy autobusem), serwowane przez nas posiłki są sprzedawane po symbolicznej cenie 1-3 zł czyli praktycznie po kosztach produkcji, a niewielki dochód, który osiągamy jest przeznaczony na wsparcie placówki. Jednym z głównych celów jakie sobie postawiliśmy podczas pracy w sklepiku jest przygotowywanie dzieciakom największej możliwej ilości zdrowego jedzenia i witamin, dlatego staramy się przemycać w posiłkach jak najwięcej warzyw i owoców, które pozyskujemy częściowo z ogrodu, który prowadzą Salezjanie, a częściowo z lokalnego targu od tutejszych rolników. Codziennie przygotowujemy ok. 50-80 porcji obiadowych i ok. 100 kanapek, plus krojone owoce, soki z wyciskanych owoców i słodkości. Jest to nie lada wyzwanie, ale pomaga nam w tym Emily, pochodząca z Wenezueli, która trafiła do Monte Salvado z trójką swoich dzieci kilka lat temu i od tej pory jest dobrym duchem tej placówki, a dla wielu chłopaków z internatu drugą matką. Przez 3 tygodnie pomagała nam też nasza przyjaciółka Gosia, która przyjechała pracować wspólnie z nami jako wolontariuszka. Nasze dzieciaki też mają w sklepiku swoją działkę, ich zadaniem jest sprzedaż herbatników-zwierzaków, od rana pakują małe woreczki z ciasteczkami, które potem sprzedają za złotówkę. Ich pomoc ma jednak swoją cenę, ponieważ sporą część towaru zjadają, co znacznie ogranicza przychód z ich działalności :). Popołudniami Łukasz wraz z grupą chłopców z internatu zajmuje się porządkami w sklepikowej kuchni i przygotowywaniem towaru na kolejny dzień: zbiory pomarańczy, karamboli, czy awokado, wyciskanie soków, wykopywanie juki, ziemniaków, krojenie chlebków na kanapki, ect.. W tym czasie, Asia z dzieciakami są już w Quebradzie, aby być z dziewczynami przy obiedzie, obowiązkach domowych i zajęciach sportowych. Po zakończeniu pracy w sklepiku Łukasz zwykle zostaje jeszcze u chłopaków, żeby pograć z nimi w siatkówkę, piłkę nożną lub kosza i wraca do domu, żeby przejąć już wieczorną wartę nad naszymi dziećmi, kiedy Asia pomaga dziewczynom w nauce.
I tak w mgnieniu oka mija nam tydzień za tygodniem; czasem dopada nas zmęczenie i przytłoczenie, czasem chcielibyśmy odpocząć, a czasem dać z siebie jeszcze więcej, ale na koniec dnia jesteśmy szczęśliwi z każdej wykonanej pracy i każdego momentu spędzonego z naszymi wychowankami i z sobą nawzajem. W Peru często funkcjonuje 6-dniowy tydzień pracy, przyjęliśmy więc ten model i dbamy o to, żeby mieć 1 dzień w tygodniu tylko dla siebie. Balansowanie między chęcią spełnienia wszystkich obowiązków na placówce, w godzinach 6-22, a dbaniem o czas rodzinny i małżeński jest niezłą gimnastyką, na szczęście udaje nam się znaleźć równowagę, chociaż czasem nie jest łatwo.

z koralików, które prowadzi Asia


z chłopakami na stromych zboczach otaczających Monte Salvado








z dziewczynami w Casicie


Pobyt tutaj, to dla nas również wielka przygoda i szansa na poznanie tego pięknego kraju – jego kultury i ludzi, którzy tu mieszkają i z nami pracują. Co prawda, nie jest łatwo wybierać się na wycieczki krajoznawcze, bo pokonanie nawet niewielkiej odległości w terenie, w którym się znajdujemy, oznacza zwykle kilka godzin jazdy po krętych i dziurawych górskich drogach nad przepaściami; jednak, jeśli tylko mamy szansę, w dni wolne staramy się eksplorować okolicę, odwiedzać cuda natury jak wodospady Illapani, czy stolicę regionu i dawną stolicę Imperium Inkaskiego, czyli Cusco; a czasem skorzystać z zaproszenia któregoś z naszych współpracowników lub podopiecznych do odwiedzenia ich rodzinnej wioski, i to chyba najbardziej ubogacające doświadczenie, kiedy spędza się czas z miejscowymi ludźmi, poznaje ich codzienne życie, zwyczaje, warunki życia, wspólnie gotuje, rozmawia i po prostu spędza razem czas.
W ciągu tych 3 miesięcy rozwinęliśmy także wiele nowych umiejętności: jazda na motorze (która znacznie poprawiła naszą mobilność) oraz samochodem w trudnym terenie (np. przejazd przez rwącą rzekę, i jazda z ręką na klaksonie, żeby sygnalizować swoją obecność na drodze przy każdym zakręcie, kiedy wyłaniasz się zza stromego zbocza), opieka nad zwierzętami domowymi (Asia stała się prawdziwą mamą kurczaków, a dzieciaki od razu poszły w jej ślady. Aktualny stan, to 50 kurczaków i kilka oskubanych kur i kaczek. Maluchy już coraz pewniej posługują się językiem hiszpańskim, zaczęło się od powtarzania pojedynczych słów i powoli przeradza się w całkiem poważne konwersacje ze wszystkimi dookoła. Kiedy tylko widzą którąś z dziewczynek, od razu zasypują ją pytaniami: „gdzie idziesz? co robisz? ile masz lat?” itd., a czasem przejmują stery nad domem i nawołują dziewczyny np. na obiad: „chicas… almuerzo…!”.
To naprawdę niesamowite, że coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się jakimś odległym marzeniem, jest teraz naszą rzeczywistością, i dziękujemy za to Bogu, i wszystkim, którzy wspierali nas na tej drodze!
Pozdrawiamy!


i pokazują wszystkie zakamarki
i egzotyczne nowości, które tu poznały



i momentem prawdziwego odpoczynku
