BOLIWIA – Adopcja Miłości
Wszyscy , zarówno rodzice, jak i dzieci dobrze wiemy, że szkoła łączy się zawsze z dużym obciążeniem finansowym – książki, zeszyty, plecaki, długopisy. W Boliwii uczniowie potrzebują rzeczy, które nam mogą wydawać się dziwne:
- każdy obowiązkowo ma długopis i czerwony i niebieski, podobnie z ołówkiem czerwony i czarny
- komplet kredek, na których, na każdej jednej trzeba nakleić imię dziecka
- klej, nożyczki, przybory matematyczne – wszystko z imieniem
- wełna na robienie szalików i dywaników podczas zajęć technicznych oraz specjalne urządzenia, które pomagają je zrobić
- każdy zeszyt oprawiony dodatkowymi materiałami, ozdobami i zabezpieczany folią – jest to piękne, ale wymaga pracy i kolejnych materiałów
- na muzykę trzeba zabrać gitarę albo zampoñę (fletnię)
- dwa mundurki na zmianę oraz mundurek-dres na wf.
- różnego rodzaju plansze z obrazkami, naklejkami i omawianymi podczas różnych lekcji zagadnieniami
To tylko materiały do szkoły. A oprócz tego dzieci muszą mieć co zjeść i w co się ubrać. A przecież nie wyobrażamy sobie dzieciństwa bez gier i zabawek!
Istotę tego miejsca dobrze opisuje poniższa historia:
To musiał być dzień, który wstrząsnął życiem małego Josefa i jego brata. Do domu wchodzi policja. Dzieci idą, a rodzice zostają. Później cały dzień na komisariacie oczekując, ale tak do końca nie wiadomo na co, głód… I w końcu przyszli jacyś ludzie, wyglądają przyjaźnie, nawet się uśmiechają, teraz trzeba iść z nimi. Dwójka braci trzymających się za rączki – którzy nie mają już nic więcej, jak tylko siebie nawzajem. Po drodze wreszcie coś do jedzenia – po takim czasie. I w końcu docierają do jakiegoś budynku – wiele dzieci, siostry zakonne, jakieś białe panie. Mówią że to nowy dom. Jest tutaj zawsze jedzenie, na które nowi chłopcy zawsze przybywają jako pierwsi. Jest tutaj wygodne łóżko dla każdego, chociaż czasem chciałoby się jeszcze przytulić w nocy do brata. Jest prysznic aby się umyć, woda i szczoteczka do zębów. Są siostry i wolontariuszki, które chcą zaopiekować się właśnie tobą, choć może dotyk kojarzy ci się z uderzeniem, to tutaj ktoś chce przytulić, nie uciekaj… Jest modlitwa, Pan Jezus, który jest najlepszym przyjacielem, więc warto dowiedzieć się że On istnieje. I jest szkoła, choć rozpoczęcie nauki w wieku 9 lat, zaczynając od literek i cyferek, sprawia naprawdę wiele trudności. Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Poznaje się nowe dzieci, nowe zakamarki, nowe wartości, kim jest Bóg, co to jest alfabet, odkrywa się nowe smaki. I choć zawsze będzie tęsknota za rodzicami i pytanie wieczorem: „A ja? Kiedy wrócę do domu?” to tutaj wszyscy tworzą jedną rodzinę, dom. Dom, w którym troszczy się o pełny i wszechstronny rozwój dzieci, a przede wszystkim o miłość tych dzieci, naszych dzieci.
W domu dziecka w Tupizie (Boliwia) mieszka 31 dzieci. Ośrodek prowadzony jest przez siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny, które zapewniają podopiecznym wszystko co niezbędne do rozwoju i nauki, a przede dają wiele miłości, czasu i poświęcenia. Anioły chodzą po ziemi i pomagają z ukrycia. Może właśnie Ty chcesz stać się Aniołem, który zaopiekuje się i pomoże zapewnić edukację dzieci z domu dziecka w Boliwii.
Poznaj mieszkańców domu w Tupizie:

Leydi to 4-letnia dziewczynka, której mama nie żyje, a tata jest alkoholikiem. Właśnie tu, w Domu Dziecka odnalazła prawdziwą rodzinę, schronienie i miłość. W przedszkolu uczy się literek i cyferek. Niesamowita jest jej troska o młodsze dzieci, umiejętność dzielenia się, a także wspólnej zabawy. Uśmiech Leydi znaczy więcej niż tysiąc słów.

Mericeli chodzi do 5 klasy szkoły podstawowej. W domu dziecka jest od małego, są tu także dwie jej siostry. Dziewczynka jest nieśmiała, wstydzi się występować, czy mówić publicznie, ale ma w sobie ogromny urok i talent. Potrafi zrobić szpagat, gwiazdy, mostek i wiele innych gimnastycznych sztuczek. Uczy się dobrze, choć czasem potrzebuje drobnej pomocy i motywacji. Marzy o tym, aby móc brać udział w dodatkowych zajęciach z gimnastyki i rozwijać swoje umiejętności, które dają jej tyle radości.

Valeria Malena
8-latka o wyjątkowo słodkim uśmiechu, wygadana do granic możliwości. Zapytaj ją czemu nie zrobiła zadania domowego, a da Ci obszerne kilkuminutowe wyjaśnienie, w którym zgubisz się już po kilku sekundach. W przyszłości będzie więc świetnym adwokatem ;) Jest też ogromnie wrażliwa i najmniejsza krytyka sprowadza do jej pięknych ogromnych oczu łzy. Jednak utulenie jej w ramionach szybko przywraca ją do równowagi. Jest dla niej duża nadzieja na opuszczenie Hogaru do cioci, która chciałaby się nią zająć, a którą Malena bardzo kocha, więc trzymamy za to kciuki.
Poniżej można zapoznać się z nagraniami z placówki adopcyjnej w Boliwii: