„Doceńmy to, co mamy”

Witajcie kochani! Co tam u Was?
U mnie czas leci bardzo szybciutko, piszę, cobyście o mnie nie zapomnieli. Pamiętajcie szczególnie w modlitwie. Przychodzę do Was z dwoma tematami. Szkoła oraz woda – oba tematy bardzo powszechne i codzienne. Miałam przyjemność odwiedzić szkołę, by zobaczyć, jak to wszystko wygląda oraz zrobić kilka zdjęć i filmików. Zaczęłam swój projekt w domu jednego chłopca. Przyszłam o 6:30, o tej porze umówiliśmy się, że będzie wychodził z domu do szkoły. Wziął kąpiel, ubrał mundurek i spakował zeszyty do plecaka. Gotowy wyruszył w drogę do szkoły, ku mojemu zdziwieniu w jednej ręce trzymał miotłę, zrobioną z suszonej trawy. Zastanawiałam się cała drogę: po co on ją zabrał? W drodze do szkoły minęliśmy kilka kóz, które swobodnie przechadzały
się po drodze oraz market, który o tej porze był całkowicie pusty i spotkaliśmy jego znajomych, którzy do nas dołączyli. Dotarliśmy do szkoły, nasza podróż trwała maksymalnie 15 minut i już zrozumiałam, po co była ta miotła. Pierwszą czynnością, jaką uczniowie wykonywali, było zamiatanie podwórka oraz klas wewnątrz. Byłam totalnie zaskoczona tym, jak to wygląda i moją pierwszą myślą było, że teraz uczniowie muszą siedzieć cały dzień brudni od kurzu, który unosił się od zamiatanego piasku. Wyobrażacie sobie takie warunki? Ja bym nie dała rady się skupić na nauce. Gdy uczniowie zajęli swoje miejsca w klasach, zaczęli lekcję od przywitania nauczyciela prowadzącego, a ten kazał im poprawić mundurki by wyglądali poprawnie, musieli wsadzić koszulę do spodni/spódnicy, później się pomodlili i przeszli do nauki. Lekcje byłe ciekawe i zmuszały uczniów do
aktywności, czy to w ławkach lub przy tablicy. Nauczyciel był wyrozumiały i cierpliwy, a dzieci chętnie zgłaszały się do odpowiedzi, mimo iż czasem źle odpowiadały. Nauczyciele często trzymają kij w ręce, aby tym „wzbudzać respekt” i upominać uczniów, gdy źle się zachowują. Klasy są zawsze przepełnione, trudno jest zapanować nad większą grupą dzieciaków. Przyszła przerwa i ku mojemu kolejnemu zdziwieniu dzieciaki po prostu siedziały lub przechadzały się tam i z powrotem, nie mieli żadnych gier i zabaw oprócz kilku przepychanek między chłopcami, co jest całkiem normalne w tym wieku. Część
dzieci w przerwie złapało przekąskę do jedzenia lub coś do picia, a druga część liczyła, że ich kolega się z nimi podzieli. Nikt nie bawił się w „ganianego” czy „czerwone linie”, czy „kalambury” jak za mojego dzieciństwa. Przesiedzieli przerwę i wrócili na zajęcia. Może też byli zaciekawieni moją osobą i tym, że jestem wśród nich i robię zdjęcia.

Drugim projektem było zrobienie zdjęć, jak ludzie funkcjonują bez dostępu do wody bieżącej. Na wiosce pełno jest studni do napełnienia wiader wodą. Tylko ogromnym wysiłkiem jest to, aby się po nią udać. Przy studniach często widoczne są kobiety oraz
dzieci, które zaopatrują domy w wodę. Czasem komuś się trafi taka studnia blisko domu i spacerkiem można dotrzeć na miejsce w kilka minut, niektórzy mają gorzej i muszą iść dalej. Niektórzy robią to 2 razy dziennie: rano oraz po południu. W przypadku dzieci, które zaopatrują domy w wodę, dzieje się to przed szkołą i po szkole. Nikt nie idzie z jednym wiadrem, większość jeden niesie na głowie, a drugi w ręce. Woda ze studni jest bezpieczna, a ci, którzy mieszkają bliżej rzeki, pobierają wodę z niej samej, co może prowadzić do chorób. W rzekach ludzie często piorą pranie.

Jeśli chodzi o dostęp do prądu to on też jest utrudniony. Czasem występują w domach urządzenia, które są wspomagane światłem słonecznym. Często dzieciaki przychodzą do oratorium z telefonem i ładowarką, aby móc później z niego korzystać. Rzadko kto ma smartfona, jeśli już to musiał się nieźle wysilić i odłożyć na niego środki. Wyobrażacie sobie mając 20 lat mieć swój pierwszy smartfon? Dzisiaj dzieci w Europie ledwo zaczynają mówić, a już potrafią go obsługiwać. Jak o tym wszystkim myślę, to zaczynam doceniać wysiłki moich dziadków, bo mierzyli się z tym, o czym teraz piszę. Teraz możesz pojechać na camping żeby choć trochę poczuć dyskomfort z brakiem dostępu do wody czy prądu. I to też nie będzie to samo w dobie powerbanków i innych wspomagaczy. Często nie doceniamy tego co mamy, naprawdę prostych rzeczy. Takich jak prąd czy woda w domu. Jakim wielkim jest dla nas dyskomfortem, jak na jeden dzień zabraknie nam prądu. Jakby to była ogromna katastrofa. Od razu dzwonienie na infolinię – kiedy będzie przywrócony? Za dzieciaka pamiętam jak siadałam z braćmi i graliśmy w karty z tatą, który zawsze nas ogrywał. Czekaliśmy kilka godzin na przywrócenie prądu, podczas gdy za oknem szalała burza. A o wodzie nie wspomnę. Jak można przeżyć dzień bez bieżącej wody w domu? Choć nie ma tragedii, kiedy możemy jej nakupić w sklepie w baniakach 5 litrowych. My idziemy do supermarketu, gdy nam jej zabraknie, a Afrykańczycy do studni lub rzeki. Tak że doceńmy naszą wygodę, komfort i wszystko co jest wokół nas. Nie doceniamy tego, póki nam tego nie zabraknie.