„Jest wiele sposobów szerzenia dobra na świecie – każdy z nas powinien odnaleźć swój…”
Mam na imię Małgorzata i mam 22 lata. Przebywam na swojej pierwszej, trzymiesięcznej misji w Sierra Leone. Opowiem głównie, czym zajmuje się nasza placówka, ale najpierw zrobię krótkie wprowadzenie…
Przyjechałam tutaj na początku lipca razem z dwiema wolontariuszkami – Klaudią i Hanią. W pierwszym tygodniu, po naszym przyjeździe, miałyśmy wprowadzenie w zadania, które będą nam towarzyszyć każdego dnia.
Początek był spokojny, co pozwoliło nam poznać i spędzić trochę czasu z dziećmi, które mieszkają tutaj na placówce (jest ich tu około stu). Dzieciaki są cudowne…takie małe aniołki. Nie potrafię opisać, jak piękne mają twarze i spojrzenia… Każdego dnia spędzamy z nimi kilka godzin na zabawach podczas oratorium i wieczornych modlitwach – niezależnie od tego, jakie zadania mamy akurat przydzielone.


Przez kolejny miesiąc byłyśmy animatorkami i pomagałyśmy w organizacji Summer Campu (*kolonii letniej) – dla ponad 300tu dzieci z placówki, wiosek i pobliskich miast. Dodatkowo, każda z nas prowadziła inne zajęcia, które pomagały dzieciom rozwijać nowe lub przydatne w przyszłości talenty (o których więcej opowiedziała Klaudia na swoim blogu).
Następnie, pojechałyśmy na tygodniowe rekolekcje z grupą setki animatorów w naszym wieku. Były to osoby, które również uczestniczyły w organizacji tych półkolonii – w czterech różnych miastach.
Niesamowite jest spędzać czas z ludźmi w swoim wieku: zaprzyjaźniać się, rywalizować, wspierać, kłócić, a z czasem, dowiedzieć się, że każda z tych osób ma za sobą bardzo trudną historię i zdążyła w tak młodym wieku doświadczyć piekła tu, na ziemi… Zyskałam bardzo dużo pod względem duchowym na tym wyjeździe. Aktualnie, rozpoczął się już rok szkolny, podczas którego pracujemy jako nauczycielki angielskiego i matematyki. Dodatkowo będziemy jeździć i pomagać w różnych projektach, które prowadzą Salezjanie – m.in. do slumsów, więzienia oraz innych ośrodków pomocy.
A teraz, tak jak obiecałam, przybliżę trochę placówkę, w której jestem.
Teren, na którym położone jest „Don Bosco Fambul”, jest naprawdę ogromny. Ośrodek zajmuje się pomocą dzieciom w najtrudniejszej sytuacji życiowej. Dlatego właśnie powstały tutaj cztery budynki mieszkalne dla nich.
Pierwszy przeznaczony jest dla starszych dziewczyn – głównie tych, które żyły na ulicy z prostytucji. Mają one możliwość zamieszkania tutaj, również ze swoim maluchem; albo urodzenia dziecka, jeśli sytuacja jest trudna.
W kolejnym budynku mieszkają młodsze dziewczynki – skierowane tutaj przez policję, albo ministerstwo. Ich sytuacje są różne, ale najczęściej są to ofiary gwałtów, przemocy w rodzinie, handlu i prześladowań. Dziewczynki z tego domu są bardzo chronione, ponieważ często stają się również świadkami w sądzie.
W trzecim domu mieszkają młodsi chłopcy. Większość z nich została znaleziona na ulicy, ale zdarzają się też bardziej skomplikowane przypadki, jak np. przechwycenie dzieci w trakcie próby sprzedaży ich do innego kraju. Co ich charakteryzuje, to fakt, że oni nie tylko żyją, ale również mieszkają na ulicy…dlatego szukamy ich tylko w nocy.
W ostatnim budynku mieszkają starsi chłopcy. Podobnie jak w innych przypadkach, są to osoby bezdomne, ze stycznością z przemocą oraz często uzależnione od narkotyków. Ta grupa chłopaków nie ma możliwości już pójść do szkoły, dlatego placówka daje im sposobność nauki jednego z 5 zawodów na jej terenie, aby – gdy opuszczą ośrodek – mogli sobie poradzić i pomóc swojej rodzinie.
Dzieci, które trafiają do Don Bosco Fambul, dostają „nowe życie”. Zapewnia się im nowe ubrania, dwa–trzy posiłki dziennie oraz miejsce do spania. Wprowadzane są w codzienną rutynę, która łączy naukę w szkole, naukę zawodu, zabawę i modlitwę.
Na terenie ośrodka znajdują się również: szpital, piekarnia, dom dla osób zakonnych, ośrodek terapeutyczny, ogromne boisko, pole uprawne, kościół, warsztaty zawodowe (np. samochodowy, fryzjerski) oraz hodowla zwierząt (świnki, kury, kozy).


Każdy dzień wygląda trochę inaczej – różni się zajęciami, albo sposobem modlitwy. Dziecko przebywa na placówce do momentu, gdy wszyscy odpowiedzialni oraz księża uznają, że resocjalizacja się udała i może ono wrócić do społeczeństwa. Zazwyczaj pobyt nie trwa dłużej niż rok.
Ta placówka szerzy gigantyczne dobro. To jest ratowanie człowieka i danie mu drugiej szansy. Taka dziewczyna lub chłopak może później wrócić do miasta z konkretnym zawodem; utrzymać się z tego, czego nauczyli się na placówce; pomóc swojej rodzinie żyć godniej oraz poukładać sobie wszystko moralnie i postawić odpowiednio priorytety.
Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak świetnie to działa.
Jest wiele sposobów szerzenia dobra na świecie – każdy z nas powinien odnaleźć swój…