Co ja tutaj w ogóle zrobiłam?

To pytanie wielokrotnie wracało do mnie pod koniec misji. Patrzyłam na codzienność w Kazembe i zastanawiałam się – czy moja obecność cokolwiek zmieniła? Nie zbudowałam szkoły, nie rozwiązałam problemów, nie naprawiłam świata. Po prostu byłam. Tylko tyle… a może aż tyle?

Kiedy przyjeżdżasz na misję, masz w głowie mnóstwo pomysłów, energii i marzeń o tym, jak możesz pomóc. Wydaje ci się, że zmienisz czyjeś życie, że zostawisz po sobie coś wielkiego. A potem przychodzi rzeczywistość. Widzisz, że ludzie tutaj mają swoje życie, trudności, schematy, których nie jesteś w stanie uporządkować. I wtedy przychodzi refleksja – może nie o to chodzi? Może nie zawsze trzeba coś naprawiać, ulepszać, organizować. Może czasem wystarczy po prostu być. To właśnie prosta obecność potrafi wnieść światło i nadzieję. Widzę ogromny sens pracy misjonarzy i dzieła salezjańskich Oratoriów. Boisko, kilka sal, miejsce, które dla wielu dzieciaków jest drugim domem. Można by pomyśleć – nic wielkiego. Ale gdyby tego nie było? Gdzie wtedy by się podziali? Czym wypełniliby czas, który spędzają tutaj – grając, ucząc się, śmiejąc, rozmawiając? Może to „tylko” Oratorium, ale tak naprawdę jest jest dla nich wszystkim.


Nie zmienię świata. Nie rozwiążę problemów, które istnieją w Kazembe. Ale może to nie było moim zadaniem. Może wystarczyło być – uśmiechnąć się, wysłuchać, pograć w planszówki, porozmawiać. Może właśnie to jest tym, co zostaje na dłużej – i we mnie, i w tych, których spotkałam.


fot. Patrycja Szczygieł – Jastrzębska