Powrót…

Za niedługo minie rok od powrotu z mojej drugiej misji.
Często czytałam blogi innych wolontariuszy, którzy opisywali swoje przemyślenia na temat rzeczywistości po powrocie do kraju. W końcu przyszedł na mnie czas, żeby to zrobić i podzielić się z innymi jak wygląda życie po misji.
Jeśli ktoś pyta się mnie co było najtrudniejsze na misji, to zawsze odpowiadam, że powrót z niej. Sama nie umiem wytłumaczyć skąd to się bierze. To wcale nie tak, że życie na misji jest piękne i usłane tylko pięknymi chwilami. Zdecydowanie nie…na swoich wyjazdach musiałam zmierzyć się m.in. z otaczającą biedą, brudem, nietoperzami i innymi stworzeniami w pokoju, brakiem często bieżącej wody, własnym osłabieniem organizmu spowodowanym wysokimi temperaturami i brakiem odpowiedniej diety oraz inną mentalnością osób, które żyją w innej kulturze niż moja.
Ponadto mierzyłam się z samą sobą, odkrywałam słabość swojej wiary, brak wystarczającej cierpliwości, silnej woli i dobroci dla innych. Pomimo tych trudności, misje i tak zakorzeniły się gdzieś głęboko we mnie i co jakiś czas dają o sobie znać, że nadal tam są.
Czasami zastanawiam się, co jest takiego TAM, że wielu z nas – wolontariuszy – ciągle myśli o swojej placówce, na której posługiwało. Przychodzi mi do głowy słowo PRAWDA.
Misja ukazuje nam prawdę o nas samych, prawdę o naszej relacji z Panem Bogiem, ale także pozwala nam dostrzec, że jest inny świat – bez pośpiechu, ciągłych reklam, które tylko skłaniają nas do konsumpcji i zastanowienia się, czego jeszcze nam brakuje, a nie co mamy i niekończącego porównywania się z innymi. Posługa uczy ponadto mądrego pomagania, które nie ma służyć budowaniu naszego ego, ale które niesie nadzieję innemu człowiekowi. Po powrocie czujesz, że jest w Tobie jakaś część, której nie zrozumieją twoi znajomi, rodzina. Są za to inni wolontariusze, którzy mają podobne przeżycia. Niedawno przypadkiem w tramwaju spotkałam wolontariuszkę, która przyjechała po mnie do placówki salezjańskiej (w której pełniłam posługę przez rok). W jej oczach zobaczyłam zrozumienie, którego nie mogę dostrzec w oczach wielu innych przypadkowych osób. Zrozumienie dotyczące tych przywiezionych w sercu misyjnych historii, wyrytych w sercu pięknych twarzy i uśmiechów dzieci, zmagania się z samym sobą i poznawania prawdy.
Jeden z wolontariuszy powiedział kiedyś, że przed wyjazdem na wolontariat powinni uświadamiać nas, że wyjazd na misje powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Pozostaje więc pytanie, czy warto wyjechać? Nie wiem.
Przekonajcie się o tym sami…