Sudan Południowy: Zambia

Kolejny raz podczas naszej misji przekonaliśmy się o tym, że Duch Święty rzeczywiście „wieje kędy chce, nikt nie wie skąd przychodzi i dokąd podąża” (J 3, 8). Wraz z Adamem przebywamy obecnie w Zambii. W Sudanie Południowym odbyliśmy prawie dziewięć miesięcy naszej misji i na trzy ostatnie przenieśliśmy się do Zambii. Naszym celem była miejscowość Kazembe, położona w północnej części kraju, tuż przy granicy z Kongo. Niestety z powodu błędu jaki popełniliśmy w naszych dokumentach przy staraniu się o wizę, na cały miesiąc ugrzęźliśmy w stolicy – w Lusace.


Ponieważ myśli Boże nie są myślami naszymi (Iz 55,8), ten pobyt nie był planowany przez nas samych, ale na pewno był zaplanowany tam u góry. Z lotniska odebrał nas ksiądz Sławek, który posługuje w jednej z biedniejszych dzielnic Lusaki – Bauleni. Prze cały ten miesiąc pomagaliśmy mu w pracach porządkowych oraz w prowadzeniu oratorium dla dzieci i młodzieży. Był to wspaniały czas – pełen modlitwy, pracy i odpoczynku. Codziennie wieczorem w kościele parafialnym na Bauleni uczestniczyliśmy w adoracji z różańcem oraz Mszy Świętej. Z różańcem prawie się nie rozstawaliśmy, ponieważ ksiądz Sławek jest bardzo oddany Maryi i gdy tylko znajdowaliśmy chwilę, nie traciliśmy czasu – łapaliśmy różańce i posyłaliśmy różyczki do nieba. Miesięczna misja u boku tego kapłana była dla nas jak rekolekcje, jesteśmy ogromnie zbudowani jego postawą i bardzo wdzięczni za ten czas. Czujemy, że bardzo potrzebowaliśmy tego czasu. Opuszczanie Sudanu Południowego nie było dla nas łatwe. Zostawiliśmy tam sporą część naszych serc, przyjaciół, nasze obowiązki. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że zakochaliśmy się w naszym Gumbo i bardzo ciężko było nam opuścić tamto miejsce. Podczas pobytu w Bauleni zregenerowaliśmy nasze bolące serca.


W końcu wybraliśmy się w podróż do Kazembe. Miejscowość dzieli od stolicy 1000 km. Aby więc dostać się na tę placówkę podróżowaliśmy autobusem cały dzień, od 4 do 18. Na misji tutaj od pół roku przebywają dwie wolontariuszki z naszego Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego: Iza i Ania.


Nasze obowiązki to praca w oratorium oraz prace porządkowe, które wykonujemy przed południem. Między innymi malowanie pomieszczeń, przygotowanie ogródka warzywnego, pomoc w robieniu zdjęć, przygotowanie słupów przeznaczonych do wieszania prania, przekopanie terenu, wymiana kabla elektrycznego, naprawa cieknących kranów i inne zajęcia.


Popołudniami, oratorium – zaczynamy od godzinnych lekcji. Dzieci podzielone są na grupy wiekowe, w których uczymy ich matematyki, a także czytania w ich języku: bemba i po angielsku. Całe szczęście nie jesteśmy z tym sami. Pracujemy wspólnie z trójką lokalnych wolontariuszy.


Po takiej dawce wiedzy, przez kolejne dwie godziny prowadzimy różne aktywności dla dzieci i młodzieży. Piłka nożna, tenis stołowy, piłkarzyki, karty i gry planszowe, skakanki, badminton, rysowanie i inne zajęcia plastyczne. Gdy zobaczyliśmy oratorium po raz pierwszy byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Praca jest tutaj dobrze zorganizowana, a my jako animatorzy mamy dostęp do wielu materiałów przywiezionych przez wolontariuszy z Polski. Wiemy, że to jest zasługa ciężkiej pracy Izy, która już od sześciu miesięcy odpowiada za oratorium i udało się jej wprowadzić wiele pozytywnych zmian. Sama praca z dziećmi i młodzieżą nie należy do najłatwiejszych. Zdarzają się nam tutaj trudne dni spowodowane niegrzecznym zachowaniem dzieci, kradzieżą. Zdarza się, że ktoś nas zlekceważy, uderzy, wyśmieje. Staramy się jednak obierać postawę stanowczej łagodności, a siły zbieramy na modlitwie. Bardzo lubimy niedziele, gdzie możemy wsiąść na rowery i udać się przed siebie, aby zregenerować ciało i umysł po intensywnej pracy w tygodniu. Oratorium w Kazembe prowadzi swoją stronę na fecebooku, gdzie można śledzić bierzące wydarzenia:
https://web.facebook.com/Don-Bosco-Youth-Center-Kazembe-105575634874438


W naszej zambijskiej rzeczywistości ważny jest też dom dziecka w Kazembe. Cały dzień zazwyczaj spędzamy w Don Bosco, czyli w domu dla księży, jednak poranki i wieczory przeznaczone są na dom dziecka, ponieważ to tam nocujemy. Księża mają zbyt małą infrastrukturę, aby pomieścić wszystkich wolontariuszy. Dom dziecka, jak sama nazwa wskazuje, to dom pełen dzieci, które spragnione są naszej uwagi. Czasem jest to dla nas trudne, ponieważ wiemy, że jesteśmy wolontariuszami pomagającymi księżom i nasze obowiązki są wyznaczane przez nich, a dla dzieci z domu dziecka jesteśmy mieszkańcami i chciałyby, abyśmy spędzali czas też z nimi. Udało się więc ustalić dla nas pewne zaangażowanie w tym domu. Dwa razy w tygodniu, popołudniu, dajemy korepetycje dzieciom z piątej i szóstej klasy. Polega to na tym, że przez dwie godziny, po piętnaście minut z jednym dzieckiem, ćwiczymy matematykę lub czytanie po angielsku. Zdarza się również, że gdy wracamy wieczorem z Don Bosco, starsze dzieci z siódmej klasy proszą nas o pomoc w zadaniu domowym. Lubimy te wieczory, gdy z kolacją na kolanach i latarką w dłoni, zaglądamy do zeszytów i tłumaczymy, jak wyciągnąć pierwiastek trzeciego stopnia lub jak podzielić pisemnie liczby z cyframi po przecinku. Wieczory to również czas czytania dzieciom bajek, oglądania TV, a w piątki granie w gry karciane lub planszowe. W miarę możliwości staramy się więc wtedy być, aby spędzić z nimi czas i utulić na dobranoc. Nie można mieć złego dnia w Kazembe, ponieważ zanim pójdziemy spać spotykamy nasze dzieci z domu dziecka, które wlewają w nas ogromną porcję radości. Świat domu dziecka to świat wolontariuszki Ani, ponieważ spędza tam całe dnie. Cieszymy się więc, gdy tam jesteśmy, bo wtedy jesteśmy też z Anią i możemy lepiej zrozumieć wyzwania jej misji.


Kazembe i cała Zambia to zupełnie inny świat niż Sudan Południowy. Jest tutaj bardzo spokojnie, nie ma żołnierzy, grubych murów, na których są często druty kolczaste, można swobodnie się poruszać, iść na zakupy, spacerować. Obserwujemy ten świat, uczymy się go. Nowy język, nowe zwyczaje. Do końca naszego wyjazdu pozostał już tylko miesiąc. Ciężko nam uwierzyć w to, że czas tak szybko ucieka. Nie wyobrażamy sobie życia bez doświadczenia wolontariatu misyjnego. Po powrocie na pewno będziemy zachęcać każdego wolontariusza do wyjazdu. Rozumiemy tych, którzy wrócili z misji wiele lat temu i ułożyli sobie życie, a wciąż z sentymentem, myślami, wracają do swojego wyjazdu i gdyby tylko mogli, wybraliby się tam jeszcze raz. Już wiemy, że obecnie naszym największym marzeniem jest wrócić na ścieżki Gumbo do Sudanu Południowego, a pewnie już niedługo do naszej listy marzeń dołączy Kazembe.

Widok domu dziecka w świetle księżyca
Zachód słońca nad Kazembe