Boliwia: w sercu amazońskiej dżungli

Zgromadzenie sióstr albertynek w dużej mierze jest skierowane na pomoc odrzuconym, ubogim i potrzebującym, więc wiele sióstr ma wykształcenie pielęgniarskie, aby móc nieść ukojenie w chorobie i cierpieniu. Ivirgarzama, boliwijskie miasteczko usytuowane w centrum kraju, w dżungli amazońskiej. To właśnie tutaj siostry prowadzą ośrodek zdrowia im. Brata Alberta, służąc…

Zgromadzenie sióstr albertynek w dużej mierze jest skierowane na pomoc odrzuconym, ubogim i potrzebującym, więc wiele sióstr ma wykształcenie pielęgniarskie, aby móc nieść ukojenie w chorobie i cierpieniu. Ivirgarzama, boliwijskie miasteczko usytuowane w centrum kraju, w dżungli amazońskiej.
To właśnie tutaj siostry prowadzą ośrodek zdrowia im. Brata Alberta, służąc mieszkańcom miasta, ale także pobliskich wiosek, którzy mają ograniczony dostęp do usług medycznych. Od czasu do czasu organizują też wyprawy wgłąb dżungli, zawożąc leki, zabawki, jedzenie oraz ofiarując specjalistyczną pomoc lekarską.

Przez tydzień miałyśmy okazję uczestniczyć w tego typu wyprawie medycznej. Składała się ona z kilkunastu osób: 3 lekarzy ogólnych, 3 stomatologów, 3 pielęgniarek, 2 sióstr zakonnych, 2 motorniczych no i oczywiście nas, które byłyśmy odpowiedzialne za animację dzieci i wszelką pomoc techniczną. Płynęliśmy wzdłuż rzeki Ichilo odwiedzając 5 wiosek zorganizowanych we wspólnoty, jednym razem złożone z paru rodzin, innym w całkiem spory obóz.

Jak wyglądał dzień?
Po dopłynięciu do danej wioski należało rozpakować cały przewożony przez nas ekwipunek: sprzęt medyczny, leki, namioty, zapasy żywności dla uczestników wyprawy oraz dary dla mieszkańców wioski. Za każdym razem trzeba było podając z rąk do rąk, wydostać z łodzi na brzeg torby, plecaki, pudła i skrzynie, a następnie przenieść je wgłąb osady. Często w rozpakowywaniu pomagały dzieci, z zaciekawieniem zaglądające w każdy zakamarek. W wiosce następowało przywitanie przez wodza i mieszkańców, którzy z gościnnością nas przyjmowali i wskazywali miejsce na postawienie namiotów. Przed zmierzchem należało rozłożyć całe obozowisko, gdyż z dala od cywilizacji szybko zapadały nieprzeniknione ciemności oraz zaczynały grasować chmary komarów. Po rozstawieniu swojego namiotu trzeba było poszukać wody, obmyć się z lepkiej mieszanki słońca, pyłu i wilgoci oraz zjeść kolację, czasem sporządzaną przy ognisku. Każdy dbał o to, aby się wyspać, gdyż następnego ranka czekały nas nowe wyzwania i dzień pełen pracy. O świcie stada przelatujących papug były znakiem, że trzeba już zacząć szykować gabinety lekarskie, gdyż lada moment z odległych domów zaczną się schodzić pierwsi pacjenci. Szybkie śniadanie, zwijanie posłania i namiotów, poranna toaleta w biegu i już można było zaczynać zabawy z dziećmi! Te oczywiście jako pierwsze pojawiały się na horyzoncie oczekując na słodką bułkę i przywiezione prezenty.

Dzieci
Jest ich w wioskach bardzo dużo, gdyż rodziny są najczęściej wielodzietne. Ciekawe wszystkiego, na początku trochę nieśmiałe, ale szybko nawiązujące kontakt. Wiele dziecięcych rąk zawsze pomagało nam przenosić pakunki, rozkładać namioty, przytrzymać latarkę, przynieść wodę. Od maluszków do nastolatków wszystkie chętnie brały udział we wspólnych zabawach, gdyż byłyśmy dla nich nie lada atrakcją i nowością. Razem tańczyliśmy, śpiewaliśmy, bawiliśmy się, graliśmy w piłkę, uczyliśmy się dynamik. Na koniec rozdawaliśmy im zabawki oraz słodycze i każdy miał odbyć kontrolną wizytę u lekarza i stomatologa, która często kończyła się wyrwanymi zębami. W jednej wiosce nauczyciele wraz z grupą szkolną przygotowali nam nocne przedstawienie teatralno-taneczne, pokazując plemienną kulturę i tradycję.

Kultura
Mieszkańcy wiosek, choć żyjący bardzo skromnie, zawsze witali nas bardzo gościnnie i z otwartymi rękoma. Nie zdarzyło się abyśmy w jakiejś osadzie nie dostali jedzenia. Zawsze kobiety szykowały nam śniadanie lub obiad, składające się ze świeżo złowionej ryby smażonej w liściu, ryżu lub juki, zupy.
Zawsze na początku dostawaliśmy brawa i długie przemowy, przywitania i podziękowania. Zawsze czuliśmy się chciani i oczekiwani, ludzie byli wdzięczni za okazaną pomoc, za pamięć i za to, że mimo iż żyją w trudno dostępnych miejscach, nie zostali pominięci.

Kiedy już wszyscy mieszkańcy wspólnoty porozmawiali z lekarzami, dostali swoje leki i podarunki, można było się pożegnać, załadować na łódź wszelkie pudła, torby i pakunki, które z wioski do wioski malały coraz bardziej. I tak wypływamy wgłąb dżungli, aby przed zachodem słońca dotrzeć do kolejnej osady, rozpakować wszystko od nowa i zacząć kolejny dzień pełen pacjentów, zabaw z dziećmi, rozdanych prezentów i uśmiechów!