Etiopia Zway: Spotkania

Współczesny człowiek jest tak skonstruowany, że unika jak może przyznania się, że potrzebuje innych ludzi. Chce być samowystarczalny, chce mieć wielkie, przestronne mieszkanie z widokiem z góry na inne wieżowce, szybki samochód, błyskotliwą karierę i wakacje dwa razy do roku w jakimś słonecznym zakątku świata. Potem wraca w swoje cztery…

Współczesny człowiek jest tak skonstruowany, że unika jak może przyznania się, że potrzebuje innych ludzi. Chce być samowystarczalny, chce mieć wielkie, przestronne mieszkanie z widokiem z góry na inne wieżowce, szybki samochód, błyskotliwą karierę i wakacje dwa razy do roku w jakimś słonecznym zakątku świata. Potem wraca w swoje cztery ściany, sprawdza ilość lajków i komentarzy na facebooku i myśli z niechęcią o tym, że w poniedziałek musi znowu iść do pracy.

Ale czy w życiu faktycznie tylko o to chodzi? Czy to nas tak prawdziwie uszczęśliwia? Czy to, że mamy wokół siebie tylu ludzi nie jest jednak błogosławieństwem?

Jak czytamy w Piśmie Świętym: wiara rodzi się ze słuchania, ale wiara zaczyna się również od spotkania – ze Słowem, z drugim człowiekiem, poprzez wydarzenia. A my tego doświadczamy szczególnie tutaj, daleko od europejskiej cywilizacji.

Za nami kolejny tydzień. Zaczynamy powoli oswajać się z tutejszą sytuacją, zaczynamy patrzeć inaczej, widzieć i rozumieć trochę więcej. Każdy nowy dzień zaczynamy od najważniejszego spotkania – od Eucharystii, na którą mimo, że ciężko czasem się wstaje, to czekamy jednak z wytęsknieniem. Nie wyobrażamy sobie, żeby mogłoby być inaczej. To spotkanie dodaje nam sił na cały nadchodzący dzień. I mimo, że msza święta jest w języku amharskim (wspomagamy się polskimi czytaniami, żeby chociaż wiedzieć o czym jest Ewangelia i czytania) to Bóg wszędzie jest ten sam, a śpiewy tutejszych ludzi wciąż nas zachwycają dzięki czemu czynią z tego spotkania prawdziwą ucztę.

“Ktokolwiek nas spotyka od Niego przychodzi..”

Kolejne spotkania mają miejsce przy naszych wspólnych posiłkach wraz z innymi współwolontariuszami, siostrami i kandydatkami do zakonu. Wspólne dzielenie się tym, co nas spotkało w ciągu dnia, naszymi radościami, ale i różnicami kulturowymi coraz bardziej nas zbliża do siebie. I mimo, że przy stole jest naprawdę międzynarodowe towarzystwo, to tworzymy prawdziwą wspólnotę. I nawet jeśli nie zawsze wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć językowo to zwykły uśmiech czy dotyk często wszystko rekompensuje.
Nasze codzienne spotkania w feeding center (centrum dożywiania), wśród mam i ich dzieci, wśród tych najbardziej potrzebujących dają nam również niesamowitą radość. Mimo, że mają tak niewiele, bo przychodzą do sióstr po jedyny posiłek jaki otrzymują w ciągu dnia w postaci mleka i sucharów, to czas spędzony wśród nich pozwala spojrzeć na to ile tak naprawdę sami potrzebujemy w swoim życiu. Te spotkania również wśród tych małych istotek, które mają w sobie tyle radości, że aż ciężko od nich oczy oderwać, są po prostu cudowne. To jak ufnie do nas podchodzą, chcą aby je brać na ręce, bawić się z nimi jest naprawdę niesamowite. Czasem zwykły dotyk jak dotknięcie ich noska, wywołuje cudowny uśmiech na ich twarzach. I nadal nie potrafię się temu nadziwić, jak niewiele czasem potrzeba, aby uczynić kogoś szczęśliwym.

To są nasze codzienne spotkania z Bogiem w drugim człowieku. I to jest chyba w życiu właśnie najważniejsze. Ludzie, których spotykamy na naszej drodze mogą nas wiele nauczyć. Jedni uczą nas czegoś pozytywnego, a inni czegoś złego. Niemniej jednak nauki te wpisują się w karty naszego życia i dają do myślenia, wypełniając kolejne nasze dni. A jak to napisał kiedyś Guy de Maupassant: „Spotkania z ludźmi czynią życie warte przeżycia”.

Projekt współfinansowany w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.