Etiopia: Seulam! Witamy w Zway!

Pierwszy dzień w Zway za nami! A co dotychczas się wydarzyło? Addis – Zway Do Addis przyjechała po nas, razem z kierowcą, siostra Scholastyka. Trasa Addis – Zway zajęła nam ok. 3 godziny (plus dodatkowe pół godziny na dźwiganie i pakowanie wszystkich naszych walizek). Widoki po drodze były…

Pierwszy dzień w Zway za nami!
A co dotychczas się wydarzyło?

Addis – Zway
Do Addis przyjechała po nas, razem z kierowcą, siostra Scholastyka. Trasa Addis – Zway zajęła nam ok. 3 godziny (plus dodatkowe pół godziny na dźwiganie i pakowanie wszystkich naszych walizek). Widoki po drodze były przepiękne! Mamy duże szczęście, bo załapałyśmy się na końcówkę pory deszczowej, kiedy wszystko jest jeszcze świeże i zielone. Wiele osób pyta o pogodę – rano wita nas deszcz i towarzyszy nam, w mniejszym lub większym natężeniu, do południa. Później wychodzi słońce. Od października nadejdą jednak susze i wyższe temperatury i tak zostanie już do końca naszego pobytu w Etiopii. Po drodze mijaliśmy ogromne jezioro Koka, gdzie można było zobaczyć typowe afrykańskie gatunki ptaków, np. marabuty. Na kimś, kto widzi je po raz pierwszy, robią duże wrażenie, dlatego z foteli naszego samochodu co rusz było słychać okrzyki zachwytu. Nasz kierowca, chcąc sprawić nam przyjemność, zatrzymał się w pewnym momencie bez ostrzeżenia, abyśmy mogły je lepiej zaobserwować. Inni kierowcy również się tego nie spodziewali, dlatego zostaliśmy potraktowani kilkukrotnie głośnym trąbieniem. Taki właśnie spotkał nas, ze strony kierowcy, jeden w pierwszych gestów etiopskiej życzliwości.

Misja w Zway
Na misji sióstr Salezjanek mieszkamy razem z siostrami: Paolą z Włoch, która jest naszą główną opiekunką, Scholastyką z Korei, Monicą z Sudanu Południowego, Anitą z Indii oraz siostrą Elisabeth z Etiopii. Jest międzynarodowo, głośno i wesoło. Wielokulturowość odnajdujemy również w posiłkach – na stole zawsze znajdzie się ryż, pasta czy etiopska injera.

Nasza praca
Na razie zapoznajemy się z funkcjonowaniem poszczególnych placówek. Siostra Paola oprowadziła nas dzisiaj po przedszkolu, szkole podstawowej oraz collegu (szkole ponadpodstawowej). Zobaczyłyśmy klasy oraz wyposażenie szkoły. Poznałyśmy też pierwszych uczniów. Pierwszych, bo szkoła ruszy pełną parą dopiero za dwa tygodnie. Trochę to trwa, zanim wszyscy uczniowie się zbiorą.Siostra podkreśla, że wyzwaniem oraz główną potrzebą jest język angielski. Do ósmej klasy uczniowie uczą się w językach amharskim (język urzędowy) lub oromo (język lokalny). W dziewiątej klasie zaczynają uczyć się przedmiotów w języku angielskim, dlatego tak ważne jest przygotowanie ich do znajomości tego języka już wcześniej.
Na misji funkcjonuje klinika oraz tzw. feeding center (centrum dożywiania) dla dzieci. Dziennych przyjęć chorych lub niedożywionych dzieci jest czasami nawet sto. Nierzadko matki, które do niej przybywają, mają za sobą kilkugodzinny marsz. Siostra Anita oraz Betty (była wychowanka sióstr) opowiedziały nam o swojej pracy. Niedożywione dzieci otrzymują dziennie osiem porcji wysokokalorycznego posiłku (tzw. fafa), a jeżeli jest taka potrzeba również leki i pozostają pod opieką kliniki do momentu poprawienia się ich stanu zdrowia. Ważne jest również edukowanie młodych mam – otrzymują tutaj dokładne instrukcje jak karmić i odżywiać swoje dzieci oraz jak radzić sobie, kiedy pokarmu jest za mało. Dodatkowo klinika udziela pomocy doraźnej. Osoby, których nie stać na leki, mogą na receptę odebrać tutaj leki za darmo.
Kolejnym obszarem pracy sióstr jest… ogrodnictwo. Siostry utrzymują się same. Uprawiają owoce i warzywa, co zwłaszcza przy wysokich temperaturach i braku deszczu wymaga wiele wysiłku. Dodatkowo prowadzą własną piekarnię, gdzie codziennie wypiekają świeże bułki, którymi dokarmiane są dzieci.

Pracy i potrzeb na misji w Zway jest wiele. Nie możemy się już doczekać, kiedy zadania staną się dla nas jasne i będziemy w stanie dobrze pomagać siostrom w ich codziennych obowiązkach.

Wielka radość!
Dzisiaj miało miejsce też niesamowicie radosne dla nas wydarzenie. Siostry rozpakowały walizki z rzeczami, które mogłyśmy przywieźć dzięki dotacji MSZ w ramach programu Wolontariat polska pomoc 2019. Cudownie było patrzeć na ich radość i miejscami lekkie zakłopotanie, że jest tego tak dużo! Powtarzały tylko „We are rich now! We are rich now!” (Teraz jesteśmy bogate!). Szczególnie ucieszył je projektor, piłki oraz zeszyty z kolorowymi okładkami, których tutaj nie ma. W klinice siostry również radośnie przyjęły przywiezione przez nas leki i wyposażenie apteczek. Ten widok był naprawdę bezcenny. Opłaciło się każde dźwignięcie walizki oraz mozolne pakowanie.

 

Druga radość!
Dzisiaj uczestniczyłyśmy też po raz pierwszy we Mszy Świętej. I tutaj będzie krótko, bo radości, z jaką była odprawiona i odśpiewana, nie da się opisać. Msza jest odprawiana w języku amharskim i mamy to szczęście, że możemy uczestniczyć w niej codziennie… o 6:30 rano. Mimo szalonej godziny, mamy mocne postanowienie, aby korzystać z tego błogosławieństwa każdego dnia, bo gdzie szukać sił i radości, jak nie Tam?


Chcemy też podziękować wszystkim osobom, które się za nas modlą i wspierają dobrymi myślami: AMEUSEUGENALLÖ – dziękujemy! Również mamy Was w naszych sercach i modlitwach! :)

Justyna&Kasia

Projekt współfinansowany w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.