Boliwia: Boliwijka w środku miasta

Położenie miasta Cochabamba jest miastem położonym w górskiej dolinie rzeki Rocha. Składa się z departamentów. Mieszkamy w departamencie Cochabamba, liczącym 400 tys. mieszkańców. Cała ludność tego terytorium to około 2 miliony ludzi. Boliwia kojarzy nam się głównie z kolorowymi tradycyjnymi ubraniami, lamami, górami i faktycznie tak jest. Jesteśmy…

Położenie miasta

Cochabamba jest miastem położonym w górskiej dolinie rzeki Rocha. Składa się z departamentów. Mieszkamy w departamencie Cochabamba, liczącym 400 tys. mieszkańców. Cała ludność tego terytorium to około 2 miliony ludzi. Boliwia kojarzy nam się głównie z kolorowymi tradycyjnymi ubraniami, lamami, górami i faktycznie tak jest. Jesteśmy tu miesiąc, a jedyne czego nie spotkałyśmy w trakcie naszego pobytu to lamy (w mieście ich nie ma).

 

Być kobietą

Nie da się opisać jak tu wygląda życie, Boliwijczycy i ich mentalność. To jest tak złożone społeczeństwo z tak niezrozumianą dla Europejczyków mentalnością, że trzeba tu przyjechać, żeby to chociaż poczuć. Spróbuję jedynie opisać Cochabambiny (bo pracujemy właśnie z nimi, a także z ich dziećmi) i trochę Was wprowadzić w ich świat.

Typowa boliwijska kobieta to cholita (kobieta chodząca w tradycyjnym stroju składającym się ze spódnicy – cholitas pollera, halki, charakterystycznego szala i kapelusza), cioty (cholity, które porzuciły tradycyjny strój), a także ´normalne kobiety´ niczym Europejki (chodzi tu o ubiór). W Cochabambie coraz bardziej głośne stają się hasła, w których kobiety walczą o swoje prawa: popularyzują aborcję i oferują ‘pomoc’ ciężarnym kobietom.

Mentalność Boliwijki, jej istnienie, opiera się na mężczyźnie. Jeżeli ma kogoś u boku (zazwyczaj nie są małżeństwem), to uważa, że jest bezpieczna. W tym kraju często mężczyźni zostawiają kobiety z kilkorgiem dziećmi, bez pracy i pieniędzy. Często są bite i, choć my tego nie pojmujemy, jest to w Boliwii ‘normalne’. Taka samotna kobieta szuka pomocy gdziekolwiek – najczęściej w kościele. Przychodzi do naszego ośrodka: Centrum Jana Pawła II i… najpierw trzeba zbadać, czy faktycznie potrzebuje pomocy. Wiele kobiet kłamie, byle by tylko dostać pieniądze, a w naszym ośrodku nie do końca o to chodzi. Chcemy przystosować kobiety do samodzielnego życia. Uczą się porządku, gotowania, troski o dzieci. Mogą również dostać ubrania, które dostajemy od innych ludzi. Jeżeli młoda mama chce zarobić, to może w naszym ośrodku upiec ciastka albo zrobić galaretki i sprzedawać z nami swoje wyroby. Czy to rozwiązuje ich problemy? Na pewno nie. One się urodziły w takiej, a nie innej społeczności i są przyzwyczajone do życia z dnia na dzień.

Należy pamiętać, że “Boliwijczyk nigdy nie wyjdzie z Boliwijczyka”, jednak poprzez przykład, uśmiech i wspólną pracę, jakieś nawyki powoli w nich wyrabiamy.

 

“Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć”

Oscar Wilde

Nasza praca w Centrum Jana Pawła II:

 

Dodatek: Transport

Żeby przemieścić się z punktu A do punktu B mamy kilka opcji: piesza wędrówka, transport busami, taxi lub własny samochód.

My wybieramy transport busami. Nie jest on zbyt skomplikowany. Wystarczy stanąć z odpowiedniej strony ulicy i pomachać do kierowcy ręką, gdy nadjeżdża bus. Jedyna trudność jest taka, że musisz wiedzieć, w którą stronę chcesz jechać, jakim numerem busa i gdzie wysiąść. Oczywiście nie znamy nadal do końca miasta i zdarzyło się nam pojechać w całkiem inną stronę. Na szczęście transport tu kosztuje 2 boliwiany za całą podroż, niezależnie od tego, ile czasu jedziesz, co przeliczając na nasze wychodzi około 1 zł. Gdy bus się zatrzyma wchodzisz do środka i siadasz na wolnym miejscu lub stoisz w zatłoczonym przejściu prawie wypadając na ulice przez otwarte drzwi. Po drodze często wchodzą Wenezuelczycy z jakimiś drobnymi produktami do sprzedaży i recytują wyuczony tekst o swojej sytuacji do jakiej doprowadziła ich wojna domowa w ich kraju. Można kupić cukierki, picie, nawet wenezuelską gotówkę, która w Boliwii nie jest nic warta. Najpiękniejszy jest fakt, że możesz wysiąść ´na życzenie´, co oznacza, że gdy krzykniesz na cały bus po hiszpańsku: “będziemy wysiadać!” to kierowca zatrzyma pojazd w jakimkolwiek miejscu chcesz. Na końcu podroży wysiadając z busa płacisz kierowcy 2 boliwiany i żegnasz się ze wszystkimi współtowarzyszami drogi.

Przechodzenie przez ulicę nie jest takie proste. W Cochabambie nie ma na ulicy znaków, a sygnalizacja świetlna jest tylko dla samochodów. Nikt nie stosuje się tu do tych wskazówek i wszyscy jeżdżą samochodami jak chcą. Dla pieszych oznacza to stały kontakt z aniołem stróżem. Żeby przejść przez ulicę trzeba uważać na nadjeżdżające pojazdy, bo z łatwością można wpaść pod samochód.

Świat jest niesamowicie różnorodny i dlatego taki piękny!