Boliwia: Z życia w szkole – Tupiza

Tak się złożyło, że szóstka naszych dzieci jest w drugiej klasie podstawówki. Dwójka “weteranów” w jednej klasie od przedszkola i czworo dzieci, które w Domu Dziecka są od roku bądź krócej. Początki w szkole dla nowych dzieci naprawdę bywają trudne. System szkolnictwa kieruje dzieci w związku z wiekiem do odpowiedniej…

Tak się złożyło, że szóstka naszych dzieci jest w drugiej klasie podstawówki.

Dwójka “weteranów” w jednej klasie od przedszkola i czworo dzieci, które w Domu Dziecka są od roku bądź krócej. Początki w szkole dla nowych dzieci naprawdę bywają trudne. System szkolnictwa kieruje dzieci w związku z wiekiem do odpowiedniej klasy, nie zważając na umiejętności czy postępy w nauce. Sprawia to, że dla niektórych dzieci, które do szkoły nie chodziły, bądź w Polsce chodziłyby do szkoły specjalnej z racji zaburzeń rozwojowych, w Boliwii trafiają do zwykłej szkoły. Nie ułatwia to pracy nauczycielom, jak i również łatwo można się domyślić, że znacznie utrudnia to życie tym dzieciom, które mimo swoich słabości muszą starać się dorównać rówieśnikom.

Tak więc ta wesoła szóstka: Angel, Alina, Luis, Esmeralda, Jose i Jelen – jak się dogadują? To zależy od humoru – jak to dzieci. Każde z nich jest inne, pochodzi z innego środowiska, a ich historie rodzinne należą raczej do tych smutnych. Są dni, w które wszyscy bawią się razem, nikt się na nich nie skarży i do domu wracają spokojnie z uśmiechami na twarzach. Są też dni, kiedy każdy idzie w swoją stronę zaraz po wyjściu z klasy, co zdecydowanie utrudniało mi zadanie, jakim było odebranie dzieci ze szkoły. Warto tu zaznaczyć, że dzieci aktualnie w podstawówce mamy czternaścioro, w tym zdecydowaną większość w pierwszej i drugiej klasie. Zdarza się, że rodzic kolegi z klasy skarży się, że jego synka zaczepia nasze dziecko z Domu Dziecka, bije bądź drapie. To się zdarza w każdej szkole. Czasem jeden z rodziców postanowi wybranemu z naszych dzieci coś podarować. Chociażby wielki świecący ołówek. Ogromnej radości tego jednego szczęściarza towarzyszy wielki smutek i złość na twarzach pozostałej piątki i zaczyna się dyskusja jakie to niesprawiedliwe. Dlaczego on dostał? Za co? A dla mnie? Nigdy Ci już nic nie pożyczę! Nie poczęstuję Cię żadną przekąską, bo dostałeś ołówek! Już nigdy się nie podzielimy z Tobą gumą do żucia! – krzyczy reszta. Taka krótka chwila wielkiej radości jednego dziecka często kończy się rękoczynami… gdy nie uda się zawczasu powstrzymać wielkiej kłótni drugoklasistów.

Angel – nasz aniołek, żyje we własnym świecie i najchętniej rozmawiałby o słoniach. Często zapomina, że powinien sobie wytrzeć nos albo biec do łazienki, bo to kawał drogi, ważniejsza jest zabawa z pieskiem albo rysowanie w zeszycie. Czasem sprowadza go na ziemię Luis, który lubi mieć wszystko poukładane i stara się być grzecznym i sumiennym uczniem. Lubi matematykę i książki – nasz pretendent na jednego z lepszych uczniów. Alina goni Luisa z nauką, jeszcze trochę jej brakuje, ale spokojnie nadgoni. Jest bardzo pomysłowa i sumienna. Jose zawsze wszystko chce szybko skończyć, przebiera szybko rękami, żeby już się z zadaniem uporać. Niestety nie ma łatwo, wręcz jest mu bardzo ciężko nauczyć się podstawowych rzeczy, ale stara się niesamowicie mocno, jak żadne inne dziecko w Domu Dziecka.

Niedawno razem z braciszkiem zamieszkała u nas Esmeralda, rezolutna, sprytna, też zaczyna gonić Luisa z nauką. Wysportowana, skora do zabaw, jak tylko uda jej się jakiś żarcik to zanosi się niesamowicie zaraźliwym śmiechem, słysząc to nie da się nie śmiać. W tym miesiącu do klasy dołączyła także Jelen, dziewczynka, która mieszkała wcześniej w innym Domu Dziecka, została przeniesiona by być bliżej matki. Następna nowa uczennica, jeszcze szuka swojego miejsca, na szczęście ma Alinę i Esmeraldę, które utorują jej ścieżkę.

A to tylko jedna część wesołej gromadki, która każdego dnia wracając ze szkoły chce opowiedzieć, jak to było dziś w klasie, kto się przewrócił, kto znalazł monetę w ogródku, a może jednak na boisku albo w klasie? Co pani kazała zrobić – często próbują nam wmówić, że na przykład pani kazała im przynieść na jutro lalkę albo karty do grania, wplatając to między poważny przekaz o zadaniu z matematyki i ćwiczeniu czytania. Każdego dnia w Domu Dziecka dzieje się naprawdę dużo, aż czasem ciężko nadążyć. Po tak intensywnym roku w odległym kraju naprawdę nie jest łatwo wrócić do polskiej rzeczywistości. Nie da się nie tęsknić. Uśmiech i historia każdego dziecka, z którym przyszło mi pracować bardzo głęboko zapisały się w moim sercu.