Boliwia (Cochabamba): Jadalnia słodkiego oczekiwania

Jedną z rzeczy, które bardzo zmieniły się od naszego przyjazdu jest miejsce, gdzie spotykamy się z naszymi Mamami, czyli Comedor Dulce Espera, co w tłumaczeniu na język polski oznacza- Jadalnia Słodkiego Oczekiwania. Kiedy przyjechałyśmy na naszą placówkę, kuchnia i jadalnia, docelowo przeznaczone dla matek były prawie puste. Znajdowały się tam…

Jedną z rzeczy, które bardzo zmieniły się od naszego przyjazdu jest miejsce, gdzie spotykamy się z naszymi Mamami, czyli Comedor Dulce Espera, co w tłumaczeniu na język polski oznacza- Jadalnia Słodkiego Oczekiwania.

Kiedy przyjechałyśmy na naszą placówkę, kuchnia i jadalnia, docelowo przeznaczone dla matek były prawie puste. Znajdowały się tam tylko meble, lodówka, kuchenka i piekarnik. Siostra bardzo chciała, aby jak najszybciej otworzyć to miejsce. Wychodziło jednak tak, że robotnicy albo się spóźniali, albo nie przychodzili wcale, albo wykonali swoją pracę, a kolejnego dnia coś się psuło. Z tego względu data otwarcia kuchni i jadalni stale się przesuwała. Ostatecznie, po kilku poprawkach i wielu przygotowaniach we wrześniu odbyło się błogosławieństwo oraz otwarcie kuchni i jadalni. To wydarzenie bardzo wpłynęło na naszą dalszą pracę, ponieważ właśnie w tym miejscu wszystko się odbywa…

Prawie każdego dnia do naszego Centrum przychodzą matki. Są to zwykle samotne kobiety w ciąży, które mają już dzieci. Część z nich przychodzi już przez dłuższy czas, bardzo często pojawiają się nowe, są też takie, które przyjdą raz na miesiąc lub dwa. Plan naszego dnia z nimi zaczyna się od godziny 8:00. Do godziny 10:00 kobiety mają czas na wypranie ubrań oraz na wykąpanie swoich pociech (zazwyczaj w swoich mieszkaniach nie mają dostępu do wody, lub gdy mają, to zazwyczaj tylko do zimnej). Ja z Justyną pomagamy głównie przy kąpieli dzieci, dzięki czemu możemy też udzielić kilku rad jak należy to robić. Od godziny 10:00 wspólnie gotujemy. Z reguły przygotowujemy potrawy boliwijskie, co pozwala nam poznawać boliwijską kuchnię, czasem jednak uda nam się namówić mamy do spróbowania polskich dań, ale niestety zwykle średnio przypadają im do gustu 😉 Staramy się też, w miarę możliwości oferować im to, co zdrowe podczas ciąży. Po wspólnym obiedzie sprzątamy kuchnię i mamy trochę czasu na odpoczynek, podczas którego oglądamy filmy, rozmawiamy, słuchamy muzyki, robimy bransoletki i różańce, bawimy się z dziećmi, a ostatnio także szyjemy na maszynie.
Po południu przychodzi czas na ćwiczenia. Jako że jesteśmy fizjoterapeutkami staramy się wykorzystać naszą wiedzę i prowadzimy ćwiczenia dla kobiet w ciąży, w których nasze mamy bardzo chętnie biorą udział. Przy okazji ćwiczeń możemy przekazać im trochę informacji na temat ciąży, porodu, tego co powinny, a czego nie powinny robić w tym szczególnym czasie. Po godzinie przeznaczonej dla ciała mamy godzinę dla ducha, podczas której czytamy i rozważamy Biblię, odmawiamy różaniec, lub po prostu rozmawiamy o swoich zainteresowaniach, o tym co lubimy, a czego nie, staramy się bardziej poznać siebie same i siebie nawzajem. Raz w tygodniu przychodzi też do nas pani, która uczy nas robić na drutach i szyć na maszynie. Mamy, które nie mieszkają w naszym domu, o godzinie 16 wracają do swoich domów, lub zostają na katechezie jeśli przygotowują się do sakramentów. W międzyczasie rano lub po południu odwiedzamy szpitale, ośrodki zdrowia i szkoły, aby informować o naszym centrum i pomocy jaką można tutaj otrzymać.

 

W naszej jadalni znajduje się figurka Matki Bożej Słodkiego Oczekiwania, stąd też taka, a nie inna nazwa naszej jadalni. Nigdy wcześniej żadna figurka Maryi nie przykuła mojej uwagi tak jak ta. Nigdy wcześniej też nie spotkałam się z takim obrazem Matki Boga, który tak by mnie zachwycił. Dlaczego? Jest to Maryja w ciąży, Maryja, która nie trzyma na rękach Dzieciątka Jezus, jak bardzo często jest przedstawiana, ale ma Je w brzuchu, pod swoim sercem. Nigdy wcześniej nie widziałam tak ludzkiego obrazu Maryi i tak bardzo pasującego do miejsca, w którym pomagamy. Nasze Mamy mogą odnaleźć w Niej swoją Orędowniczkę, ponieważ jak Ona są w momencie słodkiego oczekiwania. Czekają na swoje dziecko, czekają na rozwiązanie swoich problemów, czekają na lepsze jutro, na miłość, zrozumienie, akceptację. Jest to miejsce oczekiwania. Dla każdej z nas oczekiwania na coś innego, wymarzonego, lepszego, czegoś za czym nieustannie tęsknimy.

Nasza jadalnia nie jest tylko miejscem, w którym po prostu spędzamy każdy dzień. Przede wszystkim tworzymy w niej rodzinę. Każda z matek wnosi coś do naszej wspólnoty, każda coś innego: inne umiejętności, inne doświadczenia, którymi się dzieli, inne problemy, inne patrzenie na świat. I choć zdarza się, że bardzo często towarzyszy im smutek związany z ich obecną sytuacją, to wnoszą bardzo dużo radości i uśmiechu. Ostatnio jedna z nich trafiła do szpitala. Bardzo dało się odczuć jej brak. Jest to młoda dziewczyna, bardzo doświadczona przez życie, ale wnosząca chyba najwięcej radości i pozytywnej energii do naszego domu. Kiedy przez kilka dni nie było jej z nami, było o wiele smutniej, inaczej, jakby brakowało jakiegoś elementu w całości. Przy obiedzie zapadała cisza, nikt nie opowiadał śmiesznych historii i ciekawostek, nikt głośno się nie śmiał tak jak ona, nikt co chwilę nie pytał, czy może w końcu zrobić pranie, albo kiedy będą ćwiczenia i nikt tak jak ona podczas różańca nie wypowiedział intencji: Żeby Justiny nie musiały od nas wyjeżdżać…W tym czasie nasza jadalnia słodkiego oczekiwania była przepełniona oczekiwaniem na jej powrót. Dzisiaj na szczęście jest już z nami, czekamy tylko na jej „1400 gramów szczęścia”, czyli jej nowo narodzoną córeczkę, która musi jeszcze przebywać w szpitalu. Kiedy do nas wróciła powiedziała do mnie i do mojej współwolontariuszki, że jej życie było o wiele gorsze zanim zaczęła przychodzić do centrum, że dziękuje nam za to, że ją zaakceptowałyśmy i że już zawsze będziemy jej rodziną. Takie momenty dają nam bardzo dużo radości, motywacji i uświadamiają nam, że to miejsce, które tworzymy właśnie dla nich, ma bardzo duże znaczenie w ich życiu. Jest dla nich czymś w rodzaju azylu, miejscem odosobnienia, gdzie mogą na chwilę zostawić to co złe, gdzie mogą poczuć się bezpiecznie, gdzie mogą znaleźć pocieszenie,  pomoc, zrozumienie i wiedzą, że nie spotkają się z obojętnością. I choć czasem wydaje nam się, że to co robi, to tak niewiele w stosunku do ich ogromnych potrzeb, to jak mówi Św. Matka Teresa z Kalkuty:

Czujemy, że nasza działalność to tylko kropla w morzu. Ale bez niej ocean byłby uboższy.