UGANDA: coś się kończy, coś się zaczyna… w CALM

Dla mnie nowe zaczęło się z chwilą wylotu do Ugandy do ośrodka salezjańskiego CALM. Oczekiwałam na moment przejścia przez bramki na lotnisku, by pozostawić wszystko, z czym dotychczas byłam związana i podążać tam, gdzie Bóg przygotował mi nowy dom na najbliższy czas. Pozostawiłam rodziców, siostrę, brata, przyjaciół, pracę, bo byłam…

Dla mnie nowe zaczęło się z chwilą wylotu do Ugandy do ośrodka salezjańskiego CALM. Oczekiwałam na moment przejścia przez bramki na lotnisku, by pozostawić wszystko, z czym dotychczas byłam związana i podążać tam, gdzie Bóg przygotował mi nowy dom na najbliższy czas. Pozostawiłam rodziców, siostrę, brata, przyjaciół, pracę, bo byłam pewna, że tak ma być. Czy dalej tak uważam po spędzonym miesiącu w Ugandzie? Czy po zderzeniu z tym miejscem, z Afrykańczykami, z tą kulturą dalej twierdzę, że złożenie wniosku o wyjazd misyjny prawie rok temu w listopadzie było najlepszą decyzją?

Nie mam, co do tego wątpliwości. Skoro dalej jestem tak spokojna, jak przed wyjazdem, skoro dalej mam pokój i pewność, że robię to, co mam robić, to znaczy, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. „Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wiem, dokąd idzie.” (J 12, 36). Chłopcy z CALMu dzień po dniu coraz bardziej sprawiają, że to miejsce na obrzeżach Kampali już zawsze będzie moim drugim domem.

Tito, Katumba, Edward, Moses, Adielle, Muguma, Omachi i pozostałych 50 chłopaków z ośrodka w Namugondo zaskoczyli mnie swoją radością, otwartością, pomysłowością… Zaskoczyli wszystkim! Przed wyjazdem zastanawiałam się, jak to będzie: my dwie (ja i Sylwia) pośród samych chłopców. Była pokusa, by być niespokojną, by rodziła się nieufność, lecz „nie dałam się”. I słusznie, bo w największej mierze to dzięki chłopcom czuję się tutaj jak u siebie, czuję, że nasza obecność jednak ma sens i widzę, że przesłanie św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21) jest jedynym sposobem na wyjście z błędnego koła, dzięki czemu prędzej czy później radość i uśmiech zagości nawet u chłopców z CALM.

Z chłopcami na święceniach w Luwero.

Przygotowując się do wyjazdu nie miałam zbytnich oczekiwań, bo lepiej nie mieć oczekiwań i dać się zaskoczyć niż mieć i się srogo rozczarować. Chłopcy niewątpliwie zaskoczyli! Co jeszcze nas zaskoczy? Pomóż mnie i Sylwii, byśmy miały wiele radosnych „zaskoczeń”, pomódl się za nas, za naszą misję w Ugandzie i za to, z czym się mamy mierzyć w najbliższych miesiącach.