Dzieci ulicy w Wau – realia życia
Jako uzupełnienie prowadzonej przez nas zbiórki na budowę domu dla chłopców ulicy w Sudanie Południowym, przedstawiamy opisy realiów życia chłopców zabrnych z ulicy, objętych opieką przez salezjanów w miasteczku Wau. Owocnej lektury!
Dzień w ośrodku dla chłopców ulicy w Wau
Późnym popołudniem, ok. godziny 16:00, pojawiają się u nas chłopcy, każdy z nich zapisywany jest na liście. Warunek jest jeden – żadnej przemocy i żadnych środków odurzających na terenie centrum. Dzieci, które już się zarejestrowały mogą iść zrobić pranie. Po modlitwie o godzinie 16:30 zaczynają się pierwsze zajęcia. Jest to swego rodzaju grupowa sesja terapeutyczna – rozmowa jest zwykle refleksją nad wydarzeniami z poprzedniej nocy i dnia. Dzieci mają okazję opowiedzieć o swoich doświadczeniach i o tym, co się wydarzyło. Wszystko dzieje się w wolności, sesje te mają na celu promowanie umiejętności społecznych dzieci. Uczą się wzajemnej akceptacji, czerpania z doświadczeń innych. Osoby pracujące z dziećmi niezwykle dużą wagę przywiązują do nauki mechanizmów rozwiązywania problemów i kontroli agresji, a także komunikatów niewerbalnych przekazywanych przez członków grupy. Po sesjach grupowych odbywają się różne zajęcia warsztatowe prowadzone przez wolontariuszy i pracowników, które mają charakter rotacyjny – manualne, plastyczne, nauka czytania i pisania.




Gdy chłopcy są pochłonięci zajęciami, pracownicy socjalni prowadzą z nimi indywidualne rozmowy, a pielęgniarki udzielają pomocy medycznej. Przygotowanie kolacji zaczyna się około 19:30. Przed kolacją dzieci myją ręce, a po posiłku wszyscy myją zęby.



O godzinie 21:00 jeden z salezjanów kieruje do chłopców tradycyjne „słówko na dobranoc”. Od 22:00 obowiązuje cisza nocna.



Od 6:00 dzieci mogą jeść śniadanie. Ośrodek zamykany jest o 8:00 rano i otwierany ponownie późnym popołudniem. W ciągu dnia część podopiecznych chodzi do szkoły. Pracownicy odbywają wizyty w rodzinach chłopców, bądź są obecni na ulicach miasta.
Historia Mayena
Wielu z naszych wychowanków salezjańskiego centrum pomocy dla dzieci ulicy w Wau nigdy nie uczęszczało do szkoły. Jednym z nich jest Mayen Deng Majak. Pochodzi z Kuajok i ma 12 lat. Pomimo tak młodego wieku spędził na ulicy 7 lat. Najpierw 3 lata w swoim rodzinnym mieście, a następnie 4 lata na ulicach Wau. Jego rodzice mają czwórkę dzieci, ojciec jest żołnierzem. Matka starała się dbać i dzieci, zapewnić jedzenie i podstawowe środki do życia, o edukacji nawet nie myśleli… to zdecydowanie przekroczyło jej możliwości. Chłopiec przyznaje, że to koledzy namówili go do życia na ulicy.

Historia Anyara
Jednym z wychowanków centrum pomocy dla dzieci ulicy w Wau jest trzynastoletni Anyar Mel. Oboje jego rodzice żyją. Ojciec chłopca ma trzy żony, a z jego matką ma siedmioro dzieci. Anyar opowiadał, że jego tata najczęściej przychodził do domu pod wpływem alkoholu, nie pracował. Rodzinie brakowało środków do życia, dlatego wraz z bratem starali się uprawiać warzywa, ale ze względu na swój młody wiek i brak doświadczenia nie wiedzieli jak to robić poprawnie. Ostatecznie chłopiec trafił na ulice Wau, a następnie do salezjanów. Jego marzeniem jest rozpoczęcie nauki w szkole.


Świadectwo Izy – Wolontariuszki
W domu chłopców ulicy pracują osoby, które starają się dać im namiastkę domu. Ciepły posiłek, lekcje angielskiego, wspólną modlitwa i spędzenie tak po prostu z nimi czasu. Starają dać się im tyle ile mogą. Podczas rozmowy z jednym z wychowawców zadałam pytanie, o czym marzy dla swoich podopiecznych. Odpowiedział, że jego marzeniem jest, żeby dla każdego chłopca mieli łóżko i pościel. W tym momencie wychowankowie centrum dla dzieci ulicy śpią na matach z trawy, przykryci kocami. Najstarsi nie mieszczą się w budynku, zmuszeni są więc do spania pod wiatą. W czasie pory deszczowej mokną, a rano wstają, aby znowu zawalczyć o swoją lepszą przyszłość.
Wolontariuszka Iza


Historia Aduola
Aduol ma trzynaście lat i pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jego ojciec ma 13 żon i 15 dzieci. Zarówno matka jak i ojciec zmagają się z uzależnieniem od alkoholu. Rodzice odesłali go do ciotki, ponieważ w domu brakowało jedzenia dla wszystkich dzieci. Po pewnym czasie również jego nowa opiekunka wyrzuciła go z domu, ponieważ nie chciała się nim już zajmować. Po opuszczeniu rodzinnej miejscowości udał się do Wau (w drodze pieszo spędził dwa dni). Na ulicach miasta żył dwa lata, a w końcu trafił do ośrodka księży salezjanów.

Świadectwo Oli – Wolontariuszki
Jednym z naszych zadań było organizowanie zajęć artystycznych dla chłopców Chłopcy w większości nie mówią po angielsku, więc kiedy prowadziłyśmy zajęcia to wychowawca tłumaczył nas na arabski lub na jeden z języków lokalnych. Od wychowawców wiemy także, że spora część tych chłopaków pochodzi z rodzin, gdzie przemoc czy alkohol były na porządku dziennym, dlatego wolą żyć na ulicy niż w domu. We wszystko, co dla nich przygotowałyśmy, byli bardzo zaangażowani i chętni do pracy. Wspólnie też tańczyliśmy, chłopcy naprawdę mają muzykę we krwi, oni także uczyli nas własnych tańców. Każde spotkanie z nimi były przepełnione radością i śmiechem.
Tańczący chłopcy
Bardzo się cieszyli i byli wdzięczni, kiedy do nich przychodziłyśmy. Na koniec mojego pobytu zapytałam ich jakie mają marzenia i kim chcieliby zostać w przyszłości. Wielu z nich rysowało księdza. Chcieliby być księżmi. To pokazuje, że księża salezjanie którzy tam pracują muszą być dla nich wzorem, autorytetem, że robią tam naprawdę wspaniałą pracę, są przy nich blisko i budują z nimi relacje.
Wolontariuszka Ola

Chłopcy z Wolontariuszką Olą