Praca wychowawcza Asi i Eweliny w oratorium w Peru

Cała kwota potrzebna na projekt to 16 000 zł
100% już jest

San Lorenzo, to miasteczko położone w tropikalnych lasach równikowych, w departamencie Loreto w Peru, nad rzeką Marañon. Miejsce, w którym mieszają się kultury kilku plemion tego rejonu dżungli.  W mieście funkcjonują cztery oratoria (świetlice) prowadzone przez księży Salezjanów. Od wielu lat nasi wolontariusze pracują tam z dziećmi i młodzieżą, pomagają im w lekcjach, animują, dzielą się swoimi pasjami. Często po prostu dla nich są, poświęcając wyłącznie im swój czas – to niezwykle ważne szczególnie dla młodych zwłaszcza, że ludzie wokół często wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszych zarobków zostawiając swoje rodziny. Ponieważ pracujący tam księża Salezjanie docierają również do wiosek położonych bardziej w głąb dżungli, mówią otwarcie o niezmiennej, a wręcz rosnącej potrzebie pomocy ze strony wolontariuszy świeckich.

W tym roku do San Lorenzo polecą Asia Piecyk i Ewelina Parkitna, które będą zarażać swoim optymizmem, pasją podróżowania, miłością do muzyki, chęcią pomocy i współpracy. Będą warsztaty gitarowe i wiele innych – o tym z pewnością będzie można czytać już niebawem na blogu!

 

POZNAJ NASZE WOLONTARIUSZKI

Asia Piecyk

Kocha podróże, dobrą kuchnie i kreatywne zabawy z dziećmi. Nie wyobraża sobie życia bez muzyki, kawy i ludzi wokół siebie – bo gdyby nie oni, to po co to wszystko? Gra na gitarze, śpiewa, jest radosna, zawsze chętna do pomocy innym, gotowa na wyzwania, które stawia przed nią świat.

 

 

Ewelina Parkitna

Miłośniczka gór i hiszpańskich klimatów, na co dzień pracująca w korporacji. Poszukuje piękna w drugim człowieku, a wolontariat to pasja dająca jej radość i satysfakcję. Na rok porzuca  pracę na etacie, by podjąć misję w peruwiańskiej dżungli.

DLACZEGO MISJE?

Co same dziewczyny mówią o swoim wyjeździe i motywacjach?

Ewelina na pytanie „dlaczego Misja?”, odpowiada:  dzięki pracy wolontariusza zrozumiałam, iż otrzymałam wiele dobra i że wiele mogę dać innym. Chcę poświęcić całkowicie czas na bezpośrednią pomoc i pracę z ludźmi najbardziej potrzebującymi, przez co poznać sytuację życiową i spojrzenia na świat oczami ludzi z odmiennych kultur. Pragnę swoim codziennym słowem i działaniem dawać świadectwo Bożej miłości.

Asia z kolei zastanawiając się nad korzeniem swojego pragnienia wyjazdu na misje, mówi: dobro, którym się dzielisz, wraca w obfitości – ja dostałam w życiu całą masę dobra, życzliwości, miłości… – często od ludzi, od których się tego nie spodziewałam. Tego nie da się „zatrzymać dla siebie”. Dlaczego na drugim końcu świata, a nie tu? Czy lokalnie nie ma co robić? Jest! Potrzeb jest wiele, jednak ja dostałam konkretne narzędzia: miłość do drugiego człowieka i do bycia wśród ludzi, ukończoną szkołę dwujęzyczną z językiem hiszpańskim, kilkuletnie doświadczenie pracy w międzynarodowej ekipie głównie z Ameryki Południowej i mieszkanie przez pewien czas w Hiszpanii. To oswoiło mnie znacznie z różnorodnością ludzi i kultur w świecie oraz dało łatwość przemieszczania się – bez względu na odległość. Dlatego Misje i dlatego  Ameryka Południowa. Pan Bóg wpisał mi w serce właśnie ten sposób bycia dla Niego w drugim człowieku. Kilka miesięcy temu byłam w Peru i w Boliwii, zobaczyłam kilka placówek misyjnych, poznałam wielu wspaniałych ludzi, widziałam w działaniu misjonarzy, wolontariuszy, a także tych, dla których cały ten „ambaras” – dzieci i młodzież. Na własnej skórze, sercu i oczach doświadczyłam, że bycie tam ma sens, że to potrzebne, że trzeba kochać i działać. 

Pomóż budować lepsze jutro dzieci w San Lorenzo wspierając zakup biletów lotniczych, wiz, ubezpieczeń i niezbędnych szczepień wolontariuszek.

Facebook