Peru, Callao: Ullica….

Callao chciałoby się napisać małe miasteczko mieszczące się na przedmieściach Limy. Prawda jest jednak zupełnie inna. To małe miasteczko jest to autonomiczny region obok, którego od wieków rozwijała się Lima. Port morski, lotnisko, zakłady przemysłowe, a setki ciężarówek codziennie przemieszczają się po nadbrzeżnych drogach. Wśród tego wszystkiego znajdują się dwie niepasujące do otoczenia enklawy – Puerto Nuevo i Frigorifiko.

Szeroka betonowa droga wzdłuż, której wyrosły zakłady przemysłowe otoczone wysokimi murami, szczelnie ukrywającymi widok znajdującego się kilkanaście metrów dalej oceanu. Wśród tego wszystkiego rośnie i rozwija się „Nowy Port”, przez mieszkańców zwanym Puerto Nuevo.

Elias

Jeśli istnieje coś takiego jak inteligencja ukryta w spojrzeniu, to ten chłopak z pewnością ją ma. Ciemna karnacja, krótko przycięte hebanowe włosy oraz delikatnie zaokrąglony brzuch. I ten szelmowski uśmiech, niewysokiego dziesięciolatka, sprawiał że Elias wyróżniał się z otoczenia.

Krople potu spływały po karku chłopaka, była prawie czternasta. Żar z nieba lał się obfitym strumieniem, na boisku przed oratorium nie było nikogo. Wszyscy albo kąpali się w rozstawionych na drogach basenach, albo ukryli się w domach. Jednak Elias cierpliwie czekał, została mu jeszcze godzina. O 15-stej, jak co dzień dwójka białych gringo przyjedzie otworzyć oratorium.

Wszechogarniający gorąc był nie do wytrzymania. Ulice pustoszały. Okoliczni mieszkańcy Puerto Nuevo chowali się w swoich domach. On jednak czekał. Chciał wygrać zakład z Alexisem, że dziś będzie pierwszy w oratorium. Zmęczenie, a raczej odczuwalna temperatura sprawiała, że powieki stawały się coraz cięższe. W końcu przymknęły się. Chłopiec pogrążył się w śnie ….

Zamiast ulicy

Dom, bo tak traktował go chłopak. Miejsce do którego zawsze mógł przyjść i przeczekać kolejne trzy godziny życia, bawiąc się z innymi dziećmi. Siedząc na murku przy boisku myślał o tym dlaczego to miejsce stało się dla niego tak ważne? Lata mijały, zabawek nie przybywało, jedynie zmieniały się dzieciaki. Jednego dnia było ich 50-sieciu, innego 30-dzieści parę. Jednak Elias przychodził prawie codziennie.

Oratorium miejsce, które sprawiło, że każdego dnia chociaż parę godzin nie musiał spędzać na ulicy. Ulicy, która była tak naprawdę jego domem. Młodzieżowa śmietanka zbierała się każdego dnia przy boisku, pierwsi gracze przychodzili już po godzinie 9-wiątej. Wtedy też zaczynała się około paru minutowa kłótnia, o to kto zostanie kapitanem. Jak to bywa w takich sytuacjach każdy argument był dobry. Dało się słyszeć wzajemne wyzywania od śmieci, grubasów czy też wariatów i leciały soczyste przekleństwa. Czas się jednak nie dłużył. Często zdarzały się okazjonalne bójki między przyszłymi kolegami z drużyny stanowiące dodatkową atrakcję dla postronnych obserwatorów.

Czas na mecz!

Następnie były niekończące się mecze, bo chłopcy z Puerto Nuevo interesowali się głównie sportem, ale sportem w wąskim znaczeniu tego słowa. Ich zainteresowanie kończyło się na piłce nożnej, a także wszelkich rodzajach sztukach walki. Zaczynając od zapasów, po japońskie ich odmiany z kopnięciem z półobrotu w tle. Powód do bójki był prosty, zwyczajny i szybki. Niewłaściwe spojrzenie czy ton głosu, lub wypowiedziane zdanie.

Drużyny wybrane, czas na mecz! A mecz, wyglądał dość komiczne. Kto by czerpał przyjemność z gry, skoro można na boisku załatwić zaległe porachunki? Pod pretekstem faulu udawało się nieraz co cwańszym graczom odpłacić zaległe zatargi lub też stworzyć powody do nowych.

W Puerto Nuevo wśród dzieciaków wykształciła się kultura rozmowy. W czasie trwania gry dało się słyszeć, co chwile „posłuchaj mnie” i się zaczynały debaty. Kto jest winny? Kto ma rację? Czas bieg nieubłaganie. Nie było sędziego, wiec spory załatwiano tradycyjnie, najczęściej pięściami. Do domu biegło się na krótko w porze obiadowej i tylko wtedy kiedy miało się co zjeść.

Oratorium

14:40 – pierwsze dzieci siadają na krawężniku przy oratorium. Część z nich w brudnych ciuchach nie pranych od dobrych paru dni. Dziewczyny dla zabicia czasu wzajemnie sobie pomagają i wyciągają zalęgłe we włosach wszy. Z biegiem upływającego czasu atmosfera staję się coraz bardziej napięta. Zaczynają się przekleństwa, przepychanki i bójki, o to kto wejdzie pierwszy. Pierwotna kolejka utraciła swoje znaczenia.

15:00 – hurra, drzwi się otwierają. Dają się słyszeć wrzaski, przekrzykiwania i pierwsze skargi na innych, „Proszę Pani on mnie przezwał”, „Proszę Pana, bo on jest głupi”, „Proszę Pani, bo on mnie złapał na włosy” itp. O klasycznym „dzień dobry” bez przypomnienia o jego istnieniu, można zapomnieć.

…Z daleka słyszał narastający hałas. Nieskoordynowane dźwięki różnej wysokości wdzierały się odważnie do jego umysłu. „Co się dzieje?”- Zaczął sam siebie pytać. Ciało chłopca powoli zaczynało prężyć się i leniwie przeciągać. Ostre jak żyletki słoneczne światło raziło źrenice Eliasa. „Matko co się dzieje? – Pomyślał chłopiec. Minęło dobrych parę chwil zanim uświadomił sobie że usnął. Gdy tylko ta myśl dotarła do jego świadomości. Chłopiec nagle energicznie wstał i obrócił się napięcie. Drzwi do oratorium były otwarte. „Matko usnąłem” – pomyślał. „A zakład, przegrałem ☹”. Natychmiast pobiegł w stronę budynku.

I zaczyna się, trzy godziny zabaw, warsztatów, niekończących się rozmów. Nauka dyscypliny i dobrych manier idzie ciężko. Ale nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo i też nie o to chodzi, by było łatwo.

I to jest prawdziwe oratorium, dom do którego w każdej chwili można przyjść. Ale co najważniejsze do którego zawsze zostaniesz wpuszczony, a Twoja przeszłość nie ma tutaj znaczenia. Nikt Cię nie oceni po tym, w ilu bójkach brałeś udział, ile przekleństw i złych rzeczy dziś zrobiłeś. To miejsce, w którym mimo tego wszystkiego, ktoś daję ci codziennie szansę poświęcając czas, atencję i otacza cię miłością. Ale przede wszystkim oratorium to miejsce w którym pokazuje się  Boga w tym nieraz nieludzkim świecie.

Tak wyglądał zaledwie jeden dzień z życia dzieci, które przychodziły do Oratorium w którym pracujemy już od paru miesięcy. Bójki, przekleństwa i niczym nieskrępowana uliczna wolność. Brak zasad to najlepsza zasada jaką mają te dzieci. Na szczęścia znajdują się outsiderzy, którzy próbują to zmienić.

Facebook