Nigeria: Coś więcej niż nauka

Jechaliśmy ulicami Ibadanu. Było głośno, wesoło, dzieci śpiewały, ktoś grał na bębnie, co poniektórzy tańczyli na środku autokaru, ilość osób zdecydowanie przekraczała jakiekolwiek normy, ale nikomu to nie przeszkadzało. Wracaliśmy z zoo po bardzo udanym dniu. Zaczął padać deszcz, choć jeszcze nie taki prawdziwy, tropikalny, na który cały czas czekam, ale porównując do tego co można obserwować w Polsce – oberwanie chmury było. Wyjrzałam za okno i zobaczyłam to, co mieszkańcy Ibadanu widują na co dzień, a co tym razem wyjątkowo mnie uderzyło. Ulicami przechodziły całe masy ludzi – ktoś wracał z pracy, ktoś coś sprzedawał, ktoś inny coś kupował, samochody trąbiły na jak zwykle zakorkowanej ulicy. Na krawężniku siedziała dziewczynka. Miała może 10 lat, była cała ubłocona, ze spuszczoną głową i włosami opadającymi na twarz. Deszcz lał, ludzie mijali ją, potrącali. Obok po poboczu czołgał się w błocie młody chłopak bez nóg.

Dzieci ulicy nie słyszały o obozie wakacyjnym, często nie mają rodziców, którzy choć trochę troszczyliby się o ich wykształcenie, rozwój, są zostawione same sobie i myślą nie o nauce i zabawie, ale o przetrwaniu. Nie mają własnego domu – rodzice nie są w stanie ich utrzymać, brakuje jedzenia, uciekają szukając lepszego życia na ulicy. Inni nie mają rodziny, są porzuceni lub osieroceni. Po jakimś czasie spędzonym w warunkach, w których jedynym celem i wartością jest przetrwanie dołączają do ulicznych gangów. Na terenie Don Bosco House budowany jest dom dla dzieci ulicy. Salezjanie już od kilku lat pomagają jak mogą, jednak dopiero kiedy dom powstanie będzie można dosyć sporej grupie dzieci i młodzieży zapewnić lepsze warunki życia.

A co możemy my? Mamy pod opieką prawie 140 dzieci młodszych i starszych. To oni są przyszłością Nigerii i tylko oni mogą cokolwiek zmienić, dlatego ich wykształcenie i rozwój jest tak ważny. Istotne jest to jakie wartości ci młodzi ludzie będą wyznawać, w co będą wierzyć, jacy będą dla siebie nawzajem. Dlatego nasz obóz wakacyjny to nie tylko lekcje w czasie których dzieci przyswajają książkową wiedzę. To nie tylko gry i zabawa, kiedy mogą się wyszaleć i przez chwilę nie myśleć o problemach, których w wielu domach jest pod dostatkiem. W tym wszystkim staramy się przekazać dzieciom wartości, których może nie będą miały okazji poznać nigdzie indziej. Ani w domu, gdzie często metody wychowawcze opierają się na karach cielesnych, a rodzice nie mają dla dzieci czasu, ani na ulicy, gdzie panuje „prawo dżungli” i każdy myśli o sobie. Nie poznają tego patrząc na osoby rządzące skorumpowanym krajem, dbające tylko o swój interes.

Wszystko zaczyna się czasem od zupełnych podstaw jak „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”. Potem jest trochę trudniej, żeby wytłumaczyć, że bicie kolegi, koleżanki, a czasem nawet animatora, to nie jest sposób na rozwiązywanie problemów i walkę o swoje. Podczas gier zespołowych uczymy współpracy i tłumaczymy, że tu tak samo jak i w życiu – nie każdy i nie zawsze może wygrywać. Pokazujemy im, że wyznając różne religie i pochodząc z różnych kultur możemy darzyć się nawzajem szacunkiem. I to wszystko w codzienności.

Nigeria_2016_kultura

Organizatorzy obozu zdecydowali podjąć jeszcze jeden krok. W każdym tygodniu, w jednym dniu odbywają się dla starszych klas lekcje związane z formacją osobową. Jednym z pierwszych tematów było postrzeganie samego siebie, szacunek do swojego ciała, szacunek do innych osób. Mówiliśmy o osobowości i wartości każdego człowieka. Każdy z uczniów miał zastanowić się co czyni go wyjątkowym – jakaś umiejętność? cecha? typ osobowości? Usłyszeli, że są piękni, wartościowi i jedyni w swoim rodzaju. Wielu z nich pewnie nigdy w życiu nie pomyślało o sobie w taki sposób. W niektórych oczach było widać zdziwienie -”Co? Ja? Niemożliwe!”. Animatorzy zaznaczyli, jak ważna jest świadomość własnej wartości i wiary w siebie, które mogą uchronić przed negatywnym wpływem otoczenia, przed poniżeniem i opiniami innych, które czasem tak bardzo mogą zranić.

Przyszedł też czas na tematy dla młodych ludzi bardzo ważne – dojrzewanie, relacje, współżycie, odpowiedzialność, wartość ludzkiego życia. W domach takie rozmowy to rzadkość, a to co przekazują sobie rówieśnicy, albo czego dowiadują się od starszych to często stek bzdur. Pojawiła się masa pytań. W grupach dziewczęta i chłopcy mogli swobodnie porozmawiać, usłyszeć rzeczy o których wcześniej nikt nie chciał z nimi rozmawiać. Niechciane ciąże, sponsporing, prostytucja, rozwiązłość seksualna. Choroby są dużym problemem, a brak kształtowanie świadomości młodych ludzi w odpowiedni sposób, brak rozmów na te tematy tylko je pogłębia. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że jeśli choć jedna osoba spośród tych, które słuchały co mówimy coś zrozumiała i ustrzeże ją to przed błędami, których konsekwencję będą się ciągnąć przez całe życie, to dla tej jednej osoby warto było przemierzyć pół świata.

Ela

Facebook