Szybkie pytanie – szybka odpowiedź: ZAMBIA!

Marek Wołkowski jest pracownikiem SWM. Niecały miesiąc temu wrócił z Afryki, gdzie zrealizował projekt budowlany na jednej z salezjańskich placówek. Był to jego czwarty wyjazd i tym razem trafił do miejscowości Kazembe w północno-wschodniej Zambii.

Dobrze cię widzieć znów w Polsce. Jak się czujesz? Zdążyłeś się już na nowo oswoić z polskim klimatem i wrócić do codzienności?

Na szczęście u mnie wszystko dobrze. Obawiałem się, że tym razem zachoruję na malarię, bo do tej pory mnie to omijało. Trafiłem akurat na porę deszczową, więc ryzyko było duże. Z założenia nie biorę leków prewencyjnych, tylko staram się zapobiec chorobie. Jednak kilka dni przed wylotem pogryzły mnie komary. Modliłem się do św. Szarbela i miałem przy sobie jego obrazek. To właśnie jemu, przed wyjazdem, powierzyłem swoje zdrowie. Wróciłem już kilka tygodni temu i nadal jestem zdrowy więc chyba podziałało (śmiech). Nie mogę sobie pozwolić na chorobę czy odpoczynek. Tutaj na miejscu też jest dużo do zrobienia, ale się cieszę, że projekt w Kazembe został w całości zrealizowany.

2016_Wolkowski_Marek_Kazembe_Zambia01

Czego dotyczył ten projekt i na czym polegało twoje zadanie?

Sam projekt dotyczył remontu holu młodzieżowego, jednak w trakcie okazało się, że jestem w stanie ten hol znacznie powiększyć. Udało się dobudować biura, magazyn i jeszcze chodnik prowadzący z holu do kościoła. W porównaniu do poprzednich projektów, mieliśmy mało czasu, bo zaledwie trzy miesiące. W Afryce wszystko dłużej trwa. Musiałem dojechać na miejsce, zobaczyć co trzeba zrobić, wszystko wymierzyć, przeliczyć. Potem trzeba było pojechać do stolicy po materiały, niektóre zamówić i czekać aż je sprowadzą. Na samą budowę nie zostało już wiele czasu. Ja miałem nadzorować wszystkie prace, to duża odpowiedzialność, ale na szczęście zdążyliśmy ze wszystkim.

A kto pomagał ci przy budowie?

Zazwyczaj sam dobieram pracowników i są to mężczyźni z lokalnej społeczności. Jednak tym razem było inaczej. Ze względu na to, że akurat był okres wakacji, ksiądz zaangażował w pracę przy budowie najstarszą młodzież, która przychodzi do oratorium, uczniów objętych programem adopcji na odległość. Ten hol miał służyć właśnie im.  W ten sposób młodzi uczą się odpowiedzialności i szacunku do pieniędzy. Dzięki „adopcji” mogą się uczyć, mają wszystkie potrzebne przybory i ubrania. Ksiądz bardzo pilnuje, aby wywiązywali się ze swoich obowiązków. Jednak była to ciężka współpraca, gdyż nie byli to wykwalifikowani pracownicy. Dużo czasu poświęciliśmy na naukę, na przygotowanie i później doszlifowanie umiejętności. Oni mieli też swoje obowiązki w oratorium, więc ta praca nie była regularna. Problem pojawił się kiedy skończyły się wakacje i uczniowie musieli wrócić do szkoły, a ja zostałem bez pracowników. To było spore zawirowanie, ale widać takie było założenie Boże, żeby ten projekt doprowadzić do końca i to się udało.

2016_Wolkowski_Marek_Kazembe_Zambia11

Skąd były pieniądze na te działania?

Oczywiście od darczyńców. Dlatego tak ważne jest wspieranie misji tu na miejscu, w Polsce. Bez tego nic nie udało by się zdziałać w Afryce. Sama wiesz jak ciężko zdobywa się każdy grosz i z jak małych części składa się cała suma potrzebna do realizacji projektu. Te pieniądze nie biorą się znikąd i nie przychodzą łatwo. Tego też starają się nauczyć księża i siostry tą młodzież, która jest objęta adopcją. Mają swoje obowiązki, pracę, szkołę i muszą się z nich wywiązywać. To zaprocentuje w przyszłości.

To był twój czwarty pobyt w Afryce. Myślisz o tym, żeby jeszcze tam pojechać?

Dla mnie ten ostatni projekt był osobistym pożegnaniem z Afryką. Nie spodziewałem się, że wyjadę do Kazembe. Nagłe pytanie, nagła odpowiedź i krótki czas na przygotowanie. Ale nigdy nie wiesz co Bóg dla ciebie przygotował…

Rozmawiała Arleta Pabian

Facebook