Sudan Południowy: Wyzwania na ścieżce misyjnej

Końcowe, a nowe wyzwania na ścieżce misyjnej…
… w rytmie muzyki srebrnych kropli deszczu.

Pomarańczowy piasek w klepsydrze przesypuje się nieubłaganie. Praca w
Szkole St. Joseph jest nadal wymagająca, ale znajduję w tym coraz
więcej satysfakcji. To chyba znak, że wyczułam rytm funkcjonowania
tego miejsca i umiałam się do niego dostroić (minęło już wszak 10
miesięcy).

Kilka dni temu mówiłam pierwszy raz historyjkę dla dzieci na porannym
apelu (1000 par oczu wpatrzonych we mnie). Dyrektorka nie przyszła na
czas i musiałam przejąć inicjatywę. Już miałam takie doświadczenie, że
jedna siostra nie pojawiała się rano, a ja byłam tym zaskoczona i
miałam pustkę  w głowie. Skończyliśmy szybciej apel, ale od tego
momentu wiedziałam, że jeśli się powtórzy ta sytuacja, nie mogę
dopuścić, by tym razem nie zareagować prawidłowo. Choć kolana mi się
trzęsły, a głos w kilku momentach się załamał to podołałam i
dopasowałam się spontanicznie do zaistniałych potrzeb.:P Od tej pory
raz w tygodniu opowiadam bajkę dla naszych uczniów.

Zaczęłam współorganizować zajęcia dla dzieci z zerówki. W magazynie
odkryłam skrzynię z zabawkami dydaktycznymi i wykorzystuję je na
lekcjach. Nanizujemy duże, drewniane koraliki na sznurek, dopasowujemy
zwierzęta do ich kształtów na planszy, tworzymy trójwymiarowe wiże z
różnorozmiarowych kubeczków. Maluchy mogą dzięki temu rozwijać
zdolności motoryczne. Prowadzę też gry w terenie- zabawy z piłką,
rozmaite ćwiczenia ruchowe. Dzieci są chętne do poznawania nowych
zabaw, uczą się szybko, a ich uśmiechy są szczere. Oczywiście bywa, że
zachodzą za skórę, w końcu jest ich- bagatela- 68.

Ostatnio miałam mały kryzys, jako organizator koła plastycznego. Po
jednych z zajęć zaginęły dwa zestawy nowych, ładnych kredek. Mimo
wszystko dziękuję Duchowi Świętemu za natychmiastowy refleks. Od razu
po zorientowaniu się, że przyborom plastycznym urosły nogi, zwołałam
zebranie i wyjaśniłam, że może ktoś przez przypadek wziął kredki, ale
bez nich nie możemy się spotykać na Art Club. Chciałabym dać każdemu
całe opakowanie, ale nie mam ich wystarczająco, dlatego się dzielimy
na zajęciach. Ważne jest by to szanować i być uczciwym. Zakończyłam,
że każdy popełnia błędy, ale to czyni nas prawdziwymi chrześcijanami,
że umiemy się do nich przyznać i je naprawić.

Problem zaginionych kredek został rozwiązany, gdyż następnego poranka
zwrócono dwa opakowania!

(…)w końcu po wieloletnim posłuszeństwie dostąpicie doskonałej
wolności, to znaczy, wyzwolicie się od siebie i unikniecie losu ludzi,
którzy przeżyli całe swe życie, a siebie nie znaleźli.” Bracia
Karamazow

To zdanie zapadło mi głęboko w sercu. Oczywiście pokazuje ideał, do
którego mi daleko, ale przeżyłam prawie rok bez telefonu, telewizora,
ogólnie dostępnej elektryczności, wykonując wszystko, o co zostałam
poproszona. Choć w jakimś sensie było to niewygodne, jednak stało się
przyczyną oczyszczenia. Zwróciłam uwagę na drobne szczegóły dnia
codziennego, które w pośpiechu i natłoku przeróżnych bodźców, giną
niezauważone.

Na zakończenie napiszę, że deszcz zaszczycił nas swoją zbawienną
obecnością. DESZCZ pluszcze „jednaki, miarowy, niezmienny” i ponownie
ubiera ziemię w zielone, soczyste barwy.

Facebook