Kokardy się już rozwiązały

To były intensywne dni. Sprzątanie, gotowanie, pieczenie, strojenie sal, kupowanie sukienek, ale w końcu wszystko zostało przygotowane. Aż nadeszła ta wyjątkowa niedziela. Dziewczyny wstały o świcie, aby zdążyć wszystkich uczesać, siostra prasowała ostatnie stroje i donosiła dodatki, wszyscy dopinaliśmy szczegóły na ostatni guzik. A to wszystko aby jak co tydzień wraz ze wszystkimi iść na msze. I to właśnie wtedy się stało.

Fabricio, Ester, Brenda, Berna, Marysia, Rosaura, Danitza, Carla – ósemka nowych świętych na ziemni. To nasze dzieci, które w tą niedzielę przyjęły chrzest święty.  To był najbardziej wyjatkowy dzień w naszym domu. Nie ma u nas w domu maluszków a owa ósemka to dzieci w wieku od 6 do 15 lat. Dlatego właśnie radość była jeszcze większa, że już nie muszą ani dnia dłużej czekać na Ducha Świętego.  Ja wraz z Sylvią byłyśmy także Madrinami (matkami chrzestnymi) naszych dzieci, a wraz z nami różni ludzie którzy znają nasze dzieci ze szkoły lub miasta. Żadnemu z nich nie towarzyszył nikt z rodziny. Tutaj zawsze jest tylko jeden chrzestny, chyba że jest to małżeństwo. I tak podczas tej mszy świętej było chrzczonych kilkanaście dzieci i tylko dwójka z nich była przyniesiona na rękach rodziców. Tak tutaj jest najczęściej, że chrzczone są już starsze dzieci. Tak samo było i w uprzednią niedzielę, kiedy to podczas mszy świętej odbył się chrzest ok. 50 dzieci, z których większość za miesiąc ma przyjąć pierwszą komunię. Kiedy w tym wyjątkowym momencie w ich życiu stałam przy mojej chrześnicy, piętnastoletniej Danitzy, byłam tylko ja przy niej, brakowało rodziców, którzy mieszkają w tym samym mieście, zrozumiałam, że ja też przecież za jakiś czas zniknę z jej życia ale od teraz Bóg już jej nigdy nie opuści i On zawsze będzie przy niej, nawet gdyby wszyscy odeszli.

Kiedy wróciliśmy z kościoła, odbył się uroczysty obiad, a później tańczyliśmy i bawiliśmy się aż do wieczora. Wszystkie dziewczynki w białych sukienkach jak księżniczki poruszały się po domu. To pierwszy raz kiedy nie było kolacji tylko zabawa i jakieś smakołyki co jakiś czas.

Chociaż świąt jest u nas dużo to takie jak to w tym roku się już nie powtórzy. Teraz tylko zbliża się czas pierwszych komunio i bierzmowania, jak to zawsze na wiosnę bywa.

Chciałabym napisać, że teraz wszystkie nasze dzieci są ochrzczone, ale niestety są takie o których nie wiemy czy przyjęły chrzest, a siostry próbują odszukać te informacje.

Po mino wielu świąt jakie tutaj mamy to zdecydowanie, było najpiękniejsze i najważniejsze, ze względu na dary jakie w swej hojności rozdał dzisiaj Bóg. I tak wieczorem po wszystkich emocjach i wrażeniach w zmęczeniu wszyscy poszli spać, bo już nawet się rozwiązały kokardy przy białych sukienkach, już po święcie nie ma śladu, ale Duch Święty zostaje na zawsze w nas i to mamy zagwarantowane.

Ewelina Węgrzyn
Tupiza, Boliwia

Facebook