Mija dzień za dniem

A teraz słów kilka jak mijają nasze dni. Rano jedna z nas może iść na godzinę siódmą na mszę św., tylko jedna, bo w tym czasie trzeba dopilnować aby wszystkie dzieci wyszły punktualnie do szkoły, a wychodzą na cztery tury, każda o innej godzinie. Trzeba dopilnować aby każde było pięknie wyszykowane w swoim mundurku i rozdać drobne słodycze na drugie śniadanie.

Najmłodsze nie dostają go zanim nie pokażą, że mają ze sobą na pewno ołówek, czerwony ołówek, gumkę i strugaczkę. Kiedy po godzinie dziewiątej najmłodszy Fabricio zostanie odprowadzony do przedszkola dom nagle staje się cichy i spokojny. Wtedy mamy lekcje hiszpańskiego, możemy przygotować zajęcia dodatkowe dla dzieci i wykonać swoje obowiązki. I tak do południa kiedy to powoli dom znowu zaczyna tętnić życiem, bo dzieci zaczynają wracać ze szkoły. Po wspólnym obiedzie o godzinie pierwszej zaczynamy się zbierać w sali aby odrabiać zadania domowe z dziećmi. I następuje poganianie, zaganianie do zadań, przepytywanie tabliczki mnożenia albo historii Boliwii, pomaganie w rozwiązywaniu zadań z fizyki których treści się nie rozumie i tym podobne. Kto już zrobi wszystkie zwoje zadania może pójść pograć, dostać piłkę i się pobawić. Wszyscy chodzą się znowu razem gdy tylko siostra zawoła, że rozdaje podwieczorek. I tak zadania lub zabawa do kolacji o godzinie osiemnastej. A później? Później następuje dokańczanie zadania domowego, zaganianie do spania najmłodszych, rozmowy, wygłupy, czasem wspólne tańce, a generalnie każdy wieczór przynosi coś innego. Zawsze na koniec dnia trzeba odwiedzić wszystkie dzieci ucałować na dobranoc i przytulić, a ze starszymi chwile porozmawiać.

I tak wygląda zarys każdego dnia. Ale to tylko zarys z pominięciem wszystkich odstępstw od normy. Z pominięciem wyjść dzieci na defilady, przygotowywaniem różnych tańców na różne okazje, zajęć dodatkowych jakie prowadzimy, wyjść do teatru jakie ostatnio było, przygotowań pokazu na święto w domu starców, przyjść nauczyciela w-f który prowadzi siatkówkę ze starszymi dziewczynami i …. I wiele tutaj można by wymieniać. Codziennie coś nowego się pojawia. I choć na pierwszy rzut oka każdy dzień może wydawać się taki sam to co dziennie nas coś zaskakuje.

Wczoraj miałyśmy pojechać do La Paz po wizy. Więc dlaczego nie pojechałyśmy? Ponieważ na drogach była blokada z niewiadomych przyczyn nie wiadomo jak długo trwająca, dlatego żaden autobus z miasta nie odjeżdżał. Pociąg odjeżdża co drugi dzień i akurat nie wczoraj, dlatego nie mogłyśmy nigdzie jechać.

A co przyniesie jutro? Zobaczymy!

Ewelina Węgrzyn

Tupiza, Boliwia

Facebook