Umiesz liczyć? Licz na… Boże Miłosierdzie

U nas kazdy zmysl jest na misjach. Widzimy, czujemy, dotykamy tego, co jeszcze niedawno bylo bardzo odlegle i co stanowilo jedynie obraz naszej wyobrazni. Ta z kolei wznosila sie czasem na wyzyny i potrafila jeszcze domalowac oczekiwania, ktore teraz i tak zanosimy pod Oltarz i dostajemy sto razy wiecej niz chcialysmy. Tu nie marnujemy czasu – tu sie daje i otrzymuje, robimy wiele rzeczy tak samo, bo plan dnia na HC jest scisle zaplanowany, a jednak to wciaz cos nowego i dna nie widac.

Dzis obchodzimy Swieto Najswieszej Marii Panny. Cale Youth Centre gromadzi sie w pieknie przystrojonym hallu, gdzie na scenie jest Oltarz. Uroczysta Msza Sw. jest dla mnie kolejnym pieknym przezyciem, choc czasami trzeba nawolywac o spokoj, bo hall kipi dzieciecym entuzjazmem. Tym razem mam okazje spiewac w chorze. Poznaje piesni w jezyku Yoruba i zakochuje sie w nich od pierwszych nut. Celebracja Mszy jest radosna, podrygujemy i kolyszemy sie do melodii. Slychac konga, flut i inne typowo afrykanskie instrumenty. Tutaj naprawde kazdy dzwiek, nawet klasniecia w dlonie sa narzedziem wychwalania. Na ofiarowanie przy dzwiekach pianina spiewam solo ‘Amazing grace’ – zamykam oczy, czuje ze kazdy dzwiek plynie do Gory.
Na murach Youth Centre, kiedy po zmroku przechadzam sie oswietlonymi korytarzami, widze kartki z cytatami filozofow. Ktoregos razu w biegu czytam jeden z nich. Zatrzymuje sie na chwile i usmiecham sie od ucha do ucha. ‘Without music, life would be a miskatke’ / F. Nietzche/

Tutaj zapominajac o sobie – odnajduje siebie i jestem bardzo szczesliwa. Bywaja tez chwile, kiedy jest ciezko, bo krzyz misyjny czasem przybiera na wadze, ale to wlasnie mnie upewnia w przekonaniu, ze dzieje sie wiele dobrego. W takich chwilach, pewnego wieczoru na nieszporach dostaje Slowo – ‘stand up and do not be afraid’. Tak wiec przychodzi pokrzepienie. Nie przyzwyczajam sie do moich rol, zeby mi nie spowszednialy. A role sa rozne. Jestem time-keeperem, czyli pilnuje czasu na Holiday Campie (dzwonek zawsze zwiastuje przerwe), czasem musze byc nauczycielka, czasem niania, trenerem, a czasami pielegniarka i opatrzyc dziecko, ktore zrobilo sobie krzywde. Kazda z tych rol jest bardzo wazna. Po lunchu zawsze organizujemy gry i zabawy, zeby nasi podopieczni mogli sie ‘wyszalec’. Widziec ich usmiechy – rzecz bezcenna.

Mialysmy ostatnio tez okazje odwiedzic prawdziwa afrykanska wisoke. Za gaszczem traw, palm i bujnej roslinnosci, wyboista piaszczysta droga pelna zakretow prowadzi nas do malego kosciolka. Razem z tutejszym kaplanem odwiedzamy chorych, aby zaniesc im nadzieje i pomodlic sie o ich zdrowie. Ludzie wpatruja sie w nas ze zdzwieniem. Jedni chowaja sie w swoich glinianych chatkach, jakby w obawie przed nami, inni z kolei wychodza nam naprzeciw, sciskajac dlonie i wolajac ‘oibo’ co w jezyku Yoruba znaczy ‘bialy’. Dzieci biegaja wkolo, a obok domow czesto widzimy male kozy i kury. Niektorzy pytaja jak nam sie podoba ich kraj i jak sie tu czujemy.
Zauwazam,ze tu, w Nigerii ludzie sa prawdziwymi patriotami, nikt nie wstydzi sie swojego pochodzenia. Nawet na HC dzieci na rozpoczecie zajec zawsze spiewaja hymn narodowy z reka na piersiach.
Czesto mowi sie tutaj tez o Bozym Milosierdziu. Kiedy w Polsce ludzie licza grosz do grosza, w Afryce licza…. na Boze Milosierdzie. Czuc je w swiadectwach Salezjanow, kiedy co dzien ktos szepcze nam tzw ‘slowko na dobranoc’. A i my sami musimy tutaj byc milosierni. Jedno z takich ‘slowek’, ktore powiedzial ks Emmanuel brzmialo –‘musimy pamietac, bo inaczej stracimy wiare’, wiec kazdego ranka przypominam sobie, ze powod dla ktorego tutaj jestem jest owiniety wokol mojej szyi. Krzyz misyjny, a na nim Chrystus.

Kamila

P.S. od Ani: Czego uczy mnie praca w naszym wakacyjnym przedszkolu? Patrzenia na zupelnie inny od nam znanego systemu wychowawczego i edukacyjnego bez oceniania go z naszej europejskiej perspektywy. Bo juz w tych malych wzrostem ludzi jest wielkie, choc czasem porywcze serxce pelne dumy, bedacej narodowa cecha Nigeryjczykow.

P.S. od Asi: Mimo, ze od mojego i Kamili przyjazdu minelo juz prawie 3 tygodnie, mialysmy niedawno okazje zostac przywitane po raz kolejny. Pod koniec Mszy Sw. U s. Dominikanek, gdzie pojawilysmy sie po raz pierwszy, poproszono o powstanie nowych osob przybylych do parafii. Po przedstawieniu sie, spotkalysmy sie z bardzo mila niespodzianka! Wszyscy zaczeli nas witac, podchodzac i sciskajac nasze dlonie, usmiechajac sie przy tym serdecznie i mowiac ‘welcome’!

P.S. od Agnieszki: Po 2 tygodniach od rozpoczecia Holiday Camp, jeszcze wyrazniej widac sens slow, ze jeden sieje, a drugi zbierac bedzie.

Facebook