Safari pod nigeryjską flagą

Co prawda w Nigerii, oprocz angielskiego, glownymi jezykami jest Yoruba na zachodzie kraju, Igbo we wschodniej czesci a Hausa na polnocy, to po lekturze pewnej ksiazki w powietrzu zapachnialo jezykiem Swahili, w którym SAFARI znaczy PODRÓZ.

Nie pozniej niz o 8:30 wybrzmialo po raz pierwszy haslo tegorocznego Holiday Camp: Rejoice in the Lord always! – Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam, radujcie się! (Flp 4, 4). Od tego momentu rozpoczelismy nasza wspolna, sierpniowa podroz z grupa trzystu dzieci i piecdziesieciu animatorow. Pozdroz, w czasie ktorej kazdego dnia udajemy sie na modlitwe, dumni Nigeryjczycy spiewaja swoj hymn narodowy, prowadzimy lekcje, zajecia z tzw. talent development, animujemy czas wolny i wspieramy nasze druzyny w czasie popoludniowych gier i konkurencji. Kazdy z polskich wolontariuszy ma swoje obowiazki w czasie Holiday Camp. Asia i Ania prowadza najmlodsza grupe uczestnikow, poszukujac kazdego nowych metod pracy z dziecmi, wyszukujac zabawy. Kamila prowadzi zajecia muzyczne uczac nowych piosenek, pokazujac jak wlasciwie trzymac gitare czy uczac nowego stylu gry na bebnach, a razem zajmujemy sie grupa dzieci, ktore tworza gry planszowe – memory, warcaby, puzzle. Od rana nie brakuje takze i mi nie brakuje zajec w postaci matematyki dla czwartej klasy szkoly podstawowej czy spotkan formacyjnych dla mlodszych uczestnikow obozu. Towarzysze naszej podrozy to Nigeryjczycy od pierwszej klasy szkoly podstawowej, az do szkoly sredniej. Kazdy z obowiazkow jest wyzwaniem, ktoremu stawiamy czola. Nie brakuje momentow motywacyjnych, kiedy widac, ze dziecko nauczylo sie dodawac i odejmowac, mnozyc czy dzielic, myslec logicznie a nie schematycznie przy rozwiazywaniu zadan z trescia. Okazuje sie jednak, ze jesli chodzi o prezentowanie bogactwa swojej kultury, to mamy tutaj kilkuset mistrzow tego fachu. Dlaczego? Otoz piatkowego popoludnia zostal ogloszony Cultural Day w czasie ktorego kazda z grup prezentowala swoje mniejsze dramy i dramaty, tance, spiewy, a to wszystko ubrane w slowa, stroje i muzyke Igbo czy Yoruba. ten dzien nie mial sobie rownych.

Zdarza sie i tak, ze wiatr wieje dokladnie w przeciwna strone, wiatr w postaci szoku kulturowego, innych metod nauczania, wciaz niezrozumialych motywacji animatorow, dla ktorych pojawili sie na Holiday Camp.  To wszystko jednak tworzy rzeczywistosc o zielono – bialo – zielonych barwach.

Zielony, zloty, niebieski i czerwony to barwy czterech grup, do ktorych zostali przydzieleni uczestnicy obozu, by popoludniami brac udzial w grach zespolowych. W kazdej z grup jest pilny uczen, pracowita uczennica, dziecko nie znajace angielskiego czy lobuz, ktorego mozna zainteresowac ukladami choreograficznymi i cierpliowoscia do jego energii. Pierwszego dnia, po sprawdzeniu listy okazalo sie, ze szarfa, ktora zalozylam ma kolor niebieski, a patron, ktory bedzie nas prowadzil przez nastepne cztery tygodnie to nikt inny jak Michal Magone. Czy to przypadek? Michal Magone w wieku trzynastu lat poznal ksiedza Bosko na jednej ze stacji kolejowych. Wtedy byl przywodca swojej grupy, sam nazywal sie nierobem z zawodu, ale to nie przeszkodzilo, by kilka dni po tym spotkaniu trafic na Valdocco, gdzie stal sie oddanym wychowankiem. Magone to zwyczajny chlopak, ktory jak na swoj wiek byl lobuzem, nie brakowalo mu energii do zabawy czy psot, ale ostatecznie zwyciezyl walke o dobro i swietosc. To nie przypadek, ze nasza grupa to wlasnie MAGONE. Idac za przykladem Michala z Carmagnola nie brakuje nam energii do zabawy, czasem tez psot czy glosnych okrzykow. Wciaz jednak jest nadzieja, ze w walce o radosc i owocny czas, zwyciestwo bedzie nalezalo do nas, bo przeciez potrzeba swietych ktorzy nosza jeansy i tenisowki, lubia muzykę, taniec i sport.

Podroz w nigeryjskich barwach dopiero sie rozpoczela i potrwa do konca sierpnia. Z pewnoscia, jak kazda inna, przyniesie nam wiele doswiadczen, czasem zmeczenia, ale z takimi przewodnikami jak Magone, Savio, Goretii czy Vicunia z pewnoscia dotrzemy cali i zdrowi do celu, po przebyciu naszego nigeryjskiego safari.

Agnieszka

PS od Ani: Pierwszy tydzien obozu wakacyjnego to takze tydzien nowych doswiadczen. Praca z dziecmi w przedszkolu, wspolna zabawa,taniec, spiew, odrobina rywalizacji druzyn obozowych. Nade wszystko jednak doswiadczanie pracy z miejscowymi animatorami i szok kulturowy przy zderzeniu naszych nieco odmiennych sposobow patrzenia na swiat, na rozne – wyniakjace z naszych kultur rozwiazania i pomysly oraz proby wzajemnego zrozumienia w tym wszystkim.

PS od Asi: Kazdy tu spedzony dzien jest dla mnie lekcja. Uczy mnie cierpliwosci, uczy jak byc dobrym wychowawca, jak dzielic sie miloscia. Uczy doceniac zycie i cieszyc sie nim, dajac calego siebie innym.

PS od Kamili: Jest ranek, kiedy dojezdzamy z Bose i Alpheusem na wielkie targowisko zwane marketem. Nie przemkniesz tu niezauwazony. Mnogosc kolorow i wzorow przerasta wyobraznie. Miejscowi pytaja o imiona, czasami pytaja czy zabierzemy ich ze soba do Europy… Z dala od zgielku, kurzu, smogu i niekonczacego sie szeregu blaszanych, rakotworczych i eternitowych dachow, mamy swoje zacisze. Przy malym potoku niedaleko nas, zwanym plaza Petera, zawsze mozna troche odpoczac.

Facebook