Wzieliśmy się do pracy…

Pierwsze dni w Ziemi Świętej są niesamowite, tak samo jak niesamowity jest Dom Pokoju w którym mieszkamy. Nie chcę nikogo wodzić na pokuszenie:D, ale spróbujcie sobie wyobrazić cieplutkie wieczory na dachu, gdzie łagodny suchy wiatr muska waszą skórę, a wy podziwiając niesamowitą panoramą Jerozolimy modlicie się. My tak mamy codziennie;P W dzień nie jest wcale gorzej, gdyż Jerozolima w promykach słońca wyglada równie wspaniale. Kiedy odwiedzlisliśmy święte miejsca znajdujace się w zasięgu naszego wzroku, zapragneliśmy pójść dalej. Poniedziałek spędziliśmy bawiąc się w turystów. Odwiedziliśmy Muzeum Holocaustu YadVashem (ku mojemu miłemu zaskoczeniu przy wejściu obsłużyła nas pani, której rodzice pochodzą z mojej okolicy). Muzeum jest zbudowane z wielkim rozmachem, watre odwiedzin, zwłaszcza, że wejście jest darmowe. Popołudnie spędziliśmy w Ain Karem, miejscu narodzin św. Jana i nawiedzenia św. Elżbiety, a franciszkanin, brat Tomasz wyjeśnił nam zawiłą historię franciszkanów w Ziemi Świętej. Mało brakowało a spóźnili byśmy się na kolacje, co nie dawało mi spokoju:) Na szczęście kolacja była. Wtorek od rana wydawał się inny, co prawda jak co rano pobudkę zafundowali nam muazini nawołujący do modlitwy, ale z powodu zbliżających się muzułumańskich świąt, palestyńska część miasta opustoszała. Ta cisza zwiastowała zmiany, duze zmiany. Dziś rozpoczęliśmy tak naprawdę to, po co tu przyjechaliśmy. Zaczęliśmy pracę. Dziewczęta zajęły się lekkimi pracami ręcznymi, mężczyźni (tzn. Ja i ksiądz) zaś spedzili przedpołudnie pracując ciężko na danchu, przy izolacji rur:D Kiedy dziewczęta (oprócz Asi) dalej oklejały książki, ja z Asią poświęcając dwie godziny i ryzykując spóźnienie się na kolację, wybrałem się na starówkę jerozolimską aby wędrując pięknymi acz mrocznymi i niebezpiecznymi (miejscami) uliczkami znaleźć kantor;] Misja oczywiście zakonczyła się sukcesem:D O modlitwie pamiętamy dalej.

Hubert

Facebook