Pracy coraz więcej

Dzialania nasze postepuja w miare zgodnie z przewidywaniami. Z dnia na dzien przychodza kolejne nowe osoby. Jedenascie tysiecy kilometrow zrobilo swoje i mimo maili i telefonow wyniknely pewne zklocenia w komunikacji. Mam na mysli pewne niporozumienie dotyczace warunkow pracy. Rzecz w tym, ze my wyobrazalismy sobie, ze nasz gabinet ma powstac w istniejaciej juz i prosperujacej przychodni. Tak jenak nie jest. Miejsce gdzie otwarlismy gabinet to teren parafii, gdzie jak do tej pory dziala tylko malutki punkt leczenia homeopatía. Zmylila nas nazwa “centrum pastoral” czyli “centrum parafialne”. Tutaj bowiem odbywaja sie takze szkolenia prozdrowotne i jest realizowany projekt edukacyny dla kobiet w ciazy. Niestety nie jest to “centrum zdrowia” jak sadzilismy.  Wszystko robimy wiec od podstaw. Nawet dokumentacje medyczna zakladamy od poczatku. Pacjentow informujemy o powstaniu gabinetu fizjoterapeutycznego rozdajac ulotki, ktore sami robimy i poprzez ogloszenia wieszane na tablicach informacyjnych w 12 kaplicach nalezaczych do parafii. W kazdej z nich o naszym przyjezdzie i pracy inforumeje ksiadz w ogloszeniach parafialnych “z ambony”. Mamy juz osoby na terapii indywidualnej, chodzimy na wizyty domowe (gdy ludzie nie moga do nas przyjsc bo sa zbyt chorzy) i powstala juz pierwsza grupa cwiczen ogolnousprawniajacych-jest to grupa “staruszkow” spotykajaca sie przy parafii raz w tygodniu w celach towarzyskich, chcaca jednak “zrobic cos wiecej” w tym czasie. Mamy juz informacje o innej takiej grupie, chetnej do rozpoczecia cwiczen z nami-zamierzamy oczywiscie tam pojechac. Ilosc osob ktora nas odwiedza w gabinecie jest tez mocno uzalezniona od pogody. Wczoraj np. caly dzien padal deszcz i drogi zmienily sie w kilkucentymetrowe bloto. W taka pogode ludzie nie wychodza ze swoich domkow. Dzis mimo slonca stan drog wiele sie nie zmienil. Wilgotnosc jest tu spora i zanim drogi wyschna to minie kilka dni.

Niedlugo ruszamy z wykladami do ktorych caly czss sie przygotowujemy i robimy prezentacje. Sami robimy rowniez sprzety z dostepnych materialow i to nam zajmuje sporo czasu. W zasadzie nie mamy za wiele chwil by nic nie robic. Nasze dni sa mocno urozmaicone, w zajecia stacjonarne, grupowe, wizyty domowe, przygotowania materialow, zakupy, obowiazki wobec wspolnoty. A jesli naewt z godzine dziennie mamy na nic nie robienie to przy tym klimacie i zmeczeniu – po prostu spimy.

Od przyszlego miesiaca (wg. projektu) mamy miec zajecia z dziecmi z przedszkola. Dopiero tu na miejscu dowiedzielismy sie ze przedszkole to jest na terenie wiezienia i sa to dzieci wiezniow . Nasza siostra ma z nimi regularne zajecia i bedzie sie starac abysmy i my mogli wejsc na teren wiezienia i tam prowadzic zaplanowane zadania. Nie powinno byc z tym problemu, bo wolontariuszki ktore pracowaly tam z dziecmi mialy przepustki, jednak tu szybko zmieniaja sie “okolicznosci polityczne” i nawet siostra musi co jakis czss na nowo starac sie o nowe pozwolenia i zezwolenia na wejscie do wiezienia. Mamy nadzieje ze uda sie nam zrealizowac ten punkt programu.

Juz nie mozemy sie doczekac kolejnych sprzetow ktore jada – leca do nas z Polski. Wczoraj postawilismy UGUL, teraz jeszcze czekamy na uszycie podwieszek do cwiczen. Mamy juz tez drabinke przymocowana do sciany wiec mozemy juz prowadzic kolejne cwiczenia i zajecia.

Wczoraj wieczorem pozegnalismy dwie wolontariuszki z Austrii – Marlene i z Niemiec  – Sztefi (Niestety nie wiem jak sie ich imiona poprawnie pisze). Dziewczyny po blisko rocznym pobycie tutaj zasluzyly sobie na urop i na ostatnie 3 tygodnie pobytu w Boliwi wyruszyly w podroz – juz typowo turystyczna po ciekawych miejscach w tym kraju. Nasz wspolnota liczy wiec obecnie 3 osoby – my i nasza siostra Maxi. Niedlugo sie to jednak zmieni bo wiemy juz ze za kilka dni przyjada do nas kolejne wolontariuszki z Niemiec, ktore przejma obowiazki i zadania ktore dotychczas wykonywaly Marlene i Sztefi.

Dzis rano przyjechala do nas siostra przelozona z Cochabamy. Siostra Maxi wraz z nia zalatwia dzis sprawy sluzbowe w miescie a my mamy chwile by przygotowac dla wac kolejne informacje. Przed poludnie wykozystujemy rowniez na pranie, sprzatanie i gotowanie objadu.

W tych warunkach (bloto, kurz, deszcz i silny wiatr) nasze odzienie brudzi sie nawet po pol nia uzywania, a brak pralki i pranie reczne zajmuje nam rowniez sporo czasu. Siostra przelozona odwiedzila rowniez nasza przychodnie gdzie z duzym zapalem “testowala” wiekszosc z dostepnych juz przyzadow do cwiczen.

Po poludniu czekaja nas wizyty domowe. Tym razem prawdopodobie Ilonka bedzie musiala wyruszyc na nie samodzielnie bo wczorajsze deszcze zamienily drogi w blotne szlaki I mimo terenowych kol poruszanie sie w takim terenie moze byc niemozliwe.

Na koniec tego co ja pisze wlejam jeszcze kilka zdjec z ostatnich dni. Wiekszosc z nich robimy za pomoca telefonu komorkowego bo jest on znacznie mniejszy od naszego aparatu. Mieszkajac w tej dzielnicy Santa Cruz musimy zwracac uwage na to gdzie wyciagamy z kieszeni nawet telefon, a co dopier mowic o duzym prawie profesionalnym aparacie. Wszyscy z poznanych tu ludzi zwracaja nam na to czesto uwage. Tu pod tym wzgledem nie jest bezpiecznie by w miejscach publicznych “chwalic” sie posiadanym sprzetem elektronicznym. Za kazdym wiec razem gdy planujemy gdzies wyjsc  wypytujemy znajomych czy mozna tam robic zdjecia czy raczej nie.

 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Facebook