Alicia

Ma 5 lat jest zawsze skryta, nic nie mówiąca, wszystko malowała na czarno, ale odkąd chodzi na oratorium coś zaczęło się dziać, zaczęła ładnie kolorować rysowanki, od czasu do czasu się uśmiecha, a nawet zaczęła uczestniczyć aktywniej w zabawach i tańcach. Niestety oratorium nie naprawia rodzin…

Wczoraj mieliśmy dzień odwiedzin. Poszliśmy do 23 letniej Juli, która przychodziła na oratorium i klub mamy. 3 tygodnie temu urodziła i podzieliła los setek tysięcy matek w Peru. Zaufała, wpadła ma dziecko i nie ma męża, uczy się. Pomaga jej mama, którą również została sama z trójką dzieci. Jakoś żyją. Mają kawałek terenu, coś co przypomina polską piwnicę, trochę świń i zwierząt oczywiście brak bieżącej wody. Cały dzień karmią zwierzęta oraz swój umysł dziesiątkami seriali, które wszyscy znamy. Tylko, że większość z nich myśli, że tak wygląda prawdziwe życie.

…Kiedy wracaliśmy od Juli, Alicia(na zdjęciu po lewej) siedział przy rurze z wodą z wypapraną lalką pod pachą. Płakała i nic nie mówiła. Była już w takim stanie nie raz, ale nie chcieliśmy się mieszać. Tym razem Edytka nie wytrzymała i zatrzymała się, podeszła do niej i zaczęła pytać co się stało, ale nic nie mówiła była jak zahipnotyzowana. Ja poszedłem do slumsów w których mieszka Alicia poszukać kogoś kto się nią opiekuje. Gdyż dotychczas nie udało nam się rozgryźć czy ma rodziców czy nie. Znalazłem starszą kobietę, która mówiła po hiszpańsku jeszcze mniej niż ja i mieszała go z językiem Quechua, którego nie rozumię wcale. Kobitka była trochę wstawiona, ale jakoś się dogadaliśmy i powiedziałem jej, że bierzemy Alicie do nas do domu i żeby później ktoś za nią odpowiedzialny przyszedł ją odebrać. Kiedy przyszedłem do Edyty Alicia dalej siedziała jak siedziała. Miała na sobie tylko koszulke. Edytka wzięła ją na ręce i zabraliśmy ją do domu. W domu trochę się ożywiła, ale dalej nic nie mówiła. Okazało się, że nie jadła nic od rana, albo kto wie ile. Edytka ubrała ją. Zrobiliśmy jej jedzenie, które jadła tak jakby ktoś miał jej zaraz zabrać. Z minuty na minutę coraz bardziej się rozkręcała i potem wspólnie z Martynką bawiły się. Edytka trochę z nią porozmawiała i udało nam się doweidzieć, że mamy nie ma tutaj i jest w jakimś innym mieście. Taty też nie ma. Jest z „babcią” i „dziadkiem”. Jak zaraz przeczytacie nikt z was nie chciałby mieć takich dziadków. Dziewczynki super się bawiły. Pierwszy raz widzlieliśmy Alicie w takim wydaniu. Skakała, mówiła!, śmiała się. Byliśmy w szoku no i czekaliśmy, kiedy ktoś się pojawi. Po 3 godzinach przyszła pani, z którą rozmawiałem. Alicia momentalnie zamknęła się w sobie i mina jej zrzedła. Zawołaliśmy chłopaka z internatu, który mówi w języku Quechua i poprosiliśmy, aby wypytał się o wszystko. Co się dowiedzieliśmy…?

Alici mama wyjechał pracować do innej miejscowości z innym mężczyzną i jego dziećmi. Czemu nie wzięli Alici nie wiadomo. Nie wiadomo też kiedy wrócą. Tata Alici jest i ponoć pojawia się jak niespodzianka od czasu do czasu. Generalnie bardzo rzadko. Oni „zajmują” się Alicią. Zaczęliśmy więc pytać czemu dziecko wiecznie jest smutne i czemu nie jadło i czemy chodzi na wpół gołe. Pani powiedziała, że jest nie grzeczna i często płacze, a jak ją zbiją pasem to nic nie pomaga.  Dzisiaj chciała jej umyć włosy (nawet nie próbowaliśmy sobie wyobrażać jak to wyglądało) i uciekła. No cóż przedstawiliśmy pani krótką lekcję na temat przytulania dziecka i używania rózgi i powiedzieliśmy, żeby pozwalała Alici częściej przychodzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Alicia odchodziła ze zwieszoną głową… Miejmy nadzieję, że pozwolą jej jeszcze kiedyś przyjść…

Facebook