Akwaaba vs Mulichani

Droga Aniu,

na początku mojego listu chciałam Cię ciepło pozdrowić, co dyktuje mi temperatura, która przywitała mnie na lotnisku w Akrze. Kilka godzin spędzonych w klimatyzowanych przestrzeniach lotniska i samolotu, aż w końcu długo wyczekiwana stacja – Akra Główna. Tam już przygotwany był komitet powitalny – pamiętasz te kilka twarzy? Jedną z nich żegnałyśmy w zeszłym roku na lotnisku w Krakowie, dziś powitanie w Ghanie. Potwierdza to regułę jakże prostą – wszystko jest możliwe.

No więc zaczęło się wspomniane tutaj ostatnio odliczanie uderzeń serca na 365 dni w Afryce Zachodniej. Zaczęło się również zapamiętywanie nieznanych dotąd imion i umiejętność dopasowywania ich do odpowiedniej twarzy – czasami czuję się, jakbym grała w Memory, tylko 24 godziny na dobę (wersja extreme). Potem stawianie kolejnych kroków na nowej przestrzeni – gdzie ziemia ma kolor czerwony, a z drzew nie spadną jesienią na mnie liście. I ten powiew oceanu – wiesz? Taki jakby otworzyć jeden z tych proszków reklamowanych w TV, ale ten zapach, który czułam był świeży. No i wystartowaliśmy kolejnego dnia do Sunyani – naszej ziemi obiecanej. Kilka godzin w samochodzie, dawało możliwość obserwacji tego, co po prawej i tego, co po lewej. Czasem spojrzałam do przodu, ale tam przecież tylko droga i taksówki, które trąbiąc nieprzerwanie, nie pozwalały zapomnieć o swoim istnieniu. No i doszło do zderzenia światów moja Droga. Tak właśnie wtedy, kiedy mijała kolejna godzina podróży, a moje myśli zaczęły uciekać w drugi koniec Afryki – Zambia, gdzie witają Cię pozdrowieniem „mulichani”. Dzięki temu z zachwytem patrzyłam na linie wysokiego napięcia, które ciągnęły się wzdłuż całej trasy o długości kilkuset kilometrów. Zadziwiały mnie liczne budynki, które sięgały kilku pięter, a obok rozpoczynały się kolejne budowy – a większość Made in China. I jeszcze ciekawostka dla fanów motoryzacji Anno, kiedy patrzę na ilość i rodzaje samochodów, które z radosnym trąbieniem mijały nas na głównej drodze, wiodącej do Burkina Faso. Różne kolory, marki, ilość pasażerów i stopień umiejętności prowadzenia pojazdu. I wszędzie jest miejsce, do ich zatankowania. I teraz pokuszę się o podkreślenie mojej, znanej już w niektórych środowiskach teorii – Afryka to nie placek na mapie świata, a kilkadziesiąt krajów z odmiennością kulturową, społeczną i ekonomiczną. Dziękuję za uwagę.

Jedno jest pewne – są dwa rodzaje świata, do którego przyjechałam. Jeden opisałam powyżej, a drugi? : jeżeli bieda może fascynować, to jest właściwe do tego miejsce, gdzie na każdym rogu pytają „how are you?” i podając ręce, strzelają palcami. Raz, dwa, trzy – pstryk. Witamy w Ghanie – Akwaaba!

To ja już będę kończyć bo moje współtowarzyszki w kuchni rozbrajają ananasa, a nad moją głową latają jego resztki. Brakuje tu tylko Tygrysa, który zrobi porządek z tą kompanią. Chociaż nie spotkałam tu jeszcze znanego już wszystkim płetwonurka, to pozdrowienia przesyłam od kota Filemona i Żyraf pędzących, które ku zaskoczeniu wszystkich, żyją w Ghanie.

Agucha

p.s. „Mąż, który podróżował zna wiele rzeczy i mądrze przemawiać będzie, kto ma wielkie doświadczenie” (Syr 34, 9-10).

 

Facebook