"Senorita! Pożyczy mi pani swoje palce?"

O tym jak wyglada nasz dzien pisac trzeba by sporo. Dzis zatem pierwszy odcinek, najintensywniejsza czesc dnia, czyli odrabiamy zadania. Od nowego roku szkolnego przejelam calosciowa opieke nad sukcesami szkolnymi trzecio i czwartoklasistow, czyli w sumie mam pod soba dziewiatke bardziej lub mniej klopotliwych maluchow. PO godzinie drugiej zasiadaja oni do zadania domowego , z checia wyciagaja ksiazki i zeszyty, zeby po pieciu minutach wiekszosci pierwotny zapal ulecial i wtedy zaczyna sie zabawa :)

Oto moja gromadka:

Cristian. Osmiolatek, przez dwa pierwsze lata najlepszy uczen w klasie, teraz stwierdzil, ze nie chce byc kujonem i coraz bardziej zdziwia. Bardzo zalezy mu na jakimkolwiek przyciagnieciu uwagi, dlatego lazi po sali, przeszkadza kolegom i notorycznie twierdzi, ze zadania zrobic nie potrafi, choc wiem, ze gdyby sie moment zastanowil to zrobilby je bez klopotu. Przyznac mu jednak trzeba, ze ostatnio sie poprawia i ilosc momentow, w ktorych mozna zobaczyc go siedzacego na czerwonym krzesle przy stoliku jest coraz wieksza. Ale wciaz sie obawiam, ze moze powtorzyc kiedysiejszy incydent, kiedy z premedytacja wbil kolezance dlugopis w policzek, tak, ze krew bardzo mocno trysnela.

Sheila. Kolezanka z klasy Cristiana. Dziewczynka starannie roi zadania, siedzi dosc spokojnie, tylko czasem ma problem ze zrozumieniem polecenia. Juz nie placze z taka czestotliwoscia jak w zeszlym roku, za to ma swietne poczucie humoru, ktorym potrafi rozladowac kazde napiecie. Jej glownym problemem jest w tej chwili odroznienie literki „m” i „n”, zawsze myli ilosc lukow, dlatego jako dodtakowe zadanie codziennie dostaje kaligrafie z tymi wlasnie literkami.
Jael. Zdolna dziewczyna, starsza od swoich kolegow, bo mama nie posylala jej wczesniej do szkoly. Wszystko stara sie robic starannie, choc rownie dobrze jak robienie zadania idzie jej zaczepianie kolegow i twierdzenie, ze jest niewinna. Tylko ze ona akurat potrafi bo zrobieniu cyrku cyrku podejsc, przytulic sie i przeprosic.

Jhovana. Uwielbiam te dziewczynke, ale cierpliwosc trzeba do niej miec nadludzka! Ma straszne problemy z koncentracja, codzien siada nad zadaniem i potrafi tak przesiedziec 3 godziny napisawszy zaledwie jedno zdanie… Jej charakterystycznym stwierdzeniem podczas robienia zadania jest wymawiane z bardzo specyficznym akcentem „Yo rraaapidito voy a hacer!” – „Szyyybciutko to zrobie!”, które z rzeczywistoscia nie ma zadnego pokrycia. Ostatnio niemal kazdego dnia plakala, bo zadania nie miala ochoty robic w przeznaczonym do tego czasie. Raz nawet zaczela plakac przed piata a skonczyla po szostej, wiec przeszlo godzine nie dalo sie z nia nawet porozmawiac. Dziewczynka ma spore braki z poprzedniej szkoly w wiosce, w ktorej mieszkala, gdzie nauczyciel uczyl pierwsza, druga i trzecia klase jednoczesnie, a prócz tego to chyba nikt nie wie, co jeszcze w niej siedzi, kiedy tak sie zamyka i zaczyna plakac. To z nia najczesciej trzeba siedziec dlugo po kolacji, az skonczy swoje zadanie. Ale postepy widac, tuz po przyjsciu do domu potrafila narysowac tylko flage Boliwii, teraz wahlarz mozliwosci zdecydowanie sie powiekszyl.

Emanuel. Kolejny przypadek wymagajacy pewnych anielskich cech. Emanuel pozno zaczal chodzic do szkoly, jego mama uprawia najstarszy zawod swiata, dzieckiem zainteresowano sie kiedy mama rozchorowala sie i trafila do szpitala, a chlopiec krecil sie po szpitalu. Zaczal sie uczyc czytac i pisac majac juz 10 lat, kiedy trafil do nas do domu. Rowniez ma spore klopoty zwlaszcza ze zrozumieniem tekstow i odpowiedziami na najprostze pytania. Wspominamy wciaz:
– Emanuel, ile dni ma tydzien?
– Poniedzialek!
Czy:
– Emanuel, w jakim miesi¹cu zaczyna siê wiosna?
– W jesieni!
Jego mocna strona jest natomiast starannosc, czasem a¿ nadmierna. I ma on wyjatkowo dobre wyczucie ortografii, wielu doroslych mogloby mu tego pozazdroscic.

Roxana. Starsza siostra Jhovany. Podobnie ma du¿e problemy ze zrozumieniem tekstow, zwlaszcza, jesli ma cos przeczytac samodzielnie i znalezc odpowiedzi na pytania. I ma bardzo duze braki z poprzedniej szkoly. Ale musze przyznac, ze jest chyba najbardziej zdeterminowana do nauki dziewczynka. Bardzo poprawila sie w porownaniu z zeszlym rokiem, siada zawsze wczesnie ze swoimi zeszytami i robi co moze. Coraz lepiej idzie jej matematyka, ktora z reguly wykonuje sama i tylko w razie klopotow prosi o pomoc, swietnie lapie zasady wykonywania dzialan. Wieksze problemy ma z jezykiem i wtedy co chile slysze tylko „Senorita!”, wstaje, podchodzi, lapie mnie za reke i ciagnie, zeby jej pomoc, podpowiedziec, bo samej czesto ciezko jej z miejsca ruszyc. Roxana jest chyba jedyna osoba, ktora nigdy na specjalnej tablicy, gdzie zaznaczam kto jak sie zachowuje, nie otrzymala ani jednej smutnej buzki.

Abel. To jest szczegolny przypadek. Abelek wychowal sie u nas w domu od malutkiego, w wieku dwoch lat nie umial jeszcze mowic, a teraz jest sprytnym i inteligentnym dziewieciolatkiem. Problem w tym, ze ma ostatnio jakis hiperaktywny okres, nikogo nie slucha, dokucza komu sie da, bije innych, nie dzieli sie zabawkami, przeszkadza ile wlezie i czasami naprawde potrafi czlowieka wyprowadzic z rownowagi. Ostatnio zostalam wezwana do szkoly przez jego nauczycielke, bo szanowny Abelek ponoc przeklina… Poki co caly czas zastanawiamy sie co z nim zrobic i jak nad nim zapanowac, bo chlopiec zdecydowanie przegina. Szkoda, bo jest w nim naprawde duzy pozytywny potencjal, tylko trzeba go wydobyc. Ja mam nadzieje, ze to mu jakos minie.

Elisa. Spokojna dziewczynka, zadanie robi, czasem potrzebuje pomocy. Zawsze pokazuje co juz zrobila, cierpliwie czeka na swoja kolej. I co wazne, jest swietna zawodniczka pilki noznej.

 Ivan. O tego chlopca sie doœæ martwie, bo ma spory problem z zapanowaniem nad siedzaca w nim agresja. Bardzo latwo sie denerwuje, zamyka w sobie i nie potrafi sie w tym opanowac. Choc czasem po jakijs chwili przychodzi refleksja i staje sie mily. Ivanowi ponoc w jego domu powiedzieli, ze oddaja go do domu dziecka, bo jest niegrzeczny, co po pierwsze jest calkowitym absurdem, a po drugie, jak wogole mozna tak dziecku powiedziec? I jaka on ma miec pozniej motywacje, zeby byc lepszym, jesli rodzina go informuje, ze chca go tylko pod warunkiem…

Jest inteligentny i jesli tylko sie akurat z jakiegos powodu nie zdenerwuje, to zadanie robi bez klopotow.

To by bylo na tyle. Taka mozaike dzieci nielatwo ogarnac, bo kazde jest inne, kazde chcialoby, zeby tylko przy nim usiasc, ale tak sie po prostu nie da. Sa tacy, ktorzy potrzebuja wiecej, bo inaczej nie rusza nawet z miejsca z zadaniem. A zazdrosc jest czyms powszechnym. Jedyny problem polega na tym, ze nie bardzo im moge pomoc w zadaniach z pracy techniki, bo takie sciegi jak moje dziewczynki robia to ja pierwszy raz na oczy widze ;) Od czasu do czasu chadzam na zebrania do szko³y, raz nawet wypad³y mi 4 naraz :).
I jakze czesto przy zadaniach z matematyki slysze: „Senorita! Pozyczy mi pani swoje palce?”

Jak na razie probujemy zorganizowac indywidualna pomoc dla dzieci z najwiekszymi klopotami (ode mnie kwalifikuja sie Jhovana, Roxana i Emanuel) z miejscowego uniwersytetu – zobaczymy jak to zadziala, kiedy przyjda studenci. Bo tak to ja owszem moge z nimi odrobic zadanie, ale za wiele do przodu to oni nie pojda… Trzymajcie kciuki za powodzenie!

mierzej

Facebook