Boliwia – Tupiza – Święta oczami mieszkańca Domu Dziecka

  Wraz z wakacjami w domu zaczął się czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia.  Starsze dziewczyny miały za zadanie zrobić szopki do swoich pokojów jak również przystroić jadalnię, kaplicę i salę telewizyjną. Czas szybko leciał przy szukaniu pomysłów i inspiracji a później na wprowadzaniu ich w życie. Wycinanie, klejenie i wieszanie papierowych aniołków, bałwanków i gwiazdeczek zaprzątnęło…

 

Wraz z wakacjami w domu zaczął się czas przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia.  Starsze dziewczyny miały za zadanie zrobić szopki do swoich pokojów jak również przystroić jadalnię, kaplicę i salę telewizyjną. Czas szybko leciał przy szukaniu pomysłów i inspiracji a później na wprowadzaniu ich w życie. Wycinanie, klejenie i wieszanie papierowych aniołków, bałwanków i gwiazdeczek zaprzątnęło wszystkim głowy.

Wydawałoby się że to bardzo radosny czas – oczekiwanie na narodziny dzieciątka Jezus. Jednak tego co najbardziej cenimy sobie w świętach w domach dziecka niestety brakuje – pełnej prawdziwej rodziny. Rodziny, z którą dzielimy ten czas, przygotowań, wspominamy, jak było w zeszłych latach, co możemy zmienić a czego zmieniać nie można. Ile ulepiliśmy pierogów i czy barszcz nie wyszedł za ostry. Rodzinnie zasiadamy do stołu i wieczorem komu jeszcze sił starczy razem wybieramy się na pasterkę. Tu wszyscy mieszkańcy domu dziecka tworzą jedną wielką rodzinę, jednak czuć, że czegoś brakuje. W Boliwii nie świętuje się tak uroczyście wigilii Bożego Narodzenia. Nie czeka się na pierwszą gwiazdkę z 12 daniami. Za to świętuje się 25 grudnia tradycyjną świąteczną zupą na obiad, która musi zawierać 3 rodzaje mięsa: kurczaka, wołowinę i koniecznie wieprzowinę – największy przysmak przeciętnego Boliwijczyka 🙂 Aby trochę przybliżyć nasze polskie zwyczaje ulepiłyśmy z dziewczynami pierogi, uszka i z najmniejszymi dziećmi przygotowaliśmy pierniczki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Starsze dziewczyny przyznają, że tak w głębi serca to wcale nie lubią świąt, bo w tym czasie jeszcze bardziej czują się osamotnione, gdy wszyscy wokół skupiają się na świętowaniu w rodzinnym gronie. Gromadka mieszkańców domu dziecka, których też nazywają rodziną niestety tego nie zastąpi. Co mogłyśmy my zrobić w tej przedświątecznej gorączce? Pomagałyśmy przygotowywać sale, ozdoby, szopki i z radością na twarzach podtrzymywać radosnego ducha świąt, ucząc się kolęd po hiszpańsku i puszczając na okrągło świąteczne piosenki, po prostu z nimi być. Ucząc się tutejszych tradycji i dzieląc się naszymi, pisząc listy do Świętego Mikołaja oraz kartki z życzeniami świątecznymi.

Młodsze dzieci w tym czasie uczestniczyły w przygotowaniu do świąt w kościelnym programie MONAIN (Movimiento Navideño Infantil – Ruch Bożonarodzeniowy dla Dzieci), przy którym nas też poproszono o pomoc. Trwało to 9 dni. W programie były warsztaty, animacje, gry, zabawy, pielgrzymka i święcenie zwierzątek domowych. A wszytko to by dzieci mogły dowiedzieć się więcej o Świętej Rodzinie, o tym jaka była Maryja i czy możemy być tacy jak ona. Poznać sylwetki świętych, przebierając się za nich i pobawić się w gronie rówieśników. Każdego dnia nie mogły się doczekać aż pójdziemy na spotkanie. Cały czas pytały: “a idziemy jutro na Monain? A na którą godzinę? Muszę przynieść na jutro kredki i zeszyt!”. Dla dzieci, które od niecałego roku są w domu, było to coś całkiem nowego i ekscytującego. Poznały tańce integracyjne i piosenki świąteczne, reszta przypomniała sobie układy z zeszłego roku. Wszystkie dzieci wyczekiwały z niecierpliwością każdego następnego dnia.

Dzień przed wigilią uroczyście wręczyliśmy dzieciom prezenty świąteczne, które dla najmniejszych były oczywiście najważniejszą częścią świąt. Paczki były wyjątkowo napchane, ponieważ postanowiliśmy razem z urodzinami Jezusa świętować urodziny każdego dziecka, które mieszka w domu. Normalnie w dzień urodzin po obiedzie śpiewamy wszyscy razem hiszpańskie sto lat – Feliz Cumpleanos i składamy życzenia, nie ma zwyczaju dawania prezentów. Dlatego by w pełni świętować był i tort, dmuchanie świeczek i masa prezentów, z których cieszyli się jak.. Dzieci :)

Świętowanie wigilii zaczęliśmy w kaplicy wspólną modlitwą, następnie przenieśliśmy Dzieciątko Jezus do szopki, po czym śpiewając kolędy przeszliśmy do jadalni na kolację. Pasterkę poprzedziły jasełka dzieci i młodzieży. Sama msza była wyjątkowa. Tradycyjnie odprawia się w wigilię mszę śpiewaną – Misa Criolla, która zapoczątkowana została w Argentynie. Większość części mszy jest śpiewana na niełatwe, lecz przepiękne melodie.

Bardzo piękną tradycją boliwijską jest także Adorowanie Szopki – polega na adorowaniu małego Jezuska tańcem przed stajenką, radonie pląsając w parach. Każdy region ma swoje kroki, trochę nawet udało nam się nauczyć. Adoruje się w domach, w parkach i w kościele, tam gdzie przygotowano szopki. Tak radośnie świętują Boże Narodzenie Boliwijczycy.

Myślałam, że święta spędzone daleko od rodziny będą smutne i obarczone wielką tęsknotą, jednak nie. Starałyśmy się być tu na miejscu i tu dzielić się naszą miłością i pomocną dłonią z naszą nową boliwijską rodziną, która bardzo tego potrzebuje. Dzięki temu był to czas niesamowity. Gdy człowiek skupia się na byciu z innymi zapomina, że samemu może być źle, smutno. Radość, miłość drugiego jest w tym momencie ważniejsza i ostatecznie daje nam dającym jeszcze większą radość.

Beata