Z pierwszej ręki

asia„W pierwszej chwili była chęć działania, zrobienia czegoś dobrego, trochę szalonego, 10 lat temu wszyscy pukali się w czoło, gdy wspominałam o wyjeździe na misje. Nastąpiło poznanie… poznanie rzeczywistości misyjnej, świata którego nie da się porównać z niczym innym, który otworzył mi oczy i sprawił, że na swoje życie popatrzyłam z zupełnie innej perspektywy. Wtedy przerodziło się to w sprawę serca, po prostu zakochałam się w Afryce, w ubogich ludziach, którzy witali nas z otwartymi rękami i dzielili się wszystkim co mieli, od których biła radość życia, pomimo, że według naszej (europejskiej) miary, niczego nie posiadają. Potem stała się to także kwestia woli, po prostu zdecydowałam, że chcę dawać siebie, pomagać innym, otrzymałam w życiu wiele, więc wiele chcę ofiarować.”
Joanna Stożek, sekretarz stowarzyszenia, tworzy SWM Młodzi Światu od początku jego istnienia.

ela„Wczoraj spotkałam się ze znajomymi z klasy maturalnej. Jedna z nich studiuje na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych, inna równolegle dwa kierunki, kolega z drugiej ławki realizuje się w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, ktoś inny na amerykanistyce, politologii… Właśnie kończą drugi rok studiów. A ja przed trzema tygodniami wróciłam z Peru. Babcia kiwa głową i mówi „No tak, straciłaś te dwa lata na uczelni”… A ja, patrząc wstecz na ostatnie półtora roku mojego życia, tym razem nie mogę przyznać jej racji. Nie straciłam dwóch lat na uczelni – ja zyskałam je w Peru.”
Elżbieta Jakubek tuż po maturze wyjechała na półtora roku do Peru. Od kwietnia 2007 roku pracuje w SWM Młodzi Światu jako koordynator wolontariuszy.

adopcja1„Pojechałam do Malawi, aby świadczyć, jak ważny jest program Adopcji Miłości. Jestem całym sercem przekonana do tego programu. Widziałam, w jakich warunkach żyją dzieci. Pieniądze wpłacane przez polskie rodziny idą na konkretne potrzeby najmłodszych – koce, buty, zeszyty. Tak niewiele potrzeba, aby komuś pomóc. Wolontariat Młodzi Światu prowadzi ten program w formie funduszu adopcyjnego, a więc wpłaca się pieniądze na edukację pewnej grupy dzieci, a nie poszczególnego dziecka. Często my, Europejczycy, chcemy dofinansowywać jedno dziecko i mieć jego aktualne zdjęcie na kredensie. A to praktycznie niemożliwe. W ośrodkach Adopcji w Kenii czy w Sierra Leone salezjanie opiekują się dziećmi żyjącymi w slumsie. Nikt nie wie, czy pewnego dnia któreś z nich po prostu nie zniknie, bo jego rodzina się przeprowadzi. Pewna austriacka para wytoczyła proces organizatorom podobnej akcji, bo przestała dostawać zdjęcia dziecka. Świadczy to o braku wyobraźni i nieznajomości Afrykańskich realiów. Byłam w tych wioskach, widziałam te dzieci. Wezmę udział w tej akcji i będę do tego namawiać przyjaciół.”

Ambasadorem Adopcji Miłości została Dorota Segda.

boni„Dla każdego z nas Malawi to teraz drugi dom, do którego wracamy każdego dnia w myślach i sercach. Nie znamy piękniejszego miejsca na ziemi i ludzi tak otwartych na innych. Utrzymujemy kontakt z naszymi przyjaciółmi wierząc, że znów się spotkamy. Podróż ta stała się też dla mnie inspiracją do powstania „Czarnej płyty” wydanej w maju 2005 roku i nagranej przez New Day. Longplay jest na wskroś przesiąknięty doświadczeniem Afryki- poprzez afrykańską muzykę, kontekst powstania, brzmienie bębnów i naturalnych etnicznych śpiewów. Pretekstem do powstania tej płyty były spotkania, rozmowy czy wspólne śpiewy z ludźmi poznanymi właśnie w Malawi. Tam powstawały pierwsze kompozycje i teksty zakorzenione w sercu Afryki. Płyta jest opowieścią o człowieku idącym przez życie z Panem Bogiem. Po powrocie z Afryki był czas na pracę nad aranżacjami i tekstami, a efektem tego jest właśnie „Czarna płyta”, której dźwięki zawsze przenoszą mnie do Lilongwe i Malawi.”
Rafał Boniśniak z żoną i dwójką przyjaciół spędzili w Lilongwe w Malawi dwa miesiące. Prowadzili warsztaty edukacyjne dla nauczycieli i uczniów.

terlecki„Byliśmy w Szpitalu Misyjnym Sióstr Misjonarek Miłości w Etiopii. Pojechaliśmy tam bezpośrednio po studiach, jako świeżo upieczeni lekarze, stawiający pierwsze samodzielne kroki zawodowe. W szpitalu znajdowało się ponad tysiąc pacjentów z najróżniejszymi chorobami, zarówno lekkimi, jak i nieuleczalnymi.
Mimo że do wyjazdu przygotowywaliśmy się dość długo, to po przyjeździe czuliśmy się zagubieni i przerażeni. To, co zobaczyliśmy na miejscu, wstrząsnęło nami – ogromna bieda, mnóstwo chorób, niedożywienie. Nie wiedzieliśmy, czy uda nam się odnaleźć w tych warunkach i czy wytrwamy.
Patrząc na nasz pobyt w Etiopii z perspektywy czasu można się zastanowić, jaki był cel naszego wyjazdu? Moglibyśmy powiedzieć dość pompatycznie, że wybraliśmy się tam nieść pomoc potrzebującym. Myślę, jednak, że pojechaliśmy tam głównie dla siebie. Pojechaliśmy po to, aby otrzymać lekcję życia. Lekcję obejmującą umiejętność dostrzegania szczęścia w cierpieniu, radości w smutku, bogactwa w biedzie, siły w słabości. W trakcie naszej pracy bywały momenty zwątpienia, niepowodzeń i rozczarowań. Doświadczenia tak odmienne od polskich sprawiły, że dorośliśmy, staliśmy się bardziej dojrzali.
Mimo, że od momentu naszego powrotu minął jakiś czas, to czujemy, że część nas pozostała w Etiopii i nigdy stamtąd nie powróci. Mamy świadomość, ze nasza praca nie była niczym nadzwyczajnym, nie dokonaliśmy żadnych spektakularnych czynów. Wiemy też, że mogliśmy więcej, lepiej, bardziej. Czujemy jednak, że zrobiliśmy coś. Nic wielkiego, ale coś.”
Katarzyna i Michał Terleccy

tomek„Chyba każdy wolontariusz jedzie z wielkim pragnieniem pomagania innym. Ja byłem zaskoczony, jak nieraz mało potrzeba, by komuś pomóc i jak trudno pomóc, gdy człowiek ma własną wizję tej pomocy. Ktoś zadał mi pytanie, czy pojechaliście tam wprowadzać naszą kulturę i cywilizację? Czy nie uszczęśliwiacie tych ludzi na siłę? Myślę, że nie. Istotniejsze jest spotkanie i wzajemne otwarcie się na siebie. Po powrocie czuję się bardzo szczęśliwy, że mimo wielu trudności nie poddaliśmy się podczas budowy szkoły. Że nasz majster Izaak nie rzucił pracy dla lepiej płatnej posady, gdyż, jak mówił „po tej robocie będzie się czuł dumny”. Że na początku prawie wszyscy robotnicy przychodzili do pracy na piechotę, a pod koniec przyjeżdżali na rowerach, co świadczy o tym, że nauczyli się odkładać pieniądze. Wreszcie, że kilkaset dzieci ma gdzie się uczyć, są ławki i stoliki, jasne, przestronne klasy. Oczywiście doświadczenie zdobyte na misjach ma dla mnie też wymierne korzyści, ale są one tak małe w stosunku do tej wewnętrznej radości, satysfakcji i ubogacenia, że nawet nie warto o nich wspominać.”
Tomasz Śliwiński

iza„Moja misja zakończona. Kurs komputerowy w tym roku zakończony, certyfikaty wydrukowane, studenci na wakacjach. Dużo nauczyłam się z punktu widzenia społecznego. Mieszkałam z nauczycielami, w sumie 10 osób, w tym ze mną 3 dziewczyny. Wszyscy byli Kenijczykami, ale pochodzili z rożnych plemion. Mieszkaliśmy i uczyliśmy w tym samym miejscu, jedliśmy razem i czasami nie było łatwo. Wiele wyzwań, szczególnie dla mzungu (czyli białego, a do tego wychowanego w kompletnie innej kulturze). Jednak wiele się tutaj nauczyłam i doświadczyłam. Więcej otrzymałam, niż sama dałam.”
Iza Rydz

kazek„Wiele rzeczy dzieje się w życiu ‘przypadkiem’. ‘Przypadkiem’ zaczęła się też moja przygoda z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym. Tak czy inaczej – propozycję wyjazdu do Malawi i poprowadzenia tam szkoleń dla miejscowych nauczycieli w ramach projektu budowy szkoły w Nkhotakota potraktowałem najpierw jak pomysł rodem z kosmosu. Kiedy jednak w końcu dotarło do mnie, że to wcale nie fikcja, nie wahałem się. Dzisiaj, gdy na moje spotkanie z Afryką patrzę z perspektywy czasu, bez wahania zaliczam je do tych wydarzeń, które zwykło się w życiu nazywać przełomowymi. Afryka mnie poruszyła i dużo nauczyła. Porusza i uczy każdego, kto ją poznaje. Sama potrzebuje ogromnej pomocy, ale jest w stanie ofiarować nam nawet więcej niż otrzymuje. Żyje w warunkach, które są dla nas gorzkim wyrzutem, ale potrafi się cieszyć nawet z tego „niewiele”, co ma. Daleko jej do zachodnich standardów technicznych, ale wciąż pielęgnuje tę mądrość życiową, którą bogaty Zachód zdążył gdzieś zagubić. Jest niszczona chorobami i trapiona głodem, a jednak wolna od chorobliwego zniewolenia morderczą pogonią za „coraz więcej”. Jest ziemią ludzi biednych i mających swoje słabości, ale zarazem radosnych i znających swą godność. Spotkanie z afryką nauczyło mnie dwóch rzeczy. Po pierwsze – doceniania tego, co posiadam. Nagle zrozumiałem, że większej części ludzkości nawet się o tym nie śniło. Po drugie – dostrzegania piękna prostej, głębokiej wiary. W cywilizowanym świecie dobrobytu wydaje się niepotrzebna. I jeszcze jedno. Spotkanie z Afryką przypomniało mi, że przecież u Boga nie ma ‘przypadków‘…”
Marcin Kaznowski sdb

Pewne chińskie przysłowie mówi: „Podziel się twoim chlebem, a ubędzie go; Podziel się twoim dachem, a pozostanie ten sam; Podziel się twoją radością, a przybędzie jej”. Te proste słowa doskonale oddają to, jak wyglądała moja praca na placówce misyjnej w sierocińcu w Kasisi, w Zambii. W zamian za mój poświęcony czas dla tych dzieci, cały trud związany z przygotowaniem, podróżą i pobytem w Afryce otrzymywałem o wiele, wiele więcej. Uśmiech, radość, szczęście na twarzach małych podopiecznych były najpiękniejszą rekompensatą za pracę dla nich i z nimi, pracą często skromną, prostą, ale tak im potrzebną i ważną dla nich. Słowa dzieci: „Wujku, wujku, będziemy płakać, jak Ty pojedziesz” pokazują, że warto poświęcić te kilka lub kilkanaście miesięcy swojego życia na wolontaryjną pomoc i pracę w kraju misyjnym.

Grzegorz Gidlecki

Czułam, że jadę na koniec świata. Siedząc w samolocie nagle zdałam sobie sprawę, że przecież jadę w miejsce praktycznie zupełnie mi nieznane, do ludzi, których nie znam. Ale, wiedziałam też, że skoro Bóg mnie tam posyła, to ma ku temu powód. Miałam świadomość, że nie jadę do miejsca pracy ale miejsca, w którym ktoś na mnie czeka. Tam, po drugiej stronie oceanu znalazłam dom. A do domu, wcześniej czy później zawsze się wraca, więc nie widzę możliwości, żebym miała tam kiedyś nie wrócić. Boliwia jest teraz moją drugą ojczyzną.

Dominika Oliwa

Partnerzy:

Partnerzy Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego

Znajdziesz nas na:

Profil Facebook Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego 'Młodzi Światu'You Tube - kanał video Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego 'Młodzi Światu'